Najpilniej strzeżona tajemnica rządu

Na skutek zaniedbań rządu w obszarze polityki informacyjnej w związku z
czekającym nas procesem cyfryzacji kilka milionów Polaków może niedługo stracić
dostęp do bezpłatnej telewizji. Taka polityka władz wpisuje się w dotychczasowe
działania: wspieranie mediów komercyjnych kosztem publicznych, eliminowanie
stacji konserwatywnych i prawicowych.

Oprócz wody, lasów, złóż węgla kamiennego czy gazu łupkowego, do ważnych dóbr
narodowych należą częstotliwości radiowe dostępne na obszarze Rzeczypospolitej.
Zawsze było to dobro deficytowe i objęte szczególną ochroną. Dzięki
wykorzystaniu tych częstotliwości mogą być przesyłane informacje, obrazy,
sygnały dźwiękowe. Ich wykorzystanie to jeden z podstawowych elementów
infrastruktury suwerennego kraju, podobnie jak sieci energetyczne, gazociągi,
kolej czy poczta. Bez częstotliwości radiowych nie mogłyby funkcjonować nie
tylko wojsko, policja i straż pożarna, ale także cała telekomunikacja, łączność
bezprzewodowa, internet, szczególnie szerokopasmowy, oraz wszystkie stacje
radiowe i programy telewizyjne.

Apetyt na częstotliwości TV
W ostatnich dwudziestu latach, w miarę rozwoju techniki, tłok w eterze bardzo
znacznie się nasilił. Ilość przesyłanych informacji zwielokrotniła się do
niespotykanych w dziejach rozmiarów. Najpierw z części zarezerwowanych dla
siebie częstotliwości ustąpiło wojsko, bo w tej dziedzinie najwcześniej
zastosowano techniki pozwalające na lepsze, ciaśniejsze "spakowanie"
przesyłanych danych. W te wolne miejsca weszło radio i przesył danych cywilnych,
w ramach usług telekomunikacji. Jednak presja na lepsze wykorzystanie zasobów
nie malała. Masowo zaczęto wykorzystywać przesył sygnału telewizyjnego za pomocą
satelity. Pojawiło się np. blisko 150 stacji telewizyjnych nadających po polsku,
wykorzystujących tę możliwość techniczną. Wymaga to jednak posiadania przez
odbiorców anteny satelitarnej i najczęściej zawarcia umowy z dostawcą usług,
gdyż większość nowych kanałów telewizyjnych została zakodowana i dostępna jest
dopiero po uiszczeniu opłaty. Nadal jednak ze zwykłej anteny można na terenie
naszego kraju odebrać sygnał telewizyjny, tzw. naziemny (czyli niesatelitarny i
niekablowy), zaledwie kilku stacji. Najwięksi szczęściarze, w dużych miastach,
mieli dotąd dostęp do siedmiu bezpłatnych programów: TVP1, TVP 2, TVP Info,
Polsatu, TVN, TV 4 i TV PULS.
Oczywiście, w krajach Europy Zachodniej, bogatszych i bardziej zaawansowanych
technicznie, presja na lepsze wykorzystanie częstotliwości radiowych, z których
korzystała naziemna telewizja, była wyjątkowo silna. Każda naziemna stacja
telewizyjna jest bowiem wyjątkowo żarłoczna w wykorzystaniu zasobów radiowych.
Obraz telewizyjny przesyłany systemem naziemnym "zajmuje dużo miejsca" w eterze
i dodatkowo musi mieć spory margines ochrony przed zakłóceniami ze strony innych
nadajników radiowych. O swoje upomnieli się zarówno nowi nadawcy telewizyjni,
dla których nie było już miejsca w stacjach naziemnych, jak i dostarczyciele
innych usług telekomunikacyjnych, np. bezprzewodowego internetu, usług wideo na
żądanie, wypożyczalni filmów, telefonii komórkowej itp. Dlatego, głównie z
inicjatywy krajów najbardziej rozwiniętych, większość państw półkuli północnej
(w tym Polska) umówiło się, że w roku 2015 całkowicie zaprzestanie ochrony
analogowego (obecnie nadawanego) sygnału naziemnej telewizji i tym samym
doprowadzi do całkowitego wyłączenia dotychczasowych, dostępnych dla każdego
sygnałów telewizyjnych. Czy to oznacza, że zgaśnie wtedy każdy telewizor i
będziemy mieć na ekranie znajomy z dawnych lat śnieg?
Nie. Po pierwsze, wszyscy ci, którzy obecnie korzystają z odbioru satelitarnego
lub mają zamówioną usługę operatora kablowego, praktycznie nie odczują zmiany.
Wyłączenie sygnału analogowego dotyczyć będzie tylko nadajników naziemnych –
odbieranych ze zwykłej, niesatelitarnej anteny na balkonie czy dachu budynku.
Spokojnych może być więc około 75 proc. Polaków, bo tylu korzysta już z różnych
form odbioru płatnego lub we własnym zakresie zainstalowało anteny satelitarne,
np. do odbioru TV Trwam.
Po drugie, emisja wyłączanego sygnału analogowego zostanie zastąpiona
zaszyfrowanym i ciasno upakowanym sygnałem cyfrowym. W miejsce jednej stacji
telewizyjnej zmieści się tym samym siedem nowych! Łatwo policzyć, że zamiast
obecnych siedmiu analogowych naziemnych telewizji pojawi się miejsce dla ponad
czterdziestu cyfrowych telewizji. To prawdziwe telewizyjne trzęsienie ziemi i
poważne zagrożenie dla tych, którzy obecnie zarabiają na sprzedaży ofert
satelitarnych i kablowych. Teoretycznie bowiem każdy mógłby sobie sam "złowić z
powietrza" więcej stacji, bez talerza satelitarnego, niż oferują
najpopularniejsze dziś pakiety platform satelitarnych i operatorów kablowych.
Rzeczywistość nie jest jednak tak różowa. Po pierwsze, rząd zakłada, że tylko
kilkanaście stacji cyfrowych będzie bezpłatnych (to i tak dwa lub trzy razy
więcej niż obecnie). Po drugie, o wolne częstotliwości po wyłączonej telewizji
trwa zacięta walka nie tylko pomiędzy poszczególnymi istniejącymi telewizjami.
Ujawniają się apetyty tych koncernów, które jeszcze nie mają swojej powszechnie
dostępnej telewizji (takich jak Agora lub właściciel RMF). Dodatkowo do walki
stają ci, którzy chcieliby wykorzystać wolne częstotliwości telewizyjne w innych
celach, takich, jak przesył informacji szerokopasmowego internetu, przesyłanie
filmów na życzenie itp. W Polsce nie ma jednak jasnych zasad, według których
podzielone ma być dobro, które w ten sposób zostanie uwolnione. Dotychczas
zapadły wstępne decyzje o uruchomieniu (i to na małym obszarze kraju) części
trzech pierwszych multipleksów cyfrowych. Ich zawartość ustalona została w
porozumieniu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z prezesem Urzędu Komunikacji
Elektronicznej.

Czy potrzebna jest wymiana odbiorników TV?
W Polsce kupowanych jest rocznie nawet ponad dwa miliony odbiorników
telewizyjnych. Brak odpowiedniej informacji ze strony rządu (powinna się pojawić
już ponad dwa lata temu) sprawił, że wielu naszych rodaków zaopatrzyło się w
telewizory z systemem cyfrowym MPEG-2, przestarzałym, nieodpowiednim do ustaleń
technicznych, według których będzie nadawana cyfrowa telewizja w naszym kraju.
Ten obowiązujący w Polsce system ma oznaczenie MPEG-4.
Jedną ze sztuczek dostawców satelitarnych i kablowych jest "sprzedaż wiązana".
Oferują oni własny dekoder cyfrowej telewizji satelitarnej lub kablowej,
oczywiście związany z wykupieniem ich abonamentu (kilkadziesiąt złotych
miesięcznie), który niejako dopiero przy okazji ma służyć odkodowaniu naziemnego
sygnału telewizyjnego. Nie dajmy się na to nabrać. Jeśli nie chcemy, wcale nie
musimy nikomu płacić za dostawę sygnału. Na rynku są dostępne dekodery (ich
jednorazowy koszt to ok. 200-300 zł) przeznaczone wyłącznie do odbioru telewizji
naziemnej. Podłączamy je do telewizora i bez żadnej opłaty miesięcznej dla
nikogo korzystamy z kilkunastu bezpłatnych programów. Jeśli natomiast mamy
telewizor z systemem MPEG-4, to nie potrzebujemy nawet żadnego dekodera. Po
prostu podłączamy odpowiednio skierowaną zwykłą antenę i odbieramy sygnał
cyfrowy tak jak analogowy. Oczywiście wymaga to nieskomplikowanego przestrojenia
odbiornika. Zmiana polegać będzie na tym, że liczba odbieranych w ten sposób
(bezpłatnie!) stacji telewizyjnych zwiększy nam się w pierwszym okresie dwu- lub
trzykrotnie.
Mieszkańcy kilku obszarów naszego kraju mogą już na własną rękę sprawdzić wady i
zalety naziemnego nadawania cyfrowego.
Obecnie dostęp do sygnału cyfrowego telewizji komercyjnych mają mieszkańcy
Warszawy i okolic, Poznania i okolic oraz niemal całego województwa lubuskiego.
W nowym roku planowane jest rozszerzenie tej emisji na nadajniki w Gdańsku,
Pile, Płocku, Rzeszowie, Siedlcach, Szczecinie i na Skrzycznem.
Od 1 maja 2011 r. sygnał pojawi się m.in. w Częstochowie, Kaliszu, Olsztynie i
Iławie.
Gniezno, Gorlice, Leżajsk, Łódź i Ostrołęka przewidziane są do cyfryzacji ze
strony telewizji komercyjnych na końcu, tj. dopiero 1 stycznia 2012 roku.
Telewizja publiczna obecnie nadaje sygnał cyfrowy w Warszawie, Szczecinie,
Siedlcach, Pile, Iławie, Poznaniu, Płocku i Gdańsku. Można tam odbierać oprócz
tych programów, które są dostępne równolegle analogowo (tj. TVP 1, TVP 2, TVP
Info), także TVP Kultura i TVP Historia. Z końcem kwietnia przyszłego roku
oferta cyfrowa TVP ma dotrzeć do Łodzi, Białegostoku, Gorzowa i Rzeszowa.
W kolejnym etapie, który uruchomiony zostanie z końcem października 2011 roku,
sygnał cyfrowy TVP uzyskają: Bydgoszcz, Częstochowa, Elbląg, Katowice, Kraków,
Legnica, Olsztyn, Opole i Wrocław.
Pozostałe obszary kraju nie mają jeszcze ustalonego harmonogramu uruchomienia
nadajników.
Sygnał telewizji publicznej będzie miał większe kłopoty w dotarciu do odbiorców,
gdyż częstotliwości, jakie dostała na ten cel TVP, nie mogą być w całości
wykorzystane, zanim nie zostanie wyłączony analogowy "stary system" TV, czyli
tak naprawdę TVP rozwinie w pełni możliwości cyfrowe dopiero po 2013 roku.
Najważniejsze są jednak terminy wyłączania nadajników starej analogowej
telewizji. Ostatni nadajnik Polska zobowiązała się wyłączyć 31 lipca 2013 roku.
I tak oznacza to, że będziemy ostatnim krajem Europy, który przejdzie w całości
na nadawanie cyfrowe (wszyscy inni zrobią to w 2012 roku). Wyłączenie starego
sygnału TV nie nastąpi równocześnie w całym kraju. Już wcześniej mieszkańcy
poszczególnych miast i województw muszą się liczyć z utratą starego sygnału
telewizyjnego. Zasada jest prosta – im wcześniej w jakimś województwie włączona
jest telewizja cyfrowa, tym wcześniej zostanie wyłączony stary sygnał.
Pierwsi wyłączeniem zostaną objęci mieszkańcy województwa lubuskiego. Termin był
ustalony na koniec czerwca przyszłego roku. Kolejne wyłączenia na obszarze
Pomorza Zachodniego, okolic Konina, Płocka, Jeleniej Góry, Rzeszowa i Zakopanego
oraz Wisły przewidziano na koniec września 2011 roku. Rok później sygnał
analogowy ma zniknąć z dużych obszarów Mazowsza, Warmii i Mazur, Kujaw, okolic
Lublina, Wrocławia i Opola. Na samym końcu, w lipcu 2013 r. – wyłączenie
analogowej TV ma nastąpić m.in.: w Krakowie, Kielcach, Katowicach, Białymstoku i
Łodzi. Wszystkie te terminy mogą zostać jednak zmienione wskutek obecnych
opóźnień, zamieszania prawnego i bezczynności rządu. Nikt jednak nie może
spowodować opóźnienia większego niż do 2015 roku, ponieważ nie można bezkarnie
naruszyć zawartej umowy międzynarodowej. Nie pozwolą na to inne kraje, które
dotrzymały terminów.

Ciepła woda w kranie, ale bez telewizora
Rząd zdaje się wyznawać teorię, że problem telewizji cyfrowej rozwiąże się sam.
Zgodnie z ideologią polaryzacyjną, bogatsi Polacy zaopatrzą się sami w nowe
telewizory, kupią sobie dostęp do satelity lub kabla. Młodzi, wykształceni, z
dużych miast, klasa kreatywna szybko znajdzie w szerokopasmowym internecie
wszystkie potrzebne informacje o nowej technologii i będzie z niej korzystała.
Biedni ci, którzy również dzisiaj muszą oszczędzać na opłacie za telewizję i nie
korzystają z ofert satelitarnych i kablowych (nadal to 25 proc. polskich rodzin)
– nie dowiedzieli się przez ostatnie lata niczego na temat rewolucji, która ich
czeka.
Z zazdrością obserwowałam, w jaki sposób, uczciwie i po partnersku traktowały
swych obywateli rządy innych krajów, które cyfryzację mają już za sobą. Nawet
przez dwa lata intensywnie uczono ludzi, czym jest cyfryzacja. W telewizji
emitowano specjalne filmy instruktażowe z udziałem znanych aktorów, przeznaczone
dla ludzi starszych, jak podłączyć dekoder, jak przestawić antenę, jak
wyregulować odbiornik. Tak było w Wielkiej Brytanii. W Finlandii przeszkolono
kilkanaście tysięcy wolontariuszy, którzy na miejscu, w mieszkaniach uczyli
ludzi, w jaki sposób bezpłatnie oglądać telewizję. Rząd fiński uznał bowiem, że
prawem każdego obywatela jest dostęp do podstawowego pakietu telewizyjnego bez
żadnych opłat. Niemal wszystkie kraje opracowały system dopłat dla najuboższych
obywateli w zakupie dekodera cyfrowego (ostatnio wprowadziła je Słowacja). U nas
system ten powinien objąć półtora miliona gospodarstw domowych! Niemal wszędzie
poza naszymi granicami uznano, że nie można wyłączyć sygnału analogowego dopóty,
dopóki niemal 100 proc. obywateli nie będzie miało możliwości technicznych i nie
będzie umiało odebrać sygnału cyfrowego. Obliczono nawet, że państwo powinno
przeznaczyć około 4 euro na jedno gospodarstwo domowe na akcję informacyjną.
Wykorzystywano szkoły, po krajach zachodnich i Skandynawii krążyły specjalne
autobusy informacyjne, które dojeżdżały do każdej najmniejszej wioski. A w
Polsce – cicho sza.
Dlaczego? Być może rząd zakłada, że w modelu polaryzacyjno-dyfuzyjnym rozwoju
kraju nie ma potrzeby martwić się faktem, iż kilkanaście procent obywateli
straci dostęp do telewizji, a kolejne kilkanaście, czyli milion lub dwa miliony
gospodarstw domowych, będzie w różny sposób nakłonione do opłacenia komercyjnej
dostawy telewizji (oznacza to dodatkowe "ściągnięcie" od ludzi kwoty około
miliarda złotych rocznie). Taka polityka wpisuje się w dotychczasowy logiczny
ciąg posunięć rządu: marginalizacja i osłabienie ekonomiczne TVP, praktyczna
niemal skuteczna likwidacja abonamentu TV, wsparcie dla rozwoju telewizji
komercyjnych, eliminowanie i ograniczanie konserwatywnych i prawicowych
dziennikarzy i mediów. Stacji telewizyjnych będzie więcej, dużo więcej. Ale
tylko dla tych, którzy będą pasować do rządowego modelu posłusznego obywatela i
będą za to płacić.

 

Barbara Bubula

Autorka w latach 2007-2010 była członkiem KRRiT desygnowanym przez śp.
prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

drukuj