Milcząca Unia
Piszę to z pewnym zawstydzeniem i zażenowaniem: jako poseł do Parlamentu
Europejskiego, i to z niemal 8-letnią praktyką, stwierdzam, że Unia Europejska w
zasadzie milczy w sprawie prześladowań chrześcijan w świecie. Poszczególne
instytucje UE, łącznie z europarlamentem, które domagają się przestrzegania praw
mniejszości w świecie, dziwnie nabierają wody w usta, gdy chodzi o
zaprotestowanie przeciw zabijaniu wyznawców Chrystusa. A jeśli nawet Komisja
Europejska czy Parlament Europejski bronią mniejszości religijnych, to
częstokroć bardziej gorliwie na przykład… muzułmanów, a nie chrześcijan. Tak
było chociażby, gdy już w tej kadencji europarlamentu zgłosiliśmy rezolucję w
sprawie pogromów Ujgurów w Chinach. Stając w obronie tej prześladowanej przez
komunistów nacji, która jednocześnie stanowi muzułmańską wspólnotę religijną, PE
jednocześnie odrzucił poprawkę, aby do rezolucji dopisać prześladowanych w ChRL
chrześcijan. Wynika z tego, że prześladowani ostatnio wyznawcy Mahometa w jednym
regionie tego kraju są bardziej godni obrony niż prześladowani od samego
początku władzy komunistycznej w Pekinie chrześcijanie, a zwłaszcza katolicy.
Jestem za konsekwentną obroną wszystkich ludzi, jeśli są dyskryminowani za
swoje uczucia religijne i przekonania. Nie rozumiem więc – jako europoseł –
czemu w Brukseli i Strasburgu przymyka się oczy i zatyka uszy, gdy zabijani są
moi bracia i siostry w wierze. A przecież lwia część ludzi prześladowanych ze
względów religijnych to chrześcijanie: na 100 ofiar nienawiści religijnej aż 75
stanowią wyznawcy religii chrześcijańskich.
Na liście krajów, w których codziennie dochodzi do dyskryminacji ludzi
wierzących w Chrystusa, pierwsze miejsce zajmuje Korea Północna. Jednak akurat
zaangażowanie UE ogranicza się w tym kraju do raczej niewielkiej pomocy
charytatywnej (żywnościowej). Na drugim miejscu jest Afganistan, gdzie – jak się
szacuje – aż 75 proc. budżetu tego kraju, w tym pensje dla urzędników,
policjantów i wojskowych, jest tworzone dzięki pomocy USA i Unii. Można
oczywiście powiedzieć, że za mordowaniem chrześcijan w tym państwie stoją
talibowie, których władza nie kontroluje. Jednak prześladowania naszych braci w
wierze dokonują się tam często przy całkowitej bierności władz centralnych, a
nawet więcej – są tolerowane przez władze lokalne. Bardzo znacząca pomoc
humanitarna ze strony Unii idzie również do Somalii w Afryce, gdzie
chrześcijanie są prześladowani. Tu też możemy mówić o mechanizmie "ulicy
jednokierunkowej": z Europy idą tam – mimo kryzysu – olbrzymie pieniądze, w
drugą stronę jednak nie płyną ani żadne starania, ani gwarancje zapewnienia
chrześcijanom elementarnej ochrony. Ale beneficjentami rosnącej pomocy ze strony
UE są również Uzbekistan i, zwłaszcza, Irak, gdzie chrześcijanie doznają stałej
opresji.
Poza wyjątkowymi sytuacjami, jak w Indiach (zbrodnie na chrześcijanach
dokonywane są tam głównie przez hinduistów), katolicy i protestanci są ofiarami
przede wszystkim wojującego islamu. Poza krajami już wymienionymi trzeba również
wspomnieć inne państwa muzułmańskie bądź ze znaczącym odsetkiem wyznawców
islamu, takie jak: Algieria, Bahrajn, Bangladesz, Etiopia, Indonezja, Liban,
Malezja, Maroko, Nigeria, Sudan, Turcja, Autonomia Palestyńska i Izrael.
O skali problemu – a jednocześnie dalece niewystarczających reakcjach ze strony
Unii Europejskiej – świadczy fakt, że w latach 2009-2010 około 200 milionów
chrześcijan w świecie podlegało prześladowaniom i dyskryminacji. Jeżeli w tej
sprawie milczą sami chrześcijanie, popełniają grzech zaniedbania. Jeśli milczy –
czy pozoruje działania – Unia, to jej milczenie równa się hańbie.
Ryszard Czarnecki poseł do Parlamentu Europejskiego
