Nie ma mowy o przywilejach dla ubeków i esbeków

Z por. Wacławem Szaconiem, byłym więźniem politycznym okresu stalinowskiego, skazanym cztery razy na karę śmierci, rozmawia Marek Żelazny



Jak zaczęła się Pana działalność niepodległościowa?

– Po ukończeniu 16 lat, dokładnie 3 maja 1942 roku, złożyłem przysięgę i zostałem przyjęty do Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW), natomiast 11 listopada tego samego roku wszedłem w szeregi Armii Krajowej. Kiedy w 1944 roku bolszewicy wkroczyli do Polski, zdecydowałem się nie składać broni i walczyć nadal w podziemiu, tym razem przeciwko sowieckiemu i komunistycznemu okupantowi. Chodząc do szkoły średniej, działałem w organizacji Wolność i Niezawisłość (WiN). W tym okresie moim bliskim kolegą był Józef Franczak ps. „Laluś”, którego skontaktowałem z późniejszym dowódcą okręgu WiN Zdzisławem Brońskim „Uskokiem”. Moim zadaniem było ustanawianie i podtrzymywanie łączności między członkami podziemia, organizowanie patroli i przeprowadzanie innych akcji. 26 kwietnia 1949 roku zostałem aresztowany w lesie, gdzie funkcjonariusze UB zorganizowali tzw. kocioł, występując w przebraniu straży leśnej. Natychmiast zostałem przewieziony do siedziby Urzędu Bezpieczeństwa w Lublinie, gdzie poddano mnie wielodniowemu, ciężkiemu przesłuchaniu, które kontynuowano po przetransportowaniu mnie na Zamek Lubelski. Po przejściu przez tzw. konwejer oczekiwałem na proces, który wytoczono 26 listopada 1949 roku. Mimo że prokuratorzy nie dysponowali żadnymi poważnymi dowodami mojej antykomunistycznej działalności, skazano mnie na czterokrotną karę śmierci. Wyrok ten został jednak zamieniony po 21 dniach na karę dożywotniego pozbawienia wolności.

Ile lat spędził Pan w stalinowskich więzieniach?

– W sumie 8 lat. Po kilku miesiącach od zakończenia procesu zostałem przewieziony do więzienia w Rawiczu, gdzie panował głód i w ogóle niezwykle ciężkie warunki. Dość powiedzieć, że po opuszczeniu tego miejsca po czterech latach odsiadki ważyłem 42 kilogramy! Kolejnym etapem więziennej gehenny były Wronki, gdzie przebywałem do 1955 roku. W tym czasie pracownicy UB, wiedząc o moich kontaktach z „Lalusiem”, proponowali mi współpracę, czego kategorycznie odmówiłem. Po amnestii (w 1952 r.), kiedy moja kara została zmniejszona do 12 lat, pozostawało mi wciąż dużo czasu do odzyskania wolności. Z Wronek przerzucono mnie więc do Strzelec Opolskich, do katorżniczej pracy w kamieniołomach. Pracowałem tam do lipca 1956 r., po czym trafiłem do centralnego więzienia w Strzelcach. Rok 1956 był czasem tzw. odwilży. Na jej fali zostałem warunkowo zwolniony i 10 grudnia mogłem wrócić do domu.

Bezpieka dała już Panu spokój?

– O, nie! Ciągle byłem obserwowany i śledzony.

Byli funkcjonariusze UB i SB wciąż zachowują wysokie świadczenia emerytalne, które tylko częściowo mają być zredukowane. Jak Pan ocenia tę sytuację?

– Obie te organizacje komunistycznego aparatu represji po 1989 r. powinny zostać z miejsca potępione i osądzone. Tak jednak się nie stało i dlatego pozostały dotąd przywileje dla tych funkcjonariuszy. Trzeba powiedzieć wyraźnie, że były to organizacje, które zniewalały naród i kolaborowały z obcym mocarstwem. Dlatego uważam, że emerytury byłych ubeków i esbeków powinny zostać zrównane ze średnią krajową. Nie powinno być też mowy o żadnych dodatkowych świadczeniach ani innych formach uprzywilejowania. Tym bardziej że ludzie, którzy walczyli o Polskę zarówno w czasie okupacji niemieckiej, jak i sowieckiej, a także już po wojnie, żyją dziś niejednokrotnie w nędzy lub na skraju ubóstwa. W imię sprawiedliwości winno się więc diametralnie zmniejszyć emerytury ubeckie, natomiast ludziom prawdziwie zasłużonym dla Polski powinny zostać podniesione świadczenia emerytalne, by przynajmniej częściowo zrekompensować im cierpienia i ofiary poniesione dla dobra kraju.

Środowisko byłych funkcjonariuszy znajduje jednak krzepkich obrońców w postaci reprezentantów lewicy, którzy zaskarżyli do Trybunału Konstytucyjnego ustawę obniżającą ubeckie emerytury…

– Ci obrońcy zapominają chyba, na czym polegała działalność UB i SB. Ta „praca” nie była przecież niczym innym jak maltretowaniem ludzi, przetrzymywaniem ich latami w kazamatach i katowniach. A iluż patriotów nie miało nawet takiego szczęścia, by trafić do więzienia? Wielu zostało przecież skrycie zamordowanych, inni zapłacili za swoje poświęcenie zdrowiem, utratą szansy na normalne życie.

Dziś wybieg, by świadczenia emerytalne ubeków zastąpić np. funduszami z rent inwalidzkich, zakrawa po prostu na skandal. To czysty absurd i potwarz dla uczciwych ludzi. Nie dziwię się jednak, dlaczego ubecy wyśmiewają się, że za zniewolenie Narodu Polskiego są dobrze uposażeni i opłacani. Po prostu stworzono im do tego warunki. Nie dość, że przejęli w znacznej mierze majątek narodowy, to jeszcze domagają się wysokich uposażeń, mimo że przez dziesiątki lat przyczyniali się do zniewolenia Polski i żyli w dobrobycie i luksusie. Jest już najwyższa pora, by to zmienić.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj