Moskwa wciąż ustala częstotliwość

Rosjanie do tej pory nie przekazali polskim śledczym informacji na temat
parametrów pracy sieci elektroenergetycznej niezbędnych do wyeliminowania
zakłóceń zarejestrowanych na kopii rejestratora głosu z kabiny Tu-154M. Instytut
Ekspertyz Sądowych w Krakowie wciąż bada nagrania wykonane w moskiewskiej
siedzibie Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK). Termin zakończenia badań
nie jest znany.

Do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie badającej okoliczności
katastrofy samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem wciąż nie dotarły informacje z Rosji
dotyczące częstotliwości pracy sieci elektroenergetycznej w czasie wykonywania
kopii rejestratora głosu z rządowego tupolewa. Pytany o tę sprawę kpt. Marcin
Maksjan z biura rzecznika Naczelnej Prokuratury Wojskowej ocenił, że takie dane
raczej nie znalazły się w przekazanej ostatnio przez Rosjan partii dokumentów.
Prośba o ich udostępnienie była przedmiotem jednego z wniosków o udzielenie
pomocy prawnej kierowanych przez polskich śledczych do Federacji Rosyjskiej.
Dokładne parametry sieci elektroenergetycznej są niezbędne do wyeliminowania
zakłóceń ze sporządzonej w Moskwie kopii rejestratora. Wczoraj Maksjan nie
chciał odpowiedzieć na pytanie, czy zakłócenia są jedyną przeszkodą do
zakończenia prac biegłych z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych. – Biegli
pracują, mają kontakt z prokuratorami prowadzącymi śledztwo i czekamy na efekty
tych prac – podkreślił. Kiedy badania się zakończą? Nie wiadomo, choć
prokuratura przyznawała wcześniej, że w kontaktach z IES zaznaczano, by
ekspertyza została przygotowana "niezwłocznie". Jak usłyszeliśmy w NPW,
prokuratorzy nie otrzymują szczątkowych efektów prac, a wiążąca będzie końcowa
opinia biegłych. Z kolei IES w Krakowie przyjął zasadę, że nie przekazuje do
mediów żadnych informacji nt. przebiegu badań. Nagrania VCR z kabiny Tu-154M do
IES w Krakowie przekazano na początku czerwcu. Pierwsze analizy wzbudziły
podejrzenie ekspertów, że otrzymana kopia nie jest wiernym odzwierciedleniem
zawartości oryginalnego rejestratora. Niezbędne było wykonanie w Moskwie
kolejnej kopii. Jej zgodność z oryginałem potwierdził wówczas minister Jerzy
Miller, przewodniczący Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa
Państwowego. Wkrótce okazało się, że analizę nowej kopii utrudniają zakłócenia z
sieci zasilającej, powstałe w chwili tworzenia nagrania.

Marcin Austyn

drukuj