Nie deprecjonujmy węgla

Rozwój ekonomiczny społeczeństw wiąże się z coraz większym
zapotrzebowaniem na energię. Polska energetyka oparta jest na węglu, z którego
wytwarzane jest ponad 90 proc. energii elektrycznej. Jakie możliwości
pozyskiwania źródeł energii innych niż węgiel z uwzględnieniem przede wszystkim
zabezpieczenia energetycznego istnieją obecnie w naszym kraju?

Odpowiedź jest jednoznaczna.

Polska dziś nie ma możliwości zastąpienia węgla innymi źródłami energii. W
perspektywie taką alternatywę może stanowić gaz łupkowy. Z drugiej strony, gdy
patrzę na absurdalne propozycje rozwiązań, które w sposób nieprzemyślany
zapisano w europejskim pakiecie klimatyczno-energetycznym, mam obawy co do tego,
w jakim kierunku zmierza gospodarka europejska.

Powszechnie uważa się, że celem polityki klimatycznej UE jest ochrona klimatu
poprzez redukcję emisji gazów cieplarnianych. W dokumentach Komisji Europejskiej
nie określono jednak mierzalnych efektów klimatycznych tej polityki, a więc co
uzyskamy, wydając miliardy euro w kolejnych latach 2020, 2030, 2050. Jest też
drugie dno ograniczeń emisji CO2. Chodzi o stworzenie rynku dla nowych
technologii i wykorzystanie pierwszeństwa na tym rynku. Niezależnie od tego, jak
na to spojrzymy, przytaczana przez KE "mapa drogowa" redukcji emisji gazów
cieplarnianych (przypomnę, proponowana redukcja do 2020 r. o 20 proc., do 2030
r. o 40 proc. i do roku 2050 o 80 proc. w porównaniu z 1990 r., do czego UE
zobowiązała się na szczycie w październiku 2009 r.) jest wielce niepokojąca.
Brakuje w tej wizji realistycznej oferty technologicznej, która powinna to
przedsięwzięcie umożliwić i mieć zapewnione możliwości finansowe jej wdrożenia.

Rodzą się zasadnicze w tym temacie pytania: Jak powinien być zbudowany miks
paliwowy na poziomie europejskim? Jak powinien on wyglądać w naszym kraju w
perspektywie najbliższych 20-30 lat? Jakie decyzje o znaczeniu strategicznym
mogą wpływać na konkurencyjność całej gospodarki europejskiej? Jak powinien w
Polsce wyglądać bilans paliwowo-energetyczny?

Dzisiaj zagadnienia powyższe, zresztą o znaczeniu strategicznym dla polskiej
gospodarki, są tylko zagadnieniami medialnymi, nad czym bardzo ubolewam.

Obecnie globalna emisja CO2 wynosi ponad 28 mld ton rocznie, z czego kraje UE
emitują ok. 11 procent. A co z redukcją pozostałych 89 proc. emisji CO2? UE musi
zachęcić kraje spoza struktur europejskich do podjęcia porównywalnych
zobowiązań, wówczas będzie miało to sens. Wiele państw w świecie nie ma żadnych
procedur ograniczających emisję CO2, co przy prowadzeniu przez UE jednostkowej
polityki zaciskania pasa będzie skutkowało znacznym pogorszeniem
konkurencyjności gospodarki jej państw. Również nie ulega wątpliwości, że Polska
musi w najbliższym czasie swój potencjał węglowy odpowiednio ukierunkować na
rozwój czystych technologii węglowych. I choć trwają badania nad czystymi
technologiami węglowymi, to jednak na poszczególne efekty, i to w skali
przemysłowej, przyjdzie nam poczekać jeszcze co najmniej 5-7 lat. Do tego czasu
należałoby rozwijać podstawową technologię zapewniającą wysoką sprawność
wytwarzania energii z węgla kamiennego i brunatnego opartą na nowoczesnych
rozwiązaniach technicznych. Regulacje UE dla jednych państw oznaczają duże
szanse rozwojowe, dla innych zaś mogą stanowić poważne zagrożenie. Nie bez
powodu mówi się o Europie dwóch, a może nawet trzech prędkości.

Nawet zbliżenie się całej Unii Europejskiej do umownego progu gospodarki
nisko emisyjnej w sposób niezauważalny wpłynie na ograniczenie globalnego efektu
cieplarnianego. Sama idea warta jest odnotowania i to wszystko.

Dziś widzimy wyraźnie, że świat nie poszedł drogą Europy. Unia jest w swojej
nieracjonalnej polityce klimatycznej osamotniona z wszystkimi tego
konsekwencjami.

I choć węgiel w polityce energetycznej UE nie jest paliwem lubianym i coraz
bardziej traci na swej popularności, a to zasadniczo za sprawą znaczącej emisji
CO2 przy jego tradycyjnym spalaniu, to jednak w skali światowej najwięcej, bo 41
proc. energii wytwarzanej jest z wykorzystaniem węgla.

Z drugiej strony nie potrafię zrozumieć tego ogromnego ataku na dwutlenek
węgla, patrząc jedynie przez pryzmat samego efektu cieplarnianego. W samym
procesie cieplarnianym bierze udział nie tylko dwutlenek węgla. Gazami o
istotnym wpływie na sam efekt są: para wodna, która nawet w 65-70 proc.
oddziałuje na ten proces, a doskonale wiemy, że jej znaczący udział regulowany
jest naturalnymi procesami życiowymi, dalej można wymieniać metan, freony, jak
też tlenki azotu.

Uważam, że część środków unijnych można by przeznaczyć na badania i rozwój
technologii wychwytywania metanu z powietrza wentylacyjnego, ażeby móc rocznie
zagospodarować ~ 700 mln m3 tego gazu (z rocznej eksploatacji węgla kamiennego w
polskich kopalniach wydziela się ~ 850 mln m3, z czego poprzez stacje
odmetanowania na chwilę obecną jesteśmy w stanie zagospodarować maksymalnie 150
mln m3). Tego typu technologie ograniczają pewnego rodzaju bariery, które można
by ogólnie nazwać techniczno-ekonomicznymi. Węgiel jest w tzw. odwrocie, ale
wyłącznie w Unii Europejskiej. Dziś w tym zakresie w wielu państwach o
rozwojowych i silnych gospodarkach przyjęto kierunek zgoła odmienny. Jak obecnie
przedstawia się rozmieszczenie zasobów węgla w świecie:

USA – 27%
Rosja – 17%
Chiny – 13%
Indie – 10%
Australia – 9%
RPA – 5%
UE – 4%
Ukraina – 3%
Kazachstan – 3%
Polska – 2%

Ameryka Łacińska – 2% Światowa struktura zużycia węgla kamiennego:
– produkcja energii i ciepła (76%)
– produkcja koksu (12%)
– inne (10%)
– gazyfikacja (1%) Węgiel w produkcji energii elektrycznej (dane z 2010 r.):

RPA – 92%
Polska – 90%
Chiny – 77%
Australia – 76%
Indie – 67%
Czechy – 58%
Maroko – 54%
Grecja – 50%
USA – 47%

Niemcy – 46%

Państwa o silnych gospodarkach posiadają wypracowaną wizję i strategię
oparcia w przyszłości swego potencjału również na nośnikach węglowych. Czy my
również potrafimy wykorzystać posiadany potencjał? Od wielu lat potrafimy
doskonale na ten temat mówić, natomiast z realizacją jest już o wiele gorzej.
Brakuje konsekwencji.

Mówienie dzisiaj, że od górnictwa nie ma odwrotu, jest tylko półprawdą i to
jeśli rozpatruje się ten fakt wyłącznie w kontekście bilansu energetycznego
kraju. Patrzenie dzisiaj na górnictwo polskie tylko przez pryzmat osiąganych
wyników finansowych w ostatnich dwóch latach, a szczególnie bardzo dobrych
wyników roku ubiegłego, może obraz tej branży nieco zniekształcić. Przychody
kopalń w 2011 roku wyniosły 25,87 mld zł i wzrosły rok do roku o 17,6 procent.
Spółki węglowe odnotowały za rok 2011 prawie 2,9 mld zł zysku.
To wszystko naprawdę może cieszyć, gdy sięgniemy pamięcią do wyników finansowych
w tej branży z poprzednich lat. Ale specjaliści doskonale wiedzą, że to
zasadniczo zasługa koniunktury na węgiel i wysokich cen tego surowca.
Równocześnie w dalszym ciągu nie potrafimy w pełni korzystać ze światowej
koniunktury, gdyż wydobywamy zbyt mało węgla.

W roku 2011 wydobyto 75,4 mln ton węgla kamiennego, gdy tymczasem w roku 2010
wydobycie tego surowca energetycznego było o 0,5 mln ton wyższe. Dlatego import
tego surowca do Polski z roku na rok wzrasta. W 2011 roku wyniósł ponad 15 mln
ton. Kierownictwa poszczególnych spółek węglowych deklarują znaczący wzrost
nakładów – począwszy od bieżącego roku – na inwestycje w górnictwie. Taka
informacja cieszy, jednak fachowcy wiedzą, że w górnictwie nie da się w sposób
natychmiastowy dokonać zwiększenia wydobycia. Potrzeba pewnej konsekwencji i
systematyczności. Wiemy doskonale, że dziś podjęte inwestycje górnicze zaowocują
odpowiednim trendem wzrostowym nie wcześniej niż za mniej więcej 3 lata. To musi
być proces, a nie działanie doraźne.
Sytuacja górnictwa węgla kamiennego w Polsce jest coraz trudniejsza. Schodzimy
głębiej, prowadzimy eksploatację w dosyć trudnych warunkach
górniczo-geologicznych, np. 80 proc. całości wydobycia w Polsce pochodzi z
pokładów metanowych. To wszystko jednak zwiększa koszty wydobycia. Ale łatwiej
już nie będzie. Chcąc prowadzić bezpieczne górnictwo, musimy przede wszystkim
ciągle w tę branżę inwestować, i to w szerokim tego słowa znaczeniu.

Gdy mówimy o górnictwie, należałoby w tym miejscu również przywołać pojęcie
wskaźnika uzależnienia energetycznego.

Uzależnienie energetyczne danego państwa opiera się na imporcie w odniesieniu
do potrzeb energetycznych. Wskaźnik uzależnienia obliczony jest jako stosunek
importu energii netto do krajowego zużycia energii brutto. W Polsce w 1997 roku
wynosił on 6,4 proc., natomiast w 2010 roku wzrósł do poziomu 19,9 procent.
Niezależnie od tego wzrostu (wzrost zapotrzebowania na energię) Polska posiada
najniższą zależność energetyczną w Unii Europejskiej. Na przykład:

Polska – 19,90%
Wielka Brytania – 21,30%
Czechy – 28,0%
Szwecja – 37,40%
Francja – 51,40%
Niemcy – 61,30%
Węgry – 62,50%
Grecja – 71,90%
Austria – 72,90%
Hiszpania – 81,40%
Włochy – 86,80%

przy wyliczonej średniej UE wynoszącej 53,80%. Na chwilę obecną poziom tegoż
wskaźnika przy zapotrzebowaniu na energię elektryczną i ogólnie wytwarzanie jej
z własnych złóż węglowych jest bardzo obiecujący.

Czy w przyszłości złoża węglowe będziemy mogli zastąpić np. złożami gazu
niekonwencjonalnego (łupkowego), okaże się w dalszej perspektywie czasowej,
jeśli weźmiemy pod uwagę również przekierunkowanie się elektroenergetyki
zawodowej na ten sposób zasilania.

Do tego czasu musimy uwzględnić racjonalne i efektywne gospodarowanie złożami
węgla znajdującymi się na terytorium Rzeczypospolitej. Dlatego gospodarka
polskim węglem musi być systemowa, a nie doraźna; ukierunkowana w sposób
zdecydowany na działania inwestycyjne z mocnym uwypukleniem spraw dotyczących
szeroko pojętego bezpieczeństwa.

Dr inż. Piotr Buchwald


Autor jest wykładowcą akademickim, w latach 2006-2008 był prezesem Wyższego
Urzędu Górniczego.

drukuj