Nam zależy na poznaniu przyczyn katastrofy

Z Małgorzatą Wassermann, córką Zbigniewa Wassermanna, który zginął w
katastrofie polskiego samolotu rządowego pod Smoleńskiem, rozmawia Paulina
Jarosińska

Jakie są Pani oczekiwania przed kolejnym spotkaniem z prokuraturą?
– Trudno tak naprawdę oczekiwać wiele od tego spotkania. Na tym etapie, na
którym jesteśmy obecnie, bardziej zależy nam, aby doszło do spotkania z
premierem Donaldem Tuskiem, które jest obiecane na 11 grudnia, jednak do dzisiaj
nie jest ono potwierdzone. Nie podano nam jeszcze nawet godziny tego spotkania.
Obecnie jesteśmy zainteresowani spotkaniem kompleksowym. Nie chcemy pytać o
szczegóły śledztwa, ponieważ mając dostęp do akt sprawy, możemy składać
konkretne wnioski z zapytaniami do prokuratury. Sama przygotowuję szereg takich
wniosków – materiału jest bardzo dużo, więc odpowiednio długo to trwa. Złożyłam
już dwa miesiące temu wniosek o ekshumację i choć prokuratura powtarza, że ten
wniosek jest zbędny, to na pewno będę go podtrzymywać. Poza tym zależy nam
obecnie najbardziej na tym, aby po ośmiu miesiącach, kiedy dla nikogo nie jest
tajemnicą, że współpraca między stroną rosyjską i polską układa się źle,
dowiedzieć się, dlaczego tak się dzieje i przede wszystkim domagać się
odpowiedzi na pytanie: czy 10 kwietnia zrobiono wszystko, aby strona polska
mogła jak najaktywniej partycypować w postępowaniu. Od początku krytykowano mnie
za to, że nie czekam cierpliwie na wyniki śledztwa, tylko zgłaszam zarzuty i
wnioski. Po prostu jako prawnik zdawałam sobie dobrze sprawę z tego, że na tym,
co zgromadzi się na samym początku postępowania, można potem rzetelnie pracować.
My nie mamy obecnie kluczowych materiałów. Co z tego, że słyszymy zapewnienia ze
strony Edmunda Klicha czy ministra Jerzego Millera, że przygotowywane są wnioski
do raportu MAK, jeśli nie jesteśmy w posiadaniu najważniejszych materiałów?
Nasze pytania stawiane rządowi są odbijane jak piłeczka: jeśli mają państwo
jakieś zastrzeżenia, to prosimy je składać do prokuratury. Otóż to, co wywalczy
polski rząd, może być dopiero bazą dla pracy prokuratury.

A polski rząd nie walczył?
– Nie walczył od początku. Czy to nie jest znamienne, że na czele komisji
rosyjskiej stoi premier Władimir Putin, a na czele polskiej komisji nie stoi
premier? Na pewnym szczeblu poszczególni urzędnicy powinni rozmawiać ze swoimi
odpowiednikami. Nas, jako bliskich ofiar, najbardziej interesuje, czy polski
rząd pomaga polskiej prokuraturze.

O co będzie chciała Pani zapytać prokuratorów?
– Oczywiście jesteśmy zainteresowani, na jakim etapie jest realizacja polskich
wniosków o pomoc prawną. Zapytam również o sprawę unieważnionych protokołów z
zeznaniami kontrolerów wieży w Smoleńsku. To jest sytuacja absolutnie niebywała
i podważająca wiarygodność wszystkiego, co do tej pory otrzymaliśmy z
prokuratury rosyjskiej. Mowa przecież o protokołach, które przywieźli polscy
prokuratorzy z Moskwy. Są one bardzo trudne dla prokuratury rosyjskiej i
stawiają ją w niezwykle niekorzystnym świetle. Wobec tej "wpadki" prokuratury
rosyjskiej można zapytać, czy od tej chwili akta postępowania, które trafiają do
Polski, nie są przypadkiem przez kogoś weryfikowane i korygowane, aby więcej
takich sytuacji nie było. Polska prokuratura powinna domagać się wszczęcia
postępowania wyjaśniającego, dlaczego doszło do unieważnienia zeznań
kontrolerów. Wskazywałoby to na to, że materiały są tak przygotowywane, aby były
zgodne z wersją, którą przyjęli śledczy. Poza tym wiemy o notatce, która mówi o
tym, że w nocy z 10 na 11 kwietnia doszło do spotkania prokuratorów polskich i
rosyjskich, na którym zostały przyjęte pewne uzgodnienia. Wynika z nich jasno,
że strona rosyjska bardzo zawężała pole do badania w postępowaniu. Nie wzięto
wówczas przez śledczych rosyjskich pod uwagę w ogóle wątku ewentualnego udziału
w katastrofie osób trzecich, czyli – mówiąc wprost – wątku zamachu. Czyniąc
takie założenia, już na początku śledztwa, strona rosyjska bardzo mocno podważa
swoją wiarygodność. Dochodzimy więc do przedziwnej sytuacji, ponieważ polska
prokuratura bierze w swoim śledztwie pod uwagę wątek zamachu, ale nie posiada
materiału, który byłby podstawą do jego potwierdzenia bądź wykluczenia. To jest
bardzo trudna sytuacja dla polskiej strony. Zamierzam również zapytać
prokuraturę o to, jak wygląda obecnie współpraca z prokuraturą rosyjską. Nasze
uzależnienie od złej lub dobrej woli Rosji wynika wprost z tego, jak sprawę na
samym początku potraktował polski rząd.

Pracę prokuratorów ocenia Pani mniej surowo.
– Polska prokuratura nie stosuje tej techniki "spychania", którą przyjął rząd i
nie odsyła nas co rusz po odpowiedź do premiera. Jeżeli nie ma wsparcia ze
strony rządu, to prokuratura nie będzie się w ogóle liczyła. Na pierwszym
spotkaniu z rodzinami ani premier Donald Tusk, ani minister Ewa Kopacz nie
potrafili udzielić nam odpowiedzi na najważniejsze pytania, wydawałoby się
proste. Minister zdrowia wprost przyznała, że przejęzyczyła się, mówiąc o
identyfikacji, a myśląc o sekcjach zwłok. Tu leży prawdziwy problem – w sposobie
komunikacji z rządem. Premier kilkakrotnie mówił, że z uwagi na katastrofę nie
zamierza pogarszać stosunków z Federacją Rosyjską. Usłyszeliśmy to również na
spotkaniu w październiku. Czy strata prezydenta, wszystkich dowódców sił
zbrojnych, najwyższych urzędników ważnych instytucji państwowych jest mniej
istotna niż nasze stosunki z Rosją? Kluczowe dla nas jest to, czy Polsce zależy
dzisiaj rzeczywiście na tym, aby poznać przyczyny katastrofy smoleńskiej.
Odnosimy wrażenie, że nie ma do tego woli w polskim rządzie. Nie mam w tym
zakresie większych zarzutów do polskiej prokuratury, ponieważ my mamy możliwość
bezpośredniego komunikowania się z nią, natomiast nie mamy takiej możliwości,
jeśli chodzi o rząd. Nie zamierzamy oceniać ani tym bardziej oskarżać nikogo,
dlatego chcemy usłyszeć, co mają nam do powiedzenia poszczególni ministrowie
rządu Donalda Tuska.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj