Młodzi są przyszłością i nadzieją
Z o. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, założycielem i pierwszym rektorem Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Katarzyna Cegielska
Przed inauguracją roku akademickiego przeżywał Ojciec bardzo gorący czas związany z egzaminami przedmiotowymi i tym najważniejszym – obroną pracy doktorskiej…
– Ale rozmawiamy przed tym egzaminem. Zobaczymy, co będzie.
Niezwykle ciekawy temat pracy doktorskiej jest Ojcu bliski i znany jak nikomu innemu. Co chciał Ojciec przekazać, pisząc pracę o apostolskim wymiarze Radia Maryja w świetle założeń ideowych i programowych?
– Poprzez tę pracę chciałbym wyrazić, czym jest Radio Maryja, chciałbym zaznaczyć, że Radio Maryja to nie wysiłek jednego człowieka, tylko całego sztabu ludzi. Bo tylko myśląc podobnie i działając wspólnie można zdziałać coś dobrego. Vaclav Havel wypowiedział chyba takie słowa, kiedy został prezydentem: „Jeśli jeden człowiek śni o czymś, to ten sen zostaje snem, jeśli wielu ludzi śni o czymś, to ten sen staje się rzeczywistością”. I tak samo jest z Radiem Maryja. Media spełniają ogromną rolę; to powinien być środek społecznego komunikowania. Trzeba chcieć komunikować się ze sobą, żeby móc dojść do communio, czyli do jedności. I trzeba zjednoczyć się wokół pewnych idei, wokół prawdy. W ten sposób można zrobić dużo dobrego. Celem przedłożonej przeze mnie pracy jest ukazanie apostolskiego wymiaru Radia Maryja, poświadczenie, że ta rozgłośnia służy Kościołowi i ludziom. Kościół nas uczy, Chrystus nas uczy, że wszyscy jesteśmy powołani do apostolstwa. Uczeń Chrystusa, który nie angażuje się w ewangelizację, nie jest apostołem. Albo inaczej, katolik, który nie angażuje się w ewangelizację, staje się katolikiem nieużytecznym. Podobnie jeśli uczeń Chrystusa nie czyniłby tego, czego pragnie od niego Mistrz, nie byłby Jego uczniem. Chodzi o to, by wszyscy włączali się w dzieło ewangelizacji. Polska potrzebuje apostolatu. Nasza Ojczyzna będzie inna, jeśli wszyscy przyjmiemy Chrystusa, a przyjąć Chrystusa w sposób autentyczny, to nie chodzić w obłokach, w skowronkach, ale stąpać twardo po ziemi, zdążając do nieba. Ewangelię realizuje się w życiu codziennym – w życzliwości do drugiego człowieka, w budowaniu przyjaźni, w tworzeniu jak najpiękniejszych relacji.
Dzisiaj już po raz dziewiąty w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu odbywa się uroczysta inauguracja roku akademickiego. Miniony rok obfitował w ważne dla uczelni wydarzenia. WSKSiM uplasowała się bardzo wysoko w rankingu polskich uczelni niepaństwowych, deklasując wszystkie pozostałe wyższe szkoły z regionu. Poza tym uzyskała pozytywną ocenę Państwowej Komisji Akredytacyjnej i docenili ją także maturzyści – w tym roku nabór na pierwszy rok studiów jest większy niż w latach poprzednich. To na pewno cieszy…
– Cieszy, ale to owoc pracy wielu ludzi i to im trzeba gratulować i dziękować za zaangażowanie w pracę na rzecz uczelni, trzeba dziękować za nich Panu Bogu. Modlę się, by Pan Jezus wynagrodził im wszystkie trudy. Tu, na uczelni, spotykam ludzi zaangażowanych, kochających prawdę, identyfikujących się z WSKSiM, traktujących ten wysiłek nie tylko jako pracę. Bo jeśli patrzeć na pracę i zarobki, to pewnie zarobiliby więcej gdzie indziej, przy swoich zdolnościach założyliby z pewnością własne firmy i mieliby pieniądze, ale oni chcą służyć ludziom i kształtować ludzi. A co do uczelni i tego, że została zauważona… Myślę, że ona po prostu rośnie. Jeśli zasieje się ziarno, trzeba czasu, żeby ono wzeszło, wyrosło i wydało owoc. Patrząc na naszych studentów i absolwentów, wyraźnie już ten wzrost i pojawiające się owoce widać. To ogromna satysfakcja. ň propos rankingu, o którym pani redaktor wspomniała – jeśli jakieś media coś robią, to patrzę, w czyich one są rękach i co mówią o nas, bo mówią to na zamówienie właścicieli mediów. To samo, kiedy słucham medialnych doniesień na temat Kościoła. Gdy byłem chłopcem, a później już księdzem, widziałem, jak komuniści walczyli z Kościołem, jakie metody stosowali, np. przesłuchania. Ja też byłem nieraz przesłuchiwany. A wcześniej słyszałem, jak inni przesłuchiwani mówili, co UB wyprawiało z ludźmi, z księżmi, jak ich prześladowało. Ta ubecja, te ubeckie kazamaty, ośmieliłbym się tak powiedzieć, przeniosły się teraz w media. We współczesne media wkradła się więc mentalność ludzi o ubeckim systemie wartości. Kiedyś UB przesłuchiwało, niszczyło ludzi, Kościół, księży, prawdziwych polskich patriotów, a teraz dokonuje się to przez media. Tamci ludzie wchodzą w media i je zawłaszczają. Mogą się teraz nazywać liberałami lub jeszcze inaczej. Ale to jest walka z prawdą i dobrem, wiarą i Kościołem, walka z tym, co patriotyczne, z tym, co polskie. Dlatego jestem sceptyczny wobec mediów, patrzę, kto to jest i jakie media reprezentuje. I tak naprawdę nie trzeba się zniechęcać, tylko robić swoje. A co do uczelni, to naprawdę dziękuję Panu Bogu i ludziom. Gdyby nie ci wszyscy zaangażowani ludzie tacy jak ojciec rektor Krzysztof Bieliński, a przed nim także inni, oraz całe grono profesorów, wykładowców, administracja, to tego wszystkiego by nie było. Uczelni potrzeba świadków, którzy nią pokierują. Ważne są nie tylko kompetencje, ale i świadectwo.
Jest Ojciec dumny z tych młodych ludzi?
– Kiedy we wrześniu trwały jeszcze obrony licencjackie i magisterskie, przed wejściem na salę rozmawiałem ze studentami na różne tematy. Miałem satysfakcję, widząc, że są to ludzie myślący. Pamiętam niektórych jeszcze sprzed kilku lat, kiedy dopiero zamierzali studia podjąć, kiedy przyszli na rozmowy kwalifikacyjne; wtedy też rozmawialiśmy na korytarzu. Ci młodzi ludzie cieszą się, że studiują właśnie tutaj, że mają takich profesorów, wykładowców, że mówi się tutaj prawdę, że znajdują tutaj ludzi zaangażowanych. Owoce tego są już widoczne i myślę, iż będą jeszcze większe, ale trzeba robić wszystko, by uczelnia rozwijała się jeszcze bardziej.
Dlaczego warto wybrać WSKSiM?
– Uczelnia to nie sama nazwa. Ciągle trzeba dbać o poziom. Nie chcę wymieniać nazw, ale są różne uniwersytety i szkoły wyższe, a tam niejednokrotnie jest „miazga”. Kto tam wykłada? To bardzo ważne, kto na uczelni wykłada – ważne są kompetencje i prawe charaktery; jak już mówiłem, potrzebni są świadkowie prawdy. Spotykam młodych ludzi studiujących na innych uczelniach, którzy mówią: „jestem rozczarowany – uniwersytet… taka nazwa… jechałem tam z innego miasta, żeby właśnie tam się uczyć, i bardzo się zawiodłem”. Obserwujemy, że uczelnie otwierają różne kierunki, ale to często fikcja; mnóstwo tam niekompetentnych ludzi, nastawionych wyłącznie na zarobek albo kierujących się jeszcze innymi względami, ale na pewno nie dobrem młodych ludzi. A my dbamy o całościowy rozwój osoby – ważna jest rzetelna wiedza, ważne jest kształcenie charakterów. Chodzi o integralny rozwój człowieka.
W jaki sposób uczelnia stara się pomagać biedniejszym studentom, których nie stać na opłacenie czesnego?
– Nasza uczelnia kosztuje, ale mimo wszystko czesne jest u nas niższe niż gdziekolwiek. Oczywiście staramy się wszystko robić dobrze i taniej, bo to, co katolickie i polskie, powinno być dobre, piękne i dostępne. Ale wiadomo, że musimy zapłacić pracownikom, kupić, to co niezbędne, a na to potrzeba pieniędzy. Mimo że mamy problemy z utrzymaniem uczelni, to pomagamy studentom. Staramy się wykorzystywać wszystkie możliwości; zwracamy się do naszych Przyjaciół, do Słuchaczy Radia Maryja, do Czytelników „Naszego Dziennika”: wszyscy szukajmy środków. Jeśli wszyscy śnią podobnie, to sen stanie się rzeczywistością. Jeśli wielu ludzi pomoże, to ten sen się ziści. Jest też wielu ludzi zamożnych, którzy mogą pomóc i my szukamy takiej pomocy, bo dzięki niej możemy wesprzeć studentów. W październiku będziemy rozpatrywać, ilu młodym ludziom możemy pomóc zapłacić czesne – całe bądź jego część. W ubiegłym roku akademickim mieliśmy kilkudziesięciu takich studentów, ale teraz będzie ich więcej. Pomaga wiele osób, także takie instytucje jak SKOK-i. Ze strony rządzących obserwuje się obecnie skok na SKOK-i – chcą je zlikwidować, bo SKOK-i są polskie. Odbywa się niszczenie i likwidacja tego, co polskie. Inaczej jest w Niemczech – to, co niemieckie, jest tam rozwijane; w innych krajach rzecz się ma analogicznie… We Francji, w Wielkiej Brytanii, o Ameryce nawet nie wspomnę. Ale nie tylko SKOK-i pomagają naszym studentom, także osoby prywatne, ofiarodawcy z Polski i z zagranicy, z Ameryki Północnej i Południowej, z Niemiec, ze Szwecji. Może nie są to duże pieniądze, ale jak się je wszystkie razem zbierze, to pomoc konkretnym osobom staje się możliwa. Pragnę podkreślić, że niezależnie od naszych kłopotów z utrzymaniem uczelni, jeżeli ofiarodawca chce, by jego pieniądze zostały przeznaczone na stypendia, to tak właśnie się dzieje. Zależy nam, by pomagać tym, którzy są biedniejsi, którzy pochodzą z rodzin wielodzietnych. Pomagamy im, bo kiedyś oni – zdolni i pracowici – będą pomagać innym; bo to oni są przyszłością i nadzieją.
Ludzie zastanawiają się czasem, co dobrego można by w swoim życiu zrobić. Odpowiedź: pomagać dobrym dziełom i nie mówić: „zrobię to potem”, ale „teraz”. Pan Jezus powie nam na Sądzie Ostatecznym: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z moich braci najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt 25, 40). I na szczęście znajdują się tacy ludzie.
Dziękuję za rozmowę.
