Mój czas nadejdzie

Rozmowa z Krystyną Pałką, najlepszą polską biatlonistką.

Może być Pani chyba zadowolona z minionego sezonu, jako jedyna z
całej polskiej kadry?

– Tak, za mną udany sezon, poza mistrzostwami świata, które zupełnie mi nie
wyszły. Nie biorąc ich jednak pod uwagę, startowałam równo, prawie cały czas
plasując się w drugiej dziesiątce. W wielu biegach mogłam, a nawet powinnam być
wyżej, i to zdecydowanie, ale jeden niecelny strzał decydował o tym, że tak nie
było. Podsumowując – jestem jednak zadowolona…

..zwłaszcza że ten sezon był pierwszy po długiej przerwie
spowodowanej kontuzją.

– Zgadza się. Wcześniejszy straciłam.

Cieszy się Pani na nowo sportem?

– Cieszę. Ale nie mogę powiedzieć, abym nawet podczas przymusowej przerwy na
leczenie zadręczała się myślami i snuła jakieś czarne wizje. Gdyby tak było,
gdybym nie lubiła startować, to przypuszczam, że już dawno zrezygnowałabym ze
sportu i zajęła się czymś innym. Biatlon stanowi jednak bardzo ważną część
mojego życia, pokochałam go i nawet przeciwności nie są w stanie mnie zmóc.
Pcham ten wózek i na razie nie wyobrażam sobie, abym mogła przestać.

Gdzie tkwił klucz do udanego sezonu?

– W poprzednim odpoczęłam. Mówi się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie
wyszło, i jestem chyba przykładem potwierdzającym tę prawdę. Przez lata
pracowałam niezwykle ciężko i wydaje mi się, że tej pracy, szczególnie pod
względem objętości, było zbyt dużo. Czułam się zmęczona, organizm odmawiał
posłuszeństwa. W zeszłym roku, gdy rehabilitowałam się po urazie barku, zajęłam
się motoryką. Poprawiłam praktycznie wszystkie mięśnie, także głębokie. Do tego
złapałam głód startów, zatęskniłam za rywalizacją.

Efekty przyszły, biegowo wyglądała Pani najlepiej w karierze, tyle że
rozchwianiu uległ element, który był do tej pory Pani najmocniejszą stroną,
czyli strzelanie.

– Po operacji barku wszystkiego musiałam uczyć się niemal od początku.
Musiałam przestawić się na drugą stronę, żeby ubierać się i ściągać karabin, a
długo nie byłam w stanie opanować tego nawyku ruchowego, który miałam
wypracowany przez lata. Nie ma co się oszukiwać, przerwa w pracy z karabinem
mocno się odbija, może nawet nie na samym strzelaniu, ale podejściu do niego.
Potrafię bardzo dobrze strzelać i wiem o tym. Tymczasem teraz zatraciłam gdzieś
pewność siebie. Strzelałam bardzo długo, za bardzo kombinowałam. Zwykle z
mizernym skutkiem. Kiedy udawało mi się robić to jak dawniej, rytmicznie,
wszystko wyglądało dobrze, trafiałam do celu. Takie chwile były jednak
rzadkością. To kwestia czasu, opanowania na nowo nawyku, nabrania automatyzmu.

Gdyby nie strzelanie, zagościłaby Pani w dziesiątce Pucharu Świata.

– To prawda. Wierzę jednak, że w nowym rozdaniu się poprawię. Zresztą taką
pewność i wiarę, że jestem w stanie coś więcej w biatlonie osiągnąć, mam od
dawna. Czuję, że mój czas w końcu nadejdzie. Gdyby było inaczej, to chyba nie
marnowałabym czasu swojego, trenerów i wszystkich ludzi pracujących ze mną.
Ostatni sezon wyglądał dobrze, ale nie byłam jeszcze gotowa i przygotowana, by
powalczyć o miejsca w czołówce. Gdybym wcześniej trenowała i pracowała inaczej,
to już dawno wyniki mogłyby być o wiele lepsze.

Czyli?

– Wcześniej praca nie była za bardzo dopasowana do mnie. Brakowało w niej
elementów szybkościowych, przeważała objętość. Powodowało to, że po okresie
przygotowawczym czułam się przemęczona i nie byłam w stanie uzyskiwać wyników na
miarę oczekiwań. Owszem, raz na jakiś czas zdarzały się przebłyski, ale zbyt
rzadko. Od dwóch lat trenuję inaczej, z akcentami położonymi na szybkość i siłę
dynamiczną. Powoli zbieram owoce. Organizm nie bywa przemęczony, a jak czuję, że
zbliżam się go granicy, delikatnie odpuszczam. Dawniej zmęczenie nawarstwiało
się.

Mówi Pani "odpuszczam", a startowała w prawie wszystkich zawodach
pucharowych i mistrzowskich.

– Sama byłam zaskoczona, że wytrzymałam cały sezon. Większość osób myślała,
że spasuję po mistrzostwach, a dotrwałam do samego końca, i to z dobrym
skutkiem. Jedyne, czego żałuję, to owych mistrzostw, na które nie przygotowałam
odpowiednich nart. W Ruhpolding panowały specyficzne warunki, padał mokry,
ciężki śnieg, a mój sprzęt po prostu nie chciał jechać. Dostałam nauczkę na
przyszłość.

Tak intensywny rok oznaczał, że ze zdrowiem było już wszystko w
porządku?

– Tak, przeszłam go bez większych problemów. Dzięki temu, że zmęczenie się
nie nawarstwiało, mogłam wykonać bardzo dużo ciężkich treningów. A po nich, to
ważne, od razu była regeneracja i krótki odpoczynek. Zmniejszyła się również
liczba wyjazdów. To niby szczegół, ale pomiędzy zgrupowaniami wracaliśmy na
chwilę do domów, by złapać oddech przed kolejnym wyjazdem. Wcześniej jeździliśmy
z obozu na obóz, zdecydowaną większość roku spędzając poza krajem. Przygotowania
przypominały jedną wielką harówę, a człowiek nie jest maszyną, by je wytrzymać –
plus ponad 40 startów w sezonie.

Wygląda na to, że dobrze Pani wie, co zrobić i jak pokierować swoją
karierą, by wskoczyć na kolejny szczebel rozwoju.

– Już wcześniej wiedziałam. Zawodnik, który trenuje wiele lat, zna swój
organizm, czuje i wie, czego mu potrzeba, gdzie ma braki. Ja robię bardzo dużo
analiz swoich startów i treningów, by zobaczyć, co zrobiłam źle, co mogę
poprawić. Obecnie polepszyły się też znacznie relacje na linii trener – zawodnik
w kadrze. Wcześniej współpraca wyglądała inaczej, szkoleniowcy nie za bardzo
brali pod uwagę odczucia sportowca. Był konkretny plan zajęć, który trzeba było
wykonać niezależnie od tego, czy było się chorym, zdrowym, czuło się źle czy
dobrze. Wskutek tego pojawiały się kontuzje, jak u mnie.

Co zatem musi Pani poprawić w pierwszej kolejności?

– Przede wszystkim strzelanie. Będzie dobrze, gdy wróci do stanu sprzed
operacji, kiedy to naprawdę wyglądało więcej niż przyzwoicie. W tej chwili cały
świat strzela szybko i celnie. Zdarzały się zawody, w których dobiegałam do
strzelnicy razem z rywalkami i nie zdążyłam się dobrze złożyć, gdy one już
oddały po trzy, cztery strzały. W tej materii wyprzedziły mnie znacznie, ale
powtórzę – powinnam nadrobić zaległości.

Mówiło się zawsze, że w biatlonie jest równowaga, czyli strzelanie i
bieg w takim samym stopniu decydują o wyniku. Szala się teraz przechyliła?

– Nie, wszystko poszło do góry, zarówno strzelanie, jak i biegi. Żeby myśleć
o sukcesach w obu tych elementach, trzeba być bardzo dobrym. Zdarzają się
jeszcze co prawda zawody, w których przy świetnym strzelaniu i słabszym biegu
można być wysoko, ale coraz rzadziej.

Myśli Pani powoli o igrzyskach w Soczi?

– Pewnie. Przyszły sezon będzie ostatnim, w którym będzie możliwość wykonania
cięższej pracy. Potem, w roku olimpijskim, będziemy już tylko szlifować i
dopieszczać formę.

Gdzie zatem widzi się Pani w lutym 2014 roku?

– Każdy sportowiec marzy o olimpijskim medalu, ja również. Chciałabym zatem
być na tyle mocna, by móc o niego powalczyć.

To marzenie czy również cel?

– Na dziś marzenie, ale realne. Czeka mnie mnóstwo pracy, Aczkolwiek się jej
nie boję, mam rezerwy, mam nad czym pracować, mogę być lepiej przygotowana. Przy
okazji w 2014 r. będę miała 31 lat, a to podobno idealny wiek dla biatlonistki.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Skrobisz

 


W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w biatlonie (za sezon 2011/2012)
Krystyna Pałka uplasowała się na 17. miejscu. To najwyższa lokata w jej karierze
i najwyższa spośród wszystkich reprezentantów Polski (zarówno kobiet, jak i
mężczyzn). Największym sukcesem urodzonej w Zakopanem zawodniczki pozostaje
jednak 5. miejsce w biegu na 15 km podczas igrzysk olimpijskich w Turynie.

drukuj