Merkel szuka sojuszników
Wczoraj Angela Merkel, która po obniżce ratingu Francji objęła w Europie
niepisane przywództwo, przyjęła w rządowej rezydencji premierów Austrii, Szwecji
i Portugalii. Tematem nieformalnych rozmów były trudności finansowe Grecji,
której banki wciąż nie chcą zredukować długu, oraz przyszłość unii monetarnej w
kontekście negocjacji dotyczących paktu fiskalnego. Ostateczne uzgodnienia
polityczne w sprawie paktu mają zapaść na nieformalnym szczycie UE 30 stycznia.
– W tym roku kryzys w strefie euro musi zostać rozwiązany – powiedział
komisarz UE ds. walutowych Olli Rehn. Najważniejsze instrumenty do wyjścia z
kryzysu to – jego zdaniem – pakt fiskalny oraz Stały Mechanizm Stabilizacyjny,
który w czerwcu ma zastąpić tymczasowy Europejski Fundusz Stabilizacji
Finansowej. Najnowszy projekt paktu fiskalnego nieco poszerza udział organów
unijnych w tym międzyrządowym porozumieniu pod egidą Niemiec oraz daje krajom
spoza euro, które ratyfikują pakt, nadzieję na zaproszenie na jeden w roku
szczyt euro, oczywiście bez prawa głosu – szczyty mają się odbywać co najmniej
dwa razy w roku.
O miejsce przy stole podczas szczytów eurostrefy aktywnie zabiegał rząd Donalda
Tuska, licząc na to, że dzięki temu strefa "nie wydzieli się, porzucając resztę
krajów Unii Europejskiej". Polska, aby uzyskać zaproszenie na szczyt, musiałaby
zadeklarować wdrożenie przynajmniej części zasad wzmocnionej dyscypliny
fiskalnej. Tymczasem jeszcze w grudniu minister finansów Jacek Rostowski ocenił,
że nasze krajowe reguły fiskalne lepiej pasują do polskiej sytuacji. – Na
obecnym etapie nie planujemy przystąpienia do tej części paktu, może kiedyś, gdy
Polska przystąpi do euro. Ale nasze stanowisko będzie ewoluować – mówił
minister.
Pakt fiskalny ucina możliwości rozwijania krajów na kredyt. Budżety mają być
zrównoważone, a zaciągnięte wcześniej pożyczki muszą być spłacone dzięki
podwyższeniu podatków. Pakt przewiduje ostrzejszą niż w Polsce regułę wydatkową,
według której roczny deficyt strukturalny nie może przekroczyć 0,5 proc. PKB.
Chodzi o to, aby wszystko, co uda się ściągnąć z danej gospodarki ponad
niezbędne wydatki państwa, trafiało do kieszeni wierzycieli. Na straży
przestrzegania tej zasady ma stać Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Będzie on
nakładał wielomiliardowe kary finansowe, nawet do wysokości 0,1 proc. PKB danego
kraju, za przekroczenie dozwolonego deficytu. Kwoty uzyskane z kar mają trafiać
do funduszu ratunkowego dla strefy euro, który ma funkcjonować w ramach stałego
Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego. Na pomoc z tego funduszu mogą liczyć
tylko te kraje, które przystąpią do paktu fiskalnego i przyjmą wszystkie jego
reguły. Ma to zmusić do podpisania paktu kraje zagrożone bankructwem, takie jak
Grecja czy Portugalia. Nie wiadomo jednak, jak Niemcy wyobrażają sobie
funkcjonowanie takich państw w ramach paktu. Z jednej strony nie będą one w
stanie przez dziesięciolecia oszczędzać i ciąć wydatków, aby spłacić kredyty; z
drugiej zaś strony kraje te nie będą w stanie płacić kar finansowych za złamanie
reguł fiskalnych. Większość komentatorów ocenia, że nadmierny nacisk ze strony
Niemiec na dyscyplinę finansową w krajach zadłużonych, przy równoczesnej
niechęci Niemiec do wzięcia na siebie części odpowiedzialności za kryzys
zadłużenia, jest główną przyczyną niezdolności eurostrefy do wyjścia z tarapatów
finansowych.
Małgorzata Goss
