Nie byli przygotowani na przylot prezydenta?
Coraz więcej informacji wskazuje na to, że Rosjanie zaniedbali
podstawowe procedury przygotowawcze przed sobotnim przylotem samolotu z
prezydentem Lechem Kaczyńskim do Smoleńska. Chodzi m.in. o nieściągnięcie na ten
czas systemu nawigacji ILS (Instrument Landing System), dzięki któremu Tu-154
bez najmniejszych problemów wylądowałby na lotnisku przy słabej widoczności.
Tymczasem – jak zaznaczają piloci – Rosjanie powinni być przygotowani na każdą
ewentualność, zwłaszcza że nad smoleńskim lotniskiem bardzo często zalega mgła.
Wspomniany system nawigacyjny został jednak ściągnięty kilka godzin później, gdy
przylatywał premier Rosji Władimir Putin.
Jak podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” jeden z pilotów latających na
Tu-154, bardzo nieprawdopodobne jest, że do katastrofy doprowadził błąd pilota,
zwłaszcza tak doświadczonego jak prezydencki. Tym bardziej że piloci obsługujący
tupolewa znali smoleńskie lotnisko, które testowali jeszcze dwa dni wcześniej. –
Ja w to nie bardzo wierzę – mówi. Nasz rozmówca, który pragnie zachować
anonimowość, podkreśla ponadto, iż tragedii można było z całą pewnością uniknąć,
gdyby lotnisko w Smoleńsku posiadało na stałe system nawigacyjny ILS,
wspomagający lądowanie w warunkach ograniczonej widoczności i niskiego
zachmurzenia. – Gdyby taki sprzęt był, w stu procentach tragedii tej można by
uniknąć. Samolot wylądowałby wówczas bezpiecznie i nie byłyby potrzebne żadne
krążenia nad lotniskiem – mówi. – Przy ILS, gdyby podchodzili do lądowania,
byliby cały czas w ścieżce schodzenia, nie byłoby obniżenia lotu poniżej
ścieżki, i byliby nadal na bezpiecznej wysokości – dodaje wspomniany
pilot.
Tymczasem lotnisko wojskowe w Smoleńsku dysponuje jedynie prymitywnym
systemem OSP, który sygnalizuje pilotowi wyłącznie mijanie poszczególnych
punktów orientacyjnych. Ponadto dla lądowania z pomocą tego systemu bezpośrednia
widzialność musi wynosić nie mniej niż 1800 metrów, pułap chmur zaś nie może być
niższy niż 120 metrów. W sobotę warunki były jednak o wiele gorsze, co oznacza,
że rosyjski system był całkowicie bezużyteczny. ILS został ustawiony na
smoleńskim lotnisku dopiero w momencie, gdy przylatywał na nie premier Władimir
Putin, by odwiedzić miejsce katastrofy. Wówczas także – jak wynika z informacji
podawanych w mediach – pracownicy lotniska wymieniali dopiero żarówki w
sygnalizacji naprowadzającej i lampach. Tymczasem port w Smoleńsku znany jest z
tego, że posiada niesprzyjające warunki do lądowania, a ponadto bardzo często
panują tam złe warunki pogodowe. I jak zauważają polscy piloci, chociażby z tego
względu powinny się na nim znajdować – przynajmniej na czas przylotu tak ważnych
delegacji – najnowocześniejsze urządzenia potrzebne do lądowania.
Odnosząc
się z kolei do informacji podawanych przez świadków katastrofy o przechyleniu
samolotu nawet o 45 stopni, nasz rozmówca zaznacza, iż mogło to wynikać z awarii
sterów. Pilot zauważa także, że wyjaśnić to może już tylko analiza ostatnich
minut rozmów pilotów, która została zapisana na czarnych skrzynkach. – Musiały
tam paść słowa, które to wyjaśnią. A to, jakie one były, czy: „padł silnik”, czy
też: „poleciało ciśnienie sterowania i nie mamy czym sterować”, to możemy się
dowiedzieć już tylko z zapisów czarnych skrzynek – zauważa nasz rozmówca.
Tymczasem strona rosyjska odmawia ujawnienia tych zapisów, podkreślając, że
zawierają one „intymne rozmowy”. Zastanawiające jest jednak, co za „intymne”
słowa mogą padać w obliczu zbliżającej się katastrofy, kiedy piloci za wszelką
cenę starają się w pierwszej kolejności ratować maszynę i pasażerów.
Wiele
dodatkowych wątpliwości pojawiło się także po zamieszczeniu w internecie
amatorskiego nagrania z kilku minut po katastrofie Tu-154. Naczelna Prokuratura
Wojskowa postanowiła w związku z tym poddać film szczegółowym analizom, dzięki
którym będzie można stwierdzić, czy jest on autentyczny. Jeśli okaże się, że
nagranie jest prawdziwe, może ono dużo wnieść do sprawy. – Nie mogliśmy
zbagatelizować tego nagrania – powiedział w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”
rzecznik NPW płk Jerzy Artymiak.
Tymczasem w rozmowie z „Rzeczpospolitą”
Wiktor Suworow, były agent sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, zapytany o to,
czy Rosja jest zdolna do mordu politycznego, bez wahania odpowiada twierdząco. –
Są i wielokrotnie to pokazali – powiedział dysydent. Wyjaśnia on jednak, że jak
na razie w tej sprawie nie ma żadnych dowodów. Suworow podkreśla ponadto, iż
okoliczności katastrofy powinna w związku z tym zbadać międzynarodowa
komisja.
Marta Ziarnik
