Należy zmienić procedury

Z senatorem Andrzejem Mazurkiewiczem (PiS), przewodniczącym senackiej Komisji Obrony Narodowej, rozmawia Wojciech Wybranowski

Panie Senatorze, w ciągu zaledwie kilku sekund w wyniku tragicznej katastrofy lotniczej w Mirosławcu straciliśmy część kadry dowódczej eskadr lotniczych. Czy to dopuszczalna sytuacja, by wysocy rangą dowódcy Wojska Polskiego, ich zastępcy, szefowie brygad technicznych, przemieszczali się tym samym środkiem transportu?

– Tak, to rzeczywiście trudna sytuacja dla polskiego lotnictwa, bo straciliśmy m.in. dowódcę Brygady Lotnictwa Taktycznego, straciliśmy dowódcę 21. Bazy Lotniczej, dowódcę 40. Eskadry Lotnictwa Taktycznego i szereg innych osób ważnych dla funkcjonowania Polskich Sił Zbrojnych. Sytuacja bardzo skomplikowana w sensie organizacji lotnictwa wojskowego w Polsce. Strata samolotu to nic w porównaniu do straty ludzkiej. I rzeczywiście, być może ma pan rację, że zawiodła procedura – fakt – że w jednym miejscu, w jednym samolocie podróżowała tak duża liczba ważnych dla lotnictwa osób – to chyba błąd. Sądzę, że ta procedura powinna ulec zmianie. Nie może tak być, aby w ciągu paru sekund dowództwo lotnictwa zostało pozbawione tak ważnych osób, które nim kierowały.


W ciągu pierwszych godzin od katastrofy pojawiały się sprzeczne informacje dotyczące liczby osób znajdujących się na pokładzie. Czy brak ścisłej informacji w takiej sytuacji to nie błąd, który utrudnił akcję ratowniczą? Nie zastanawia Pana również odsunięcie od akcji ratowniczej służb cywilnych, które szybko pojawiły się na miejscu katastrofy?


– Niewątpliwie w przypadku śmierci ludzkiej należy do tego podchodzić bardzo ostrożnie, aby nie popełnić jakiegokolwiek błędu. Fakt, że nie wiedziano na samym początku, czy zginęło osiemnaście czy dziewiętnaście, a w końcu okazało się, że dwadzieścia osób – to jest problem, czas oczekiwania na informację był bardzo nerwowy. Z drugiej strony – procedura sprawdzająca wymaga tego, by informacja, która zostanie podana, była rzetelna. Dotyczy ona przecież nie tylko tych, którzy zginęli, ale przede wszystkim rodzin ofiar tej katastrofy. Skutki ludzkie, psychologiczne podania ewentualnie błędnej informacji mogłyby być o wiele gorsze niż czas oczekiwania.


Ale czy informacja, jaka dotarła do ratowników na początku całej akcji, że na pokładzie mogło znajdować się dziesięć osób, w sytuacji gdy samolotem leciało osób dwadzieścia, nie utrudniła akcji ratowniczej?


– Rzeczywiście, chaos informacyjny na samym początku był dość spory. Natomiast z tego, jak śledziłem przebieg wydarzeń, wynikało, że pierwsze informacje mówiły o osiemnastu osobach. Była kwestia pisowni jednego z nazwisk, żeby nie popełnić błędu, który odbiłby się na jednej z rodzin. Czasami warto poczekać, żeby podać informację, która będzie sprawdzona.


Czy jako przewodniczący senackiej Komisji Obrony Narodowej ma Pan informacje wskazujące na to, co mogło sprawić, że samolot runął z wysokości 200 metrów, tuż przed lądowaniem?


– Do końca nie będziemy tego wiedzieli, dopóki nie zostanie zbadana czarna skrzynka i nie zostaną przeprowadzone ekspertyzy. Powodów katastrofy może być kilka: błąd pilota, kwestia pogody czy kwestia usterki sprzętu. Co prawda samolot, którym podróżowały te osoby, był poddawany procedurze sprawdzającej i na pierwszy rzut oka można powód techniczny wykluczyć. Aczkolwiek to jest tylko sprzęt, to jest tylko urządzenie techniczne, które zawsze może ulec awarii. Trzeba poczekać na wyniki badań. Na razie wszystkie loty samolotów typu CASA zostały zawieszone i moim zdaniem jest to słuszna decyzja. Pierwszy tego typu wypadek tego samolotu na świecie zdarzył się akurat u nas. Myślę, że przyjazd ekspertów z Hiszpanii, którzy będą mogli zapoznać się ze szczątkami samolotu, z czarną skrzynką, z przebiegiem lotu, jest niezwykle istotny.


Kiedy podpisywano w 2001 r. umowę na dostawę samolotów CASA dla polskiego lotnictwa wojskowego, deklarowano, że w ramach umowy na Okęciu zostanie wybudowany specjalistyczny punkt serwisowy. Nie powstał do dziś. Dokładny przegląd techniczny samolotów CASA musi być wykonywany za granicą.


– Tak, to było za czasów rządów SLD – PSL. Punkt, który miał powstać na Okęciu, miał uratować Okęcie, utrzymać miejsca pracy, ale chyba od początku zakładano, że główne przeglądy, główne części, będą produkowane czy remontowane w Hiszpanii, tu miało być tylko podwykonawstwo. Taka była umowa podówczas zawarta. Oczywiście, jak to przy każdej umowie, dotyczącej nie tylko sprzętu wojskowego, każdy, kto sprzedaje jakąś technologię, zawsze chce mieć z tego jak najwyższe korzyści. Tu można dyskutować, czy było to właściwe postawienie sprawy, ale stało się. Samoloty zostały zakupione i dzisiaj mamy pytanie kolejne – czy samolot, który w opinii fachowców był uważany za bardzo bezpieczny, był wychwalany przez pilotów – nie posiada jakichś ukrytych wad technicznych, stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa lotu.


Dziękuję za rozmowę.

drukuj