Na grzyby, idziemy na grzyby
Co roku Polacy zbierają w lasach około 18 tysięcy ton grzybów
Sezon grzybowy w pełni, co widać nie tylko w lasach, które są pełne grzybiarzy, ale także na targowiskach i przy drogach przebiegających przez tereny leśne, gdzie stoi wielu handlujących. Za kilogram świeżych grzybów trzeba u nich zapłacić nawet 40-50 złotych, ale można się też targować. Zbiory będą trwały do pierwszych przymrozków.
Jesień to nie tylko czas wykopków, ale i zbioru grzybów, których teraz jest najwięcej. Grzybiarze mają w tym roku ułatwione zadanie, bo sprzyja im pogoda, która spowodowała prawdziwy wysyp grzybów. Podgrzybki, maślaki, borowiki, kurki, opieńki czy gąski są łatwe do znalezienia, pod warunkiem oczywiście, że ktoś zna się na grzybobraniu.
Większość grzybiarzy, zwłaszcza mieszkańców miast, zbiera owocniki na własne potrzeby, ale ceny zachęcają wielu do sprzedaży. Zwłaszcza dla uboższych mieszkańców wsi to okazja do zarobku. Niektórzy odstawiają grzyby do punktów skupu, ale większość sprzedaje je we własnym zakresie. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego, że sprzedaż grzybów jest obwarowana wieloma wymogami. Poza sklepami, hurtowniami, można nimi handlować na targowiskach. Jednak sprzedający powinien posiadać odpowiedni atest gwarantujący, że ma w ofercie bezpieczny produkt. Dlatego na targowisku powinni być obecni obok pracowników sanepidu także klasyfikatorzy grzybów. Grzybiarze rzadko jednak stosują się do tych wymagań, bo ich po prostu nie znają. Z kolei przy drogach przebiegających przez lasy lub w ich pobliżu można spotkać małe stoiska z borowikami, maślakami i innymi grzybami. Tak jak na bazarach można się o cenę potargować.
Grzyb opłacalny
Wysyp grzybów można już zaobserwować na giełdach rolnych. Małgorzata Skoczewska, rzecznik prasowy Rynku Hurtowego w Broniszach koło Warszawy, poinformowała nas, że sprzedawcy oferują praktycznie wszystkie najpopularniejsze gatunki grzybów. Podgrzybki sprzedawane są po 7-8 zł za kilogram. Za 7-kilogramowe opakowanie (w takiej minimalnej ilości trzeba kupić grzyby) zapłacimy więc od 49 do 56 złotych. O wiele droższe są prawdziwki – za kilogram trzeba zapłacić od 25 do 35 złotych. 30 zł z kolei kosztują kurki. Tańsze są gąski – od 10 do 13 zł za kilogram. Małgorzata Skoczewska dodaje, że w Broniszach sprzedawane są grzyby zbierane w Puszczy Kozienickiej oraz w lasach województw świętokrzyskiego i poznańskiego. Oprócz sklepów grzybki kupują restauracje i zakłady przetwórcze. Najwięksi klienci mogą liczyć na rabaty.
Z kolei na targowiskach trzeba za grzyby zapłacić relatywnie więcej, bo i sprzedający mają do dyspozycji mniej towaru. Tym bardziej że wielu klientów kupuje nie kilogram, ale np. 20-30 dkg i w rezultacie płacą jeszcze więcej niż gdyby kupili większą ilość. – Żeby zebrać grzyby, trzeba wstać skoro świt, spędzić kilka godzin w lesie, przyjechać do miasta, zapłacić placowe, odstać swoje, więc grzyb musi kosztować – mówi pani Bronisława, sprzedająca grzyby na jednym z warszawskich osiedlowych targowisk. – Ale rzeczywiście, grzyby nie są tanie i gdyby nie to, że sama sobie uzbierałam zapas na zimę, to nigdy by mnie nie było stać, aby kupić grzyby i przygotować z nich 60 słoików. To by za drogo kosztowało – dodaje. Zresztą nasza rozmówczyni co roku ma w spiżarni ponad 250 półlitrowych słoików i większość z nich potem sprzedaje przed świętami, sylwestrem czy popularnymi imieninami. – To nawet bardziej opłacalne od sprzedawania surowych grzybów – uważa.
Część grzybów kupują firmy przetwórcze, ale muszą być one suszone. A kilogram suszu, w zależności od gatunku, kosztuje nawet 300 złotych, co wynika z faktu, że na jego przygotowanie trzeba często zużyć 10 kg świeżych grzybów. Wielu zbieraczy martwi jednak to, że w lasach coraz trudniej jest znaleźć takie przysmaki jak rydze i inne rzadkie owocniki. Narzekają też na amatorów, którzy nie potrafią szukać kapeluszy w ściółce, ale za to niszczą grzybnie, bo do lasu wybierają się z… grabiami – taka jest metoda ich poszukiwań. – Jak coś się im nawinie pod grabie, to biorą, nieważne, czy grzyb jest dojrzały, czy mały i powinien jeszcze rosnąć – opowiada Grzegorz Kujawa z Warszawy, który na grzyby jeździ do teściowej pod Kozienice.
Lubimy grzyby
Borowiki, koźlaki, maślaki, kurki są obecne na wielu polskich stołach. Rocznie zbieramy ich około 18 tys. ton, nie licząc oczywiście grzybów hodowlanych, np. pieczarek, a do sprzedaży dopuszczonych jest 30 gatunków. Oznacza to, że każdy dorosły Polak zjada ponad pół kilograma tych przysmaków. Bo choć grzyby nie są polecane przez lekarzy, to jednak z nich nie rezygnujemy. – To prawda, że nie mają one wartości odżywczych, jemy je raczej ze względu na walory smakowe. Poza tym, jedzenie większych ilości grzybów może spowodować kłopoty trawienne – mówi dietetyk Aldona Walasek. – Ale grzyby są tak ważną częścią naszej kultury kulinarnej, że trudno byłoby je wyrugować z naszych stołów. Dlatego nie odradza jedzenia grzybów, chyba że ktoś nie powinien tego robić ze względów zdrowotnych, ale proszę, aby to robić z umiarem – dodaje. I najważniejsze jest to, aby zbierać tylko takie grzyby, które znamy, bo niestety co roku wielu Polaków traci zdrowie, a nawet życie po zjedzeniu trujących grzybów.
Krzysztof Losz
