Moda na podziały Kościoła
– Stacja TVN nieustannie lansuje styl dziennikarstwa ? la paparazzi. Ujęcia zrobione z zaskoczenia, a jeszcze lepiej z ukrytej kamery, i to czasem noszonej przez postronne osoby, mają być po odpowiednim ich dobraniu koronnymi dowodami. Jest to, wydaje się, podstawowy sposób filmowania przez dziennikarzy TVN katolickich kapłanów i osób z ich otoczenia.
– Po raz kolejny tej metody użyli Tomasz Sekielski i Andrzej Morozowski w wyemitowanym 28 kwietnia br. programie „Teraz My”. Andrzej Morozowski nawet stwierdził, iż potajemne nagrywanie wynika z panującej mody, którą notabene sam upowszechnił. Zaprezentowany materiał, będący kolejną medialnie nadmuchaną akcją mającą najwyraźniej uderzyć w Kościół, komentowała zaproszona przez prowadzących posłanka SLD Joanna Senyszyn. Drugi z gości, były wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski nie krył oburzenia, że na podstawie wątpliwej wartości nagrań na niewybredne uogólnienia pozwala sobie osoba, która nie należy do Kościoła. Nawet prowadzący program dziennikarze w pewnym momencie przerazili się nawarstwieniem absurdalnych dywagacji pani Senyszyn i musieli ją hamować. Warto tutaj dodać, że ta lewicowa posłanka nie tylko w swojej działalności parlamentarnej zwalcza nieustannie Kościół, ale i wykorzystuje każdą okazję, aby wyrazić swoją nienawiść do religii katolickiej. Jaki więc cel przyświecał Sekielskiemu i Morozowskiemu, którzy zaprosili do swojego programu stałą publicystkę antyklerykalnego tygodnika „Fakty i Mity” – bo na pewno nie była to próba wyjaśnienia tak mgliście zarysowanej sprawy w zaprezentowanym materiale pochodzącym z ukrytej kamery.
– W „Rzeczpospolitej” z 29 kwietnia br. Michał Szułdrzyński, będący m.in. pracownikiem Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, a więc uczelni kierowanej przez Jarosława Gowina z PO, opublikował tekst zatytułowany „Polski Kościół w czasach Platformy”. Zarzuca on polskiemu Kościołowi funkcjonującemu już ponad tysiąc lat, że nie potrafi sprawnie działać w sferze publicznej. To fałszywe stwierdzenie bazuje podobno m.in. na wynikach badań społecznych – chociaż w artykule nie przytoczono żadnych konkretnych danych – które, co jest powszechnie wiadome, są konstruowane w większości na użytek liberalnych mediów. Za co najmniej niedoskonałość Szułdrzyński uważa niepodejmowanie przez Kościół zastępczych tematów podrzucanych przez poszukujące sensacji media. Powiela on sztucznie wykreowane podziały mające podobno mieć miejsce w polskim Kościele, jak i próbuje wskrzesić niespełnioną nadzieję wielu środowisk liberalnych, w tym tych z tytułu jego artykułu, że tzw. problem Radia Maryja „po kilku latach z powodów generacyjnych rozwiąże się sam”. Wyraźnie zarzuca części polskich katolików, będących słuchaczami toruńskiej rozgłośni Ojców Redemptorystów, że są ludźmi o zbyt mocnej wierze jak na dzisiejsze czasy. Zapomina przy tym, że przecież już w Piśmie Świętym mamy przestrogę: „Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3, 15-16). Michał Szułdrzyński myli wyraźnie w swoim wywodzie porządki – chce on przenieść działania podejmowane przez sztabowców partii politycznych odpowiedzialnych za public relations, którzy dążą chociażby do zagospodarowania ideologicznego centrum, na funkcjonowanie Kościoła, który ma za zadanie wszystkich doprowadzić do zbawienia i w związku z tym łączy ludzi, a nigdy nie będzie ich dzielił.
Paweł Pasionek
