Piloci wiedzieli o zbliżającej się tragedii

Biorący udział w odczytywaniu czarnych skrzynek prezydenckiego
tupolewa pułkownik Zbigniew Rzepa podkreśla, iż z odczytanego dotychczas
nagrania wynika, że w ostatnich chwilach lotu piloci zdawali sobie sprawę z
tego, że maszyna uderzy o ziemię. Nie sprecyzował jednak, czy informacja ta
zdążyła dotrzeć do samych pasażerów. Tymczasem rosyjskie Ministerstwo ds.
Sytuacji Nadzwyczajnych poinformowało, że wczoraj do godzin południowych
zidentyfikowane zostały 64 ciała ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu.
Ponadto ministerstwo twierdzi, iż na jego pokładzie było 97, a nie 96
osób.

Biorący udział w toczącym się w Moskwie śledztwie dotyczącym przyczyn
sobotniej katastrofy polskiego samolotu rządowego z prezydentem RP Lechem
Kaczyńskim na pokładzie pułkownik Zbigniew Rzepa z Naczelnej Prokuratury
Wojskowej poinformował wczoraj dziennikarzy, iż z dotychczas odczytanych zapisów
wynika, że piloci Tu-154 przed samą katastrofą zdawali sobie sprawę z tego, iż
się rozbiją. Pułkownik przyznał także, że ostatnie minuty zapisu „były
dramatyczne”. Nie chciał jednak powiedzieć, czy pozostali pasażerowie zdawali
sobie sprawę ze zbliżającej się katastrofy. Rzecznik prasowy Naczelnej
Prokuratury Wojskowej dodał także, że rozmowy w kabinie odbywały się jedynie
pomiędzy pilotami. – To na pewno rozmowy samych pilotów – powiedział. Wykluczył
także podawaną przez Rosjan wersję, jakoby samolot podchodził do lądowania kilka
razy. – Podejście było tylko jedno i od razu złe – cytuje jego słowa
„GW”.
Tymczasem z informacji podanych przez rzecznika prokuratora generalnego
Mateusza Martyniuka wynika, że strona rosyjska przekazała już stronie polskiej
część dokumentów z prowadzonego śledztwa. Możliwe więc, iż niedługo będziemy
mogli dowiedzieć się więcej w tej sprawie i poznać odpowiedzi na najważniejsze
pytania. W ustaleniu przyczyn katastrofy może także pomóc analiza trzeciej
czarnej skrzynki, która wczoraj w godzinach wieczornych miała przylecieć do
Polski. – Jeżeli nic szczególnego się nie wydarzy, to jeszcze dziś w godzinach
wieczornych ostatnia skrzynka trafi do Warszawy i wówczas zostanie niezwłocznie
przewieziona do Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych, gdzie zostanie poddana
odczytowi – powiedział we wczorajszej rozmowie z „Naszym Dziennikiem” rzecznik
Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Jerzy Artyniak. – Jest już powołana grupa
biegłych, którzy tą czynnością będą się zajmować. Będziemy się więc starali
uzyskać informacje z tej czarnej skrzynki w sposób możliwie jak najszybszy.
Eksperci będą pracowali bez wytchnienia, aby jak najszybciej mieć te parametry
lotu – dodał.
Pułkownik Artyniak wyjaśnia także, że wspomniana skrzynka
zawiera jedynie parametry lotu, które są zapisywane ze wszystkich czujników
znajdujących się na statku powietrznym. – Tutaj nie będzie więc rozmów, a
jedynie ścisłe dane techniczne, m.in. pracy silników i poszczególnych innych
podzespołów – wyjaśnia pułkownik. Nasz rozmówca precyzuje, że trzecia czarna
skrzynka trafia bezpośrednio do Warszawy z tego względu, iż jest to urządzenie
produkcji polskiej i to my posiadamy urządzenie niezbędne do jej odczytu. – O
ile jednak wiem, to w czynności odczytu rejestratora będzie także uczestniczył
przedstawiciel rosyjskiej komisji badania wypadków lotniczych, która bada dwie
pozostałe czarne skrzynki zamontowane przez producenta [Rosję – przyp. red.] –
mówi płk Artyniak.

Zidentyfikowano 64 ciała

Tymczasem drugiej moskiewskiej grupie prokuratorów z ekspertami medycyny
sądowej udało się – dzięki współpracy rodzin ofiar – zidentyfikować kolejne
ciała ofiar. Do wczoraj udało się ustalić tożsamość 64 osób. – W ciągu doby
dokonywano czynności związanych z identyfikacją ciał zabitych, ogółem
zidentyfikowano 64 ciała – potwierdziło Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych
Rosji. Taką samą informację przekazała chwilę później także minister zdrowia Ewa
Kopacz, zaznaczając, że liczba 64 zidentyfikowanych ciał pochodzi z godziny
10.00 czasu polskiego (12.00 czasu moskiewskiego). Podkreśliła, iż następna
grupa około 20 osób „podejmuje kolejną próbę rozpoznania krewnych”. Są to
głównie osoby, które za pierwszym razem nie potrafiły zidentyfikować swoich
bliskich, jednak zdecydowały się na ponowną próbę. – Jesteśmy w trakcie pracy,
więc jest duże prawdopodobieństwo, że jeszcze dziś uda nam się rozpoznać siedem
ciał. Są rodziny, w tej chwili pracujemy z patomorfologami z Polski i
patomorfologami miejscowymi – powiedziała Kopacz dziennikarzom zebranym przed
moskiewskim Biurem Ekspertyz Sądowych, gdzie dokonywana jest identyfikacja ofiar
sobotniej katastrofy.
Ewa Kopacz zauważa, że wcześniej już były dwa
przypadki, gdy ponowna identyfikacja zakończyła się sukcesem. – Jeśli ktoś miał
trudności, powiedział: „Nie lecę do kraju, ale chcę jeszcze spróbować dzisiaj”,
to my wręcz zachęcamy: zostańcie, obejrzyjcie jeszcze dodatkowe zdjęcia,
prześpijcie tę noc, przypomnijcie sobie o jakichś znakach szczególnych – cytuje
jej słowa PAP. Kopacz podkreśliła ponadto, że jeśli ktokolwiek z bliskich –
którzy do tej pory nie czuli się na siłach przyjechać do Rosji – zdecyduje się
jednak przylecieć jeszcze do Moskwy na identyfikację, to ma taką możliwość, gdyż
w tej sprawie jest pełne wsparcie ze strony polskiego rządu.
Minister zdrowia
zapowiedziała także, że identyfikacja genetyczna ofiar powinna się zakończyć do
przyszłej środy, choć nie można wykluczyć ewentualnego przedłużenia tych
czynności.

Rosjanie: Ofiar było więcej

Rosyjskie Ministerstwo ds. Nadzwyczajnych potwierdziło we wtorek wieczorem
wcześniejsze doniesienia śledczych z Moskwy, jakoby w sobotniej katastrofie
prezydenckiego tupolewa zginęło 97, a nie jak się powszechnie podaje – 96 osób.
– 97 osób – 89 pasażerów i 8 członków załogi znajdowało się na pokładzie
rozbitego Tu-154. Wszyscy oni zginęli – cytuje wypowiedź jednego z
przedstawicieli rosyjskiego ministerstwa ds. nadzwyczajnych agencja RIA Novosti.
Zaistniałej niespójności w liczbie ofiar nie potrafi jednak wytłumaczyć strona
polska. – Nie wiemy jeszcze, skąd jest ta rozbieżność. Na początku już takie
informacje się pojawiały. Chodziło wówczas o jedną osobę – stewardesę będącą
zarazem funkcjonariuszem BOR, którą Rosjanie wliczali podwójnie. Teraz natomiast
nie wiem, skąd wzięła się taka liczba – powiedziała w rozmowie z „Naszym
Dziennikiem” Agata Grynkiewicz, doradca rzecznika rządu.
W internecie
zamieszczone zostało amatorskie nagranie płonącego wraku prezydenckiego
samolotu. Autor – prawdopodobnie Rosjanin mieszkający nieopodal lotniska –
zarejestrował wygląd miejsca katastrofy tuż po upadku Tu-154 jeszcze przed
przybyciem służb ratowniczych. Na filmie słychać m.in. syreny i wystrzały.
Według pierwszych ocen cztery pojedyncze strzały mogą być odgłosami eksplozji
amunicji funkcjonariuszy BOR, do jakiej mogło dojść z powodu wysokiej
temperatury. Nagranie ma zostać przeanalizowane przez polskich śledczych także
pod kątem jego autentyczności i źródła pochodzenia.

Marta Ziarnik

drukuj