Nie przeczytamy o niczym, co nie spodoba się Moskwie
Z dr Hanną Karp, medioznawcą z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i
Medialnej w Toruniu, rozmawia Paulina Jarosińska
W poniedziałkowych wydaniach gazet mogliśmy dostrzec istotne zachwianie
proporcji. "Gazetę Wyborczą" zdominował temat homoparady, natomiast o obchodach
obławy augustowskiej w głównym wydaniu ani słowa. W "Rzeczpospolitej" z kolei
relacja z przemarszu aktywistów homoseksualnych zajęła trzy czwarte kolumny, a
obchody "małego Katynia" wydały się redaktorom czymś w sam raz na mininotkę u
dołu strony. Co mogło podyktować taką selekcję?
– "Gazeta Wyborcza" nie zaskakuje, przemilczając temat obławy augustowskiej.
Historię najnowszą organ Michnika traktuje w ogóle bardzo specyficznie. A
tematami związanymi ze zbrodniami NKWD nigdy nadmiernie się nie interesował.
Taka jest linia programowa tego pisma. Historię Polski przedstawia zwykle w
kontekście własnej polityki. Przypomnijmy choćby słynny artykuł Michała Cichego
z roku 1994 w "Gazecie Wyborczej" o AK i NSZ. W poniedziałek "GW" nie miała więc
specjalnych powodów, by pisać o obławie augustowskiej. Można zastanawiać się,
czy ten temat nie wróci jeszcze w czwartkowym "Dużym Formacie", ale nawet jeśli
tak będzie, to gazeta powinna odnotować obchody tej tragicznej rocznicy choćby z
obowiązku. To brak profesjonalizmu. Ale też coś więcej – to ostentacyjna
ignorancja, cyniczne lekceważenie naszej historii.
Natomiast "Rzeczpospolita" walczy o czytelnika. Ta przedziwna manifestacja pod
kuriozalną i śmieszną nazwą "EuroPride" wydała się redaktorom tematem
atrakcyjnym dla odbiorców. Obchody obławy augustowskiej "zasłużyły" natomiast, z
racji sezonu ogórkowego, tylko na krótką notkę. "Rzeczpospolita" jest gazetą
nierówną, także w tym, co pisze choćby o katastrofie smoleńskiej. Poza tym w tej
walce o czytelnika ulega też koniunkturze. Jak widać, pytanie o to, co będzie
dalej z gazetą, ciąży bardzo na linii gazety.
Czemu mogą służyć zabiegi nadawania wydarzeniom rangi innej, niż mają w
rzeczywistości?
– Wszystkie duże opiniotwórcze gazety, jeśli stosują zabieg sztucznego
nagłaśniania wątpliwego tematu kosztem tematów istotnych, nie czynią tego
przypadkiem. Redaktorzy gazet są profesjonalistami i doskonale wiedzą, co chcą
zaakcentować, a co pominąć. To zawsze dzieje się za zgodą redaktora naczelnego.
I zawsze traci na tym czytelnik. W tym wypadku uwaga czytelnika skierowana jest
na "problem" przywilejów mniejszości seksualnych. Temat obławy sprowadzono do
sztampowego banału, tzn. do daty i krótkiej notki, bez podawania szerszego
kontekstu. Obława jest bardzo ważnym wydarzeniem, nie do końca opisanym. W mojej
ocenie, "Rzeczpospolita" uległa koniunkturze i na żywo obserwujemy proces
tabloidyzacji dziennika. Ważne i trudne tematy są opisywane krótko, pobieżnie,
płytko.
Warto zauważyć, że w ostatnich dniach w mediach wypowiadane są wojny. Choćby
ostatnia sprawa krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego. Media wszystko, co dzieje
się wokół krzyża, obwołały wojną. Kto z kim tu wojuje? One same potrzebują
wojny, eskalują ją, a potem chcą ją zakończyć w sposób, w jaki same uznają za
właściwy i pożądany. Dlatego widz czy czytelnik musi być mądrym odbiorcą
wszelkich mediów. Nie może ograniczać się tylko do jednego tytułu czy
komercyjnej stacji. Warto korzystać z niezależnych portali internetowych, gazet,
niekoniecznie tych bogato ilustrowanych.
Korowód homoseksualistów był zapowiadany w rozlicznych tekstach, czemuś tak
marginalnemu robiono tak hałaśliwą reklamę. Tymczasem nad obchodami 65. rocznicy
obławy augustowskiej zapadła głucha cisza.
– Redaktorzy "Wyborczej" dobrze wiedzą, że temat tzw. praw mniejszości
seksualnych nie jest dobrze odbierany przez Polaków. 80 procent społeczeństwa
podchodzi do tej sprawy bardzo nieufnie, wręcz wrogo. Mimo to kwestia ta
natrętnie wraca w gazecie na różne sposoby, by "oswoić" czytelnika z tematem,
urobić jego myślenie. Natomiast augustowska obława to "tylko" kolejna rocznica
mordu wpisującego się w martyrologię Narodu Polskiego. Temat ma też niewygodny
rosyjski kontekst. Dokumenty mordu zwanego "małym Katyniem" są nadal w Rosji. To
wciąż biała plama w polskiej historii. Poruszanie jej jest politycznie
niepoprawne. Może "zaszkodzić" pojednaniu z Moskwą. Jest tylko pytanie o
edukację historyczną młodych. W poniedziałek młody czytelnik nie mógł dowiedzieć
się nic o augustowskiej obławie z dwóch wysokonakładowych dzienników, a przecież
to niezwykle ważne, by właśnie młode pokolenie miało dostęp do wiedzy o
najważniejszych wydarzeniach polskiej historii.
Dziękuję za rozmowę.
