Moody´s ostrzega
KNF – Polska powinna odkupić udziały swoich banków
Komisja Nadzoru Finansowego opowiada się za przejęciem polskich banków, które są w posiadaniu zagranicznego kapitału.
Według wyliczeń ekonomistów jest kapitał na przejęcie od zagranicznych inwestorów pakietów kontrolnych w instytucjach finansowych. Stać na to PZU, czy PKO BP, ale w proces mógłby się też zaangażować NBP.
Koncepcja udomowienia banków działających w Polsce, czyli odkupienia ich od przeżywających kłopoty zagranicznych właścicieli, zyskuje coraz więcej zwolenników.
Za takim pomysłem opowiada się prezes NBP Marek Belka i Andrzej Jakubiak przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.
Dzisiaj wszyscy, którzy tak ochoczo wyprzedawali te banki są za ich powrotem pod polską banderę – zwraca uwagę główny ekonomista SKOK i analityk gospodarczy Janusz Szewczak. Sytuacja jest bardzo poważna tym bardziej, że dzisiaj agencja Moodys wydała opinie, że perspektywa dla sektora bankowego w Polsce jest negatywna. To świadczy o tym, że sytuacja w bankach się pogarsza – mówi Janusz Szewczak.
Co więcej, ta sytuacja w sektorze bankowym w Polsce stwarza poważne zagrożenie dla przedsiębiorstw, które muszą korzystać z kredytów dla swojej działalności. Dlatego też jakiekolwiek zawirowania w sektorze bankowym w Polsce będą oznaczały poważne kłopoty w realnej polskiej gospodarce.
RIRM
***
Władze Komisji Nadzoru Finansowego i Narodowego Banku Polskiego
forsują pomysł, aby polscy podatnicy i przyszli emeryci odkupili od
zagranicznych banków-matek opuszczone przez nie banki-córki. Jednak wbrew
zapewnieniom o świetnej kondycji sektora bankowego w naszym kraju agencja
Moody´s prognozuje, że banki w Polsce za chwilę popadną w kłopoty. Włoski
właściciel Pekao SA poinformował wczoraj o wysokich stratach, a to nie wróży
najlepiej jego polskiej spółce.
Gigantyczną stratę 10,6 mld euro po trzech kwartałach ogłosił największy włoski
bank UniCredit, właściciel Pekao SA, jednego z dwóch największych banków na
polskim rynku. Aby sprostać wymogom kapitałowym wprowadzonym w Unii
Europejskiej, włoski kolos potrzebuje dokapitalizowania na kwotę 7,5 mld euro, a
według części analityków – nawet 13 mld euro. Bank zrezygnował z wypłaty
akcjonariuszom dywidendy, zapowiedział też zwolnienie 5 tys. 200 pracowników ze
swoich placówek we Włoszech oraz rezygnację z inwestycji na Ukrainie i w
Kazachstanie, które wygenerowały prawie 9-miliardowe straty. Od początku kryzysu
akcje banku straciły na wartości blisko 90 procent. Obecnie wartość banku
niewiele przewyższa jego wartość księgową. Wczoraj dwukrotnie zawieszano obrót
akcjami UniCredit, a w międzyczasie akcje traciły nawet do 10 procent. Na domiar
złego UCI ma w portfelu sporo ryzykownych obligacji zadłużonych krajów euro, w
tym obligacji włoskich na blisko 50 mld euro.
Bankowe perpetuum mobile
W reakcji na straty włoskiego giganta agencja Moody´s natychmiast zmieniła
perspektywę ratingu polskiego sektora bankowego ze stabilnej na negatywną. Jako
formalny powód decyzji podała niekorzystne zmiany w otoczeniu polskich banków,
słabe perspektywy gospodarki i niestabilność w strefie euro. – Wprawdzie Moody´s
stwierdził dyplomatycznie, że obniżenie perspektywy polskich banków wynika z
"ogólnie złej sytuacji", ale koła finansowe wiedzą, że nic nie dzieje się
przypadkiem, a właściwym powodem decyzji jest ogłoszenie strat przez UniCredit –
podkreśla Jerzy Bielewicz, finansista, szef Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek".
Zaskoczenie decyzją Moody´s manifestowali wczoraj w mediach prezes NBP Marek
Belka oraz szef KNF Andrzej Jakubiak. – Ta decyzja nie znajduje uzasadnienia w
kondycji sektora bankowego w Polsce. To dla nas zaskoczenie – powiedział
Jakubiak. – Myślę, że wynika ona z ogólnej obawy o to, że sytuacja jest
niepewna, więc agencje zachowują daleko idącą ostrożność – dodał. Także zdaniem
prezesa Belki decyzja Moody´s jest zdumiewająca. W ocenie szefa NBP, nie wynika
ona z kondycji sektora bankowego w Polsce, lecz z trudnej sytuacji, w jakiej
znalazły się banki europejskie. – Ostatnie decyzje Rady Europejskiej zobowiązują
europejskie banki do znacznego podniesienia współczynników kapitałowych, co może
skutkować obniżeniem ich skłonności do rozszerzania akcji kredytowej w Polsce –
powiedział Belka. Podał, że ponad połowa krótkoterminowego finansowania naszych
banków przez ich zagraniczne spółki-matki ma w przyszłym roku termin
zapadalności, a potem trzeba będzie od nowa negocjować warunki finansowania.
Tymczasem banki-matki są obecnie same w kłopotach, więc z dostarczeniem
finansowania będzie problem. To może się przełożyć, zdaniem Belki, na obniżenie
cen akcji banków w Polsce. – Polska nie jest przygotowana na sytuację
"osierocenia" banków w Polsce przez ich zagraniczne banki-matki – uważa prezes
NBP.
Zdaniem Janusza Szewczaka, głównego ekonomisty SKOK, zaskoczenie obniżką
perspektywy ratingowej sektora bankowego po stronie szefów banku centralnego i
organów nadzoru nad rynkiem finansowym dowodzi tego, że nie mają oni pełnej
informacji, co faktycznie dzieje się w sektorze bankowym w naszym kraju. – KNF
powinna przeprowadzić zaostrzone stress-testy w bankach, na wzór tych, jakie
wprowadziła Komisja Europejska. Obecnie nadzór finansowy bazuje na danych
dostarczonych przez same instytucje bankowe, więc dowie się o problemie dopiero
wtedy, gdy zbankrutuje jakiś bank – ostrzega Szewczak.
Czyszczenie kieszeni
W Polsce jako główne remedium na kryzys w sektorze bankowym forsowana jest
"repolonizacja banków", tj. wykup banków będących córkami zagranicznych
instytucji przez polskie instytucje finansowe, np. przez PKO BP, PZU SA, OFE, a
nawet Narodowy Bank Polski oraz Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Przypomnijmy, że
banki komercyjne w Polsce powstały u progu lat 90. przez podział NBP, a
następnie zostały sprzedane za grosze wraz z pieniędzmi bankom zagranicznym. Za
ponownym ich wykupieniem opowiada się m.in. prezes KNF Andrzej Jakubiak oraz
szef banku centralnego Marek Belka. Tymczasem niezależni ekonomiści ostrzegają,
że może to być kolejna próba przerzucenia ogromnych strat powstałych w globalnym
systemie finansowym na barki polskich obywateli, podatników, depozytariuszy i
emerytów. Ostatnio Bloomberg poinformował o najnowszym pomyśle bankierów,
swoistym perpetuum mobile, który może zupełnie wyczyścić nasze kieszenie. Polega
on na tym, że duży globalny bank inwestycyjny przenosi swoje toksyczne aktywa
zależnych od niego banków komercyjnych, lokując je w pozycjach pozabilansowych.
W efekcie ryzyko strat i związane z tym podwyższenie zabezpieczenia toksycznych
instrumentów przechodzi na spółkę-córkę. Bankierzy mogą bez ryzyka strat
produkować nowe instrumenty pochodne w dowolnych ilościach. Operację taką
wykonał Merriill Lynch wobec swojej spółki zależnej – Bank of America, któremu w
rezultacie może grozić upadłość. Podobne operacje ma na swoim koncie inny
globalny bank inwestycyjny JP Morgan. Perfidia nowego pomysłu bankierów polega
na tym, że podejmowane przez polityków próby ratowania depozytów swoich wyborców
w takim "nafaszerowanym" derywatami banku komercyjnym prowadzą automatycznie do
pokrywania strat banków komercyjnych na instrumentach pochodnych. Oczywiście z
pieniędzy podatników. Właśnie FED wraz z amerykańskim nadzorem bankowym
analizują cały ten mechanizm przerzucania przez banki komercyjne strat na
derywatach na nieświadomych niczego depozytariuszy zależnych banków
komercyjnych. Bloomberg informuje, że tylko jeden Merriill Lynch ma w
kontraktach na instrumenty pochodne blisko 75 bln USD, z czego 71 proc., czyli
53 bln USD, przerzucił do Bank of America. Dla porównania – cały światowy PKB
wycenia się na 60 bln USD.
– Wartość toksycznych instrumentów pochodnych ukrytych w pozycjach
pozabilansowych banków, także tych w Polsce, jest wielokrotnie wyższa niż sam
bilans. Kupując czy też odkupując banki, trzeba się liczyć z "trupami w szafie"
– ostrzega Jerzy Bielewicz. W reakcji na ujawnianie kolejnych oszustw
finansowych wielu Amerykanów przenosi pieniądze z banków do unii kredytowych
(odpowiedników polskich SKOK-ów), w obawie utraty oszczędności. – Według
oficjalnych danych, jakimi dysponujemy, zjawisko dotyczy już 650 tys.
Amerykanów, którzy przenieśli do unii kredytowych blisko 6,5 mld USD, i ten
proces trwa – podaje Janusz Szewczak.
Małgorzata Goss
