Nie tońmy w miałkim sentymentalizmie
Z prof. Zdzisławem Krasnodębskim, socjologiem z Uniwersytetu
Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, rozmawia Anna Ambroziak
Jak, Pana zdaniem, ukształtuje się teraz scena polityczna po prawej
stronie?
– Doprawdy nie wiem. Równie dobrze prawica może się
rozpaść, bo jednak została pozbawiona swoich czołowych przedstawicieli. Może też
nastąpić mobilizacja i skupienie się wokół lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego. To
zależy w pewnej mierze od odporności psychicznej tych ludzi. W tej sytuacji
rodzi się jedno podstawowe pytanie; pytanie, które należy postawić tym, którzy
żyją i identyfikują się z osobami, które zginęły: czy chcemy zostawić Polskę w
rękach tych, którym on, Lech Kaczyński, Polski by nie powierzył? I co zrobić, by
Polska w ich ręce się nie dostała?
Jednak są już pierwsze nominacje Bronisława Komorowskiego na
najważniejsze stanowiska w państwie.
– Rzeczywiście, i dla wielu
ludzi wygląda to tak, jakby już była finis Poloniae. Tak to przynajmniej
wygląda.
Polska nieraz bywała w poważnych opałach, jednak ciągle
jest.
– Ale polskie dzieje to nie tylko bohaterstwo, niejednokrotnie
też podłość. Był chociażby najpierw sejm grodzieński z 1793 r., który
potwierdził II rozbiór Polski, a potem Powstanie Kościuszkowskie. Wydawało się
nam, że tego cyklu w czasach współczesnych już się nie powtórzy. Że jesteśmy już
bezpieczni w cywilizowanym świecie. Mimo iż zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że
Rosja nie jest krajem demokratycznym i że nie zmieni się w takim stopniu, w
jakim byśmy chcieli. I że wciąż trzeba podkreślać, że to nie my jesteśmy
nacjonalistami, i że chcemy tylko spokoju.
Ale nie zaprzeczy Pan, że spokój ten trzeba sobie często
wywalczyć…
– To prawda. Można to zrobić w sposób zupełnie
pokojowy, który wymaga jednak hartu ducha, rozumu i umiejętności. Ale dziś
potwierdzają się nasze najgorsze obawy: są tacy, którzy płaczą, inni się
pochowali, jeszcze inni przejmują władzę, wykorzystując czas żałoby… A odeszli
ci, którzy w takiej sytuacji staliby na posterunku: Władysław Stasiak, Grażyna
Gęsicka, Przemysław Gosiewski.
W mediach trwa festiwal powszechnej miłości… wciąż padają hasła o
potrzebie jedności itp.
– Mam wrażenie, że wszystko to tonie w tanim
sentymentalizmie. Te wszystkie wezwania do jedności mogą być zwykłą przykrywką.
Pytanie tylko, czy lud to kupi – chodzi mi o widok tych wszystkich
wstrząśniętych dziennikarzy i polityków, którzy dziś wylewają krokodyle łzy, a
którzy jeszcze przed tygodniem oczerniali prezydenta Kaczyńskiego. Mam wrażenie,
że „używa się” teraz tych zmarłych po to, by zamknąć usta żyjącym, żeby nie
poruszali żadnych drażliwych kwestii. To jest nowa gruba kreska.
Dziękuję za rozmowę.
