Mularczyk pozywa dwa razy

Parlamentarzysta PiS na własnej skórze przekonuje się, jak niewydolny, nieskuteczny i koniunkturalny jest wymiar sprawiedliwości w Polsce

Półtora roku temu poseł Arkadiusz Mularczyk wytoczył byłemu prezesowi Trybunału Konstytucyjnego i znanemu krakowskiemu prawnikowi Andrzejowi Zollowi proces karny. Jednak krakowski wymiar sprawiedliwości w dalszym ciągu nie zdołał rozstrzygnąć procesu o zniesławienie. Teraz Mularczyk ma dość czekania i obok postępowania karnego wytacza Zollowi proces cywilny.



– Skoro półtora roku nie wystarczyło krakowskiemu sądowi do tego, by sprawę rozstrzygnąć na drodze postępowania karnego, ba, nawet by sprawę skutecznie rozpocząć, w takiej sytuacji zmuszony jestem ścigać prof. Zolla na drodze postępowania cywilnego – powiedział nam poseł Arkadiusz Mularczyk.

Parlamentarzysta nie ukrywa, że jednym z powodów takiej decyzji była zaskakująco szybka – oczywiście jak na polską rzeczywistość – praca sądu w procesie, który doktor Mirosław Garlicki wytoczył byłemu ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze. Sąd nakazał Ziobrze przeprosić Garlickiego i zasądził zadośćuczynienie w wysokości 7 tys. złotych.

– Mam nadzieję, że na drodze cywilnoprawnej mój proces z panem Zollem zostanie rozstrzygnięty równie szybko, co sprawa, jaką „doktor G.” wytoczył ministrowi Ziobrze – mówi Mularczyk. Jak ujawniliśmy niedawno na łamach „Naszego Dziennika”, krakowscy sędziowie robią wszystko, by sprawę przeciwko Zollowi przewlekać. A to dokumenty są odsyłane z sądu do sądu, a to wyłączają się kolejni sędziowie, tłumacząc się znajomością z Zollem lub Mularczykiem, a to okazuje się, że do posiedzenia sądu, na którym Zoll musiałby stanąć w charakterze pozwanego, nie dojdzie, bo niespodziewanie sędzia zachorował.

Na rozstrzygnięcie postępowania, w wydawałoby się prostej do rozstrzygnięcia sprawie zniesławienia, poseł Arkadiusz Mularczyk musi czekać od maja ubiegłego roku. Komentując wystąpienie Mularczyka przed Trybunałem Konstytucyjnym, podczas postępowania, w którym parlamentarzysta, reprezentując Sejm, bronił ustawy o udostępnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego zwanej potocznie „ustawą lustracyjną”, Andrzej Zoll zarzucił parlamentarzyście złamanie prawa i celowe wprowadzenie Trybunału w błąd. Jednak to, o czym mówił, w rzeczywistości nie miało miejsca, a Mularczyk złożył wniosek o ściganie na drodze karnej. „(…) Jako prawnik, a zwłaszcza były Prezes Trybunału Konstytucyjnego, oskarżony powinien był zdobyć się na niezależność i krytyczną ocenę dozowanej mu informacji, nie wspominając już o konieczności sprawdzenia tej informacji u źródła, co zapewne akurat oskarżonemu nie sprawiłoby żadnej trudności. Zresztą już dostępne w mediach relacje z rozprawy przed Trybunałem Konstytucyjnym pozwalały na wyrobienie sobie własnej oceny na temat zachowania pokrzywdzonego” – napisał w pierwszym pozwie mecenas Rafał Wypiór reprezentujący Mularczyka. Te słowa zapewne zostaną powtórzone w kolejnym – tym razem we wniosku o ściganie z powództwa cywilnego.


Wojciech Wybranowski
drukuj