Neutralność jak miecz obosieczny
Z dr. Stanisławem Śliwowskim, prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej
w stanie New Jersey, rozmawia Piotr Falkowski .
Jaka jest geneza powstania Kongresu Polonii Amerykańskiej?
– Po zakończeniu II wojny światowej i konferencji w Jałcie w 1944 roku, kiedy
stało się oczywiste, że Polska straciła niepodległość na bliżej nieokreślony
czas, Polonia amerykańska na zjeździe w Buffalo powołała Kongres Polonii
Amerykańskiej jako organizację polityczną, której jednym z głównych celów będzie
wspomaganie Narodu Polskiego w walce o odzyskanie niepodległości. Warto dodać,
że w 1989 roku, kiedy – jak się zakłada – Polska odzyskała niepodległość, wielu
delegatów i wielu członków Kongresu uznało, że Polska jest wolna, niepodległa i
demokratyczna. "Free, independent and democratic" – powtarzano wciąż taką frazę.
Stąd obecnie, gdy się podnosi jakieś kwestie dotyczące kraju, to się do tej
frazy wraca. Mówią, że to wewnętrzne sprawy Polski, sprawa wewnętrznej walki
politycznej, do której dochodzi w demokracji i tak dalej. Dlatego my nie
powinniśmy się w to mieszać. Taki tok myślenia jest prezentowany przez
kierownictwo i oczekuje się, że go przyjmiemy. Ale nie wszyscy się na to godzą.
Kongres postawił sobie zatem cele o wiele szersze niż typowe organizacje
mniejszości narodowej, które zajmują się oświatą czy kulturą. Ale może w oczach
jego członków zostały one już po prostu zrealizowane?
– Analiza historii KPA może nam dostarczyć odpowiedzi na to pytanie. Polska w
jakiś sposób odzyskała niepodległość. To jest realizacja celów nie tyle
Kongresu, ile samych Polaków. Natomiast błędne jest przekonanie i zła ocena
sytuacji, gdy mówi się dziś, że historia w tym miejscu Europy się zakończyła i
niepodległość Polski jest nam dana na zawsze. Przeciwnie, wciąż o wolność trzeba
walczyć. A jako Naród jesteśmy w miejscu szczególnym, gdzie nic nigdy nie było
niezmienne. Rola Kongresu i Polonii amerykańskiej na pewno się dziś nie
skończyła. Polonia, najszerzej ujmowana, w dalszym ciągu potrzebuje
reprezentacji politycznej, takiej jak Kongres, która będzie wyrażała na forum
publicznym wolę i interesy naszej grupy narodowej. Chodzi o reprezentowanie
obywateli Stanów Zjednoczonych, którzy czują się związani z Polską, wobec rządu
USA oraz wobec rządu polskiego. Powiedziałbym, że obecnie jest bardzo pilna
potrzeba istnienia takiej organizacji. Jedyna duża instytucja polityczna
reprezentująca Polonię amerykańską, jaką jest Kongres, nie może być obojętna na
los Ojczyzny i rodaków w kraju. Nie może, ponieważ jesteśmy w jakimś sensie
częścią tego samego organizmu i tej samej wspólnoty. Odcinanie się od spraw
polskich i głoszenie neutralności szkodzi nie tylko sprawie polskiej, ale też
Polonii w USA i samemu Kongresowi. Może nawet właśnie Kongresowi najbardziej.
Metafora gałęzi odciętej od drzewa, która niechybnie uschnie, jest tu, na
miejscu.
Jakie są te pilne potrzeby? Co Polonia może i powinna robić za
pośrednictwem swojej reprezentacji politycznej?
– Przede wszystkim, jeśli chodzi o sprawy polskie, to Kongres Polonii
Amerykańskiej nie powinien się oglądać na instytucje polskiego rządu, takie jak
MSZ czy Wspólnota Polska, i od nich oczekiwać dyrektyw, ale wypracowywać swoje
własne stanowisko, sam przeprowadzać analizę sytuacji politycznej i społecznej w
Polsce. Kongres ma obowiązek wypowiadać się w tych sprawach w swoim imieniu,
opiniować sytuację w kraju w imieniu Polonii amerykańskiej. Wydaje mi się, że
taki głos będzie zawsze miał pewne przełożenie na myślenie rodaków w kraju. To
jest bardzo ważne, żeby Kongres mówił własnym głosem. Proszę zauważyć, jakie są
wyniki wyborów wśród Polaków w USA. Zawsze zwyciężają ugrupowania i kandydaci o
nastawieniu niepodległościowym i patriotycznym. W związku z tym powstaje
wrażenie, że pomiędzy opinią znacznej części Polonii a oficjalną linią Kongresu
panuje zupełny rozdźwięk. Organizacja ich w ogóle nie reprezentuje.
Zarząd KPA wydał niedawno oświadczenie, w którym ogłosił, że nie będzie
się wypowiadał w sprawach takich, jak badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej
oraz dyskryminacja Telewizji Trwam. Tymczasem po kilku dniach spędzonych w USA
mogłem się przekonać, że Polacy tutaj żyją przede wszystkim właśnie tymi dwoma
sprawami. Jak mogło do czegoś takiego dojść?
– Kierownictwo stwierdziło, że w tych sprawach pozostaje neutralne. Ale co to
znaczy neutralne? Tutaj popularne jest powiedzenie amerykańskiego historyka
Howarda Zinna: "You can´t be neutral on the moving train" (Nie można być
neutralnym wobec jadącego pociągu). To są sprawy, w których nie można być
neutralnym, ponieważ wówczas jest to na rękę jednej ze stron, a konkretnie siłom
chcącym upolitycznić sprawę. Mówienie nam, że wejście w te tematy oznacza też
wejście w walkę polityczną w Polsce, jest po prostu obłudne i nie wyraża
stanowiska znacznej większości Polaków. Przecież niewejście w te kwestie też
jest opowiedzeniem się za czymś. Manipulacja polega na tym, że wmawia się nam,
iż są to sprawy wewnętrznej walki politycznej w Polsce. A tak nie jest. Czy
śmierć Kennedy´ego była sprawą tylko Partii Demokratycznej? Nie, to była sprawa
wszystkich Amerykanów. Tak samo katastrofa smoleńska jest sprawą wszystkich
Polaków. Zajęcie postawy neutralnej jest skandaliczne i nie do przyjęcia. Tak
samo jest z wolnością słowa w Polsce, a konkretnie dyskryminacją Telewizji
Trwam.
No właśnie, przecież w Stanach Zjednoczonych też odbywają się wielkie
manifestacje w obronie Telewizji Trwam. Kto reprezentuje tych obywateli
amerykańskich, którzy w tym uczestniczą?
– No cóż, manifestację w Nowym Jorku organizowaliśmy właśnie my z innymi grupami
i stowarzyszeniami Polaków metropolii nowojorskiej. Ale manifestacja była też w
Chicago, przed siedzibą prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej. I, o dziwo, to
jego "neutralne", nijakie, stanowisko nie uległo zmianie. To daje do myślenia i
jest bulwersujące. My, działacze i zarządy regionalne, musimy się z tego
tłumaczyć przed swoimi członkami. Ja mam tak w New Jersey. Chciałoby się
powiedzieć, że przyczyną tej postawy zarządu jest jedynie brak wyrobienia
politycznego i ignorancja, ale sądzę, że to nie tylko to. Nie wiem do końca.
Wydaje mi się, że polskie MSZ poprzez władze konsularne od dawna pracowało nad
tym, żeby tak było. Raczej nie chodzi o uwiązanie finansowe, ponieważ z tego, co
wiem, Kongres nie otrzymuje żadnych pieniędzy z Polski, przynajmniej według
oficjalnych sprawozdań.
Chyba sytuacja w KPA robi się coraz bardziej gorąca.
– Jedną z rzeczy, której byśmy bardzo nie chcieli, jest prezentacja dyskusji w
Kongresie jako walki personalnej, czyli wojny z prezesem. Nasi wrogowie chcą,
żeby to tak wyglądało, ale to nieprawda. My uznajemy, że Franciszek Spula jest
prezesem, aż do wyborów, które będą w październiku. Nie chcemy go personalnie
atakować. Ale kompletnie nie zgadzamy się ze stanowiskiem, które on i Rada
Wykonawcza zaprezentowali 16 lutego.
Proszę powiedzieć, jakie podejmują Państwo działania.
– Spośród 29 oddziałów Kongresu jest co najmniej siedem, które nie zgadzają się
z polityką zarządu w Chicago, w tym oddział New Jersey, którym kieruję. Chodzi o
duże i liczne oddziały. Nasz sprzeciw dotyczy sprawy wolności mediów w Polsce, a
konkretnie Telewizji Trwam oraz śledztwa smoleńskiego. Wyraziliśmy nasze
stanowisko w piśmie do przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
Jana Dworaka. Zapowiedzieliśmy, że będziemy interweniować także u władz Stanów
Zjednoczonych, i tak zrobiliśmy. Został w tej sprawie wysłany list do prezydenta
Baracka Obamy i do Departamentu Stanu. Trwa teraz akcja wykonywania telefonów
przez naszych członków do odpowiedniej komórki w Departamencie Stanu, co
powoduje, że urzędnicy orientują się, że to sprawa rzeczywiście leżąca na sercu
nam, obywatelom USA. Po drugie, grupa dyrektorów ma na najbliższym zebraniu
wnieść projekty uchwał w sprawie Smoleńska i Telewizji Trwam. Nie wiem, czy
zostaną one zaaprobowane.
Co jest w tych projektach?
– Jeśli chodzi o Telewizję Trwam, to chcemy, aby Kongres oficjalnie oprotestował
działania władz polskich oraz aby uczynił to także w Departamencie Stanu. W
sprawie Smoleńska natomiast chcemy, żeby Kongres Polonii Amerykańskiej powołał
komisję tworzoną przez Radę Dyrektorów i przed nią odpowiedzialną, a więc nie
przed prezesem i Radą Wykonawczą. Ta komisja miałaby za zadanie monitorować
postęp śledztwa smoleńskiego. Powinna zbierać i analizować dane o katastrofie i
informować członków KPA o przebiegu badania tej tragedii. Chcemy ponadto, żeby
ta komisja miała pewne uprawnienia do kontaktów z amerykańskimi władzami,
ponieważ pewne istotne informacje na temat przebiegu katastrofy mogą być w ich
posiadaniu, ale żeby mogły zostać przekazane, potrzebny jest wniosek albo rządu
polskiego, albo znaczącej organizacji amerykańskiej, a taką jest KPA. Kongres
Polonii Amerykańskiej odegrał chlubną rolę w badaniu zbrodni katyńskiej w latach
40. i 50. To m.in. dzięki naciskom Polonii amerykańskiej została powołana
komisja pod kierunkiem kongresmana Raya Maddena, która jako pierwsza przerwała
skorupę kłamstwa katyńskiego i wydała raport stwierdzający jasno, że za zbrodnią
stoją Sowieci. Mamy nadzieję, że także w sprawie Smoleńska Polonia amerykańska
będzie miała swój udział.
Jaka jest teraz siła polityczna polskiej społeczności? Czy na przykład
kandydaci w wyborach prezydenckich muszą brać pod uwagę jej interesy?
– Nie jest dobrze. W największym skupisku Polaków w USA, czyli w Chicago,
niedawno burmistrz skreślił z kalendarza oficjalnych wydarzeń dwa związane w
Polską. To się dzieje na oczach prezesa Kongresu. Na pewno problemem jest to, że
Polonia nie głosuje jako zorganizowana społeczność. Ta tzw. stara Polonia, z
czasów powojennych, głosowała tradycyjnie na demokratów [którymi byli Roosevelt,
Truman, a potem Kennedy]. Jeśli chodzi o trochę późniejszą, to jest ona niemal
jednomyślnie republikańska. To dotyczy mojego pokolenia, które tu przyjechało w
czasie prezydentury Reagana. W tamtych czasach trudno sobie było wyobrazić, by
ktoś go nie popierał. Te sympatie przetrwały. W New Jersey jest gałąź Partii
Republikańskiej skupiająca Polaków. Trudno byłoby naszemu pokoleniu popierać
obecny program Demokratów: przecież to jest w kwestiach społecznych jakaś
socjaldemokracja. Ale jeszcze młodsi Polacy mają poglądy bardziej zróżnicowane,
więc rzeczywiście sztaby wyborcze nie mogą traktować nas jako monolitu. Warto
zwrócić uwagę na kwestię, którą się podnosi zawsze przy tej okazji, czyli
problem wizowy. Otóż oczywiście Kongres Polonii Amerykańskiej stara się od wielu
lat w Kongresie Stanów Zjednoczonych, żeby to załatwić i wprowadzić ruch
bezwizowy. Tak naprawdę jest ruch bezwizowy, tylko jednostronny, bo Amerykanie
jeżdżą do Polski bez wiz. Ta kampania trwa już wiele lat, ale ostatnio
dochodzimy do wniosku, że jest to naprawdę temat zastępczy i wpuszczanie nas w
kanał. Są w tej chwili ważniejsze rzeczy, a polskie MSZ woli, żebyśmy się
zajmowali tymi wizami, wiedząc, że to jest sprawa nie do załatwienia. Oni
doskonale o tym wiedzą. Nam się każe walczyć o wizy, a potem mówi, że nic nie
znaczymy, bo nie mamy w tym sukcesu. Dla naprawdę suwerennego kraju byłaby to
kwestia tygodni. Przecież obowiązuje zasada wzajemności. Dlaczego nie kazać
Amerykanom płacić za wizy do Polski, stać w kolejce, odpowiadać na kłopotliwe
pytania itd.? Tylko że do postawienia sprawy w ten sposób musieliby być w Polsce
prawdziwi przywódcy. Polska ma pewne atuty. Są na przykład polscy żołnierze w
Afganistanie, na czym USA zależy.
Dziękuję za rozmowę.
