Medialne mgławice nienawiści

Fakt, że Radio Maryja jest potężnym narzędziem ewangelizacji, niestety nie
dla wszystkich jest radością. Dla środowisk, które chcą Polski bez Boga, Radio
Maryja staje się znakiem sprzeciwu, który zamierzają wyeliminować. Do realizacji
tego celu zaangażowano potężną machinę medialnej manipulacji, która każdego dnia
dostarcza wielu kłamstw, zniesławień i prowokacji. Ten wypaczony obraz
toruńskiej rozgłośni liczony w tonach zadrukowanego papieru oraz setkach godzin
czasu antenowego ma zdyskredytować Ojców Redemptorystów w oczach słuchaczy,
hierarchii kościelnej i w konsekwencji doprowadzić do likwidacji rozgłośni,
najlepiej rękami członków Kościoła.

Straszenie "imperium"
Radio Maryja wymyka się standardom opartym na prawach rynku. Działa i rozwija
się, chociaż jego sukces jest niezrozumiały i budzi zazdrość pomieszaną z
nienawiścią w świecie mediów, gdzie liczą się wyłącznie zyski z reklam osiągane
przez rozbudowany marketing. Radio bowiem działa, omijając kontrolowane przez
liberalne ośrodki kanały dystrybucji środków. Jest niezależne od reklamodawców
oraz nacisków lobbystów. Funkcjonując dzięki dobrowolnym ofiarom składanym przez
słuchaczy, może w pełni realizować swoją misję służby Bogu, Kościołowi,
Ojczyźnie i każdemu człowiekowi. Środowiska lewicowo-liberalne próbują odebrać
mu możliwość działania, nieustannie podnosząc dyżurny temat pieniędzy rozgłośni.
Fabrykują więc artykuły o "imperium" i mitycznym maybachu, których celem jest
wywarcie wpływu na słuchaczy, by ograniczyli czy też nawet zaniechali
przekazywania dobrowolnych datków na rzecz stacji. Dziennikarze tworzą
nieustannie zestawienia i zapytują tak, jak czyni to tygodnik "Polityka" z
sierpnia 2009 r.: "Ile to imperium jest warte i czy na pewno wciąż zarabia?".
Kolejne narzędzie to straszenie krachem inwestycji wspieranych przez Ojców
Redemptorystów. Tak było chociażby w przypadku toruńskiej geotermii. W momencie
rozpoczęcia odwiertów "Dziennik" stwierdzał, że geotermia to pomyłka, ponieważ
"z odwiertów geotermalnych o. Tadeusza Rydzyka nie trysną gorące źródła".
Obecnie, gdy okazało się, że sukces toruńskiej geotermii jest pewny, jak grzyby
po deszczu ukazują się artykuły mające zablokować budowę Centrum Polonia in
Tertio Millennio. Dziennikarze widzą tam głównie sauny i dywagują, czy katolikom
przystoi korzystać z basenów geotermalnych. Tygodnik "Przekrój" (29.08.2011)
utyskuje: "Msza i zaraz po niej pluskanie w basenie? To mi się potwornie ze sobą
gryzie".
Medialna nagonka częstokroć idzie w parze z blokadami administracyjnymi.
Przekonało się o tym wielokrotnie zarówno samo Radio Maryja, jak i dzieła, które
przy nim wyrosły. Na antenie TVN w 2008 r. Janusz Palikot, perorując o zamiarach
nie tylko swoich, ale i rządu Platformy Obywatelskiej, stwierdził wprost: "krok
po kroku i wykończymy Rydzyka". By to uczynić bez większych protestów
społecznych, konieczna jest nieustanna emisja medialnych mgieł nienawiści.

Ręce precz od polityki
Bardzo często w stosunku do Radia Maryja pada zarzut "mieszania się do
polityki", a twierdzenie, iż "Rydzyk nie jest kapłanem, tylko politykiem"
("Dziennik", 18.07.2007), jest dyżurnym zarzutem liberalnych mediów.
A przecież obowiązkiem właściwie działających mediów katolickich jest budowanie
dojrzałej opinii odbiorców także w obszarze świadomości obywatelskiej.
Bardzo często imputuje się również Radiu Maryja budowanie formalnych struktur w
obrębie organów państwa. Parlamentarzyści, którzy otwarcie przyznają się do
swojej wiary, to wedle "Gazety Wyborczej" (25–26.07.1998) "posłowie Radia
Maryja". Ale w insynuacjach "Wyborcza" idzie dalej i w 2005 r. sugerowała, iż
powstaje "Partia Maryja" (16.02.2005). Kolportując fałszywe i przekłamane
informacje, za wszelką cenę próbuje się wywołać wrażenie "upolitycznienia"
toruńskiej rozgłośni. Do tego, iż treści artykułów w "Wyborczej" są jedynie
wytworem bujnej wyobraźni redaktorów tej gazety, wielu zdążyło się już
przyzwyczaić. Chociażby w 2002 r. to właśnie ona zarzuciła Radiu Maryja, że
zakłóca łączność niemieckich sił zbrojnych: "Nagle pilot myśliwca Luftwaffe
zamiast głosu kontrolera usłyszał w słuchawkach: "Tu Radio Maryja, katolicki
głos w waszych domach"" (7.08.2002). Lecz po dwóch dniach redaktorzy
"Wyborczej", nie mogąc dalej bronić swojego kłamliwego tekstu, przyznali wprost,
że całą historię "wymyślili".

Liberalna mowa nienawiści
W imię poprawności politycznej, podobnie jak w PRL, próbuje się wmówić
społeczeństwu, że państwo ma być świeckie, a dominować ma w nim – tak jak w
marksizmie – naukowy światopogląd. Na tych, którzy się temu sprzeciwiają,
liberalne ośrodki medialne rzucają anatemę. Atakujący Radio Maryja próbują
poprzez media nałożyć na rozgłośnię negatywne nacechowanie estetyczne. Mówią
więc o moherach, wyśmiewają Ojców Redemptorystów w telewizyjnych kabaretach i
satyrycznych rysunkach. Jak się już wielokrotnie okazało, "sianie nienawiści" i
"mowa nienawiści" są stałymi przypadłościami atakujących rozgłośnię. Na dodatek
próbuje się jeszcze wmawiać ludziom, tak jak to chociażby czynił w lutym 2005 r.
na antenie Polsatu Władysław Frasyniuk, że Lech Wałęsa, używający m.in.
sformułowania "psychole od Rydzyka", jest człowiekiem dialogu. Frasyniuk
jednakże w przeinaczaniu rzeczywistości poszedł dalej, sugerując, że gdyby
państwo polskie "było państwem prawa, to Radio Maryja już dawno straciłoby
licencję". Ta obsesyjna wrogość do ewangelizacyjnej misji Kościoła ulega
niestety eskalacji. I wbrew pozorom nie są to niegroźne kpiny mające dać
chwilową uciechę gawiedzi, ale ich celem jest pozbawienie twórców Radia
należnego im szacunku, a przez to uniemożliwianie działania. Ale
depersonalizacja w konsekwencji może również skłonić niektóre jednostki do
eskalacji ataków. W środowisku dziennikarskim tworzy się wręcz swego rodzaju
przyzwolenie dla upadlania twórców i słuchaczy toruńskiej rozgłośni. Jacek
Pałasiński w blogu na stronie TVN24 nazwał zgromadzoną na Jasnej Górze w 2007 r.
Rodzinę Radia Maryja m.in. Polską "podłą i głupią".
Na łamach działu popkultura w "Dzienniku" pojawiło się chociażby komiksowe
przedstawienie losów o. Tadeusza Rydzyka, gdzie tortury to dopiero początek
działalności "likwidatora".

Uderzyć w pasterza
W liberalnych mediach zarzuca się też Radiu Maryja tworzenie podziału w
Kościele. W jednym ze styczniowych numerów "Gazety Wyborczej" z 2006 r. czytamy,
iż rzekomo "Radio Maryja jest niebezpieczne dla Kościoła, bo wypacza jego
nauczanie i rozbija jego jedność". A bywa, że w sposób mniej czy bardziej
zawoalowany oskarża się je o sekciarstwo. Dziennik "Rzeczpospolita" (5.09.2002)
sugerował, że "Już od dłuższego czasu Radio Maryja stanowi kłopot dla Kościoła
(…), gdyż o. Rydzykowi udało się stworzyć "kościół" w Kościele". Profesor
Ireneusz Krzemiński, który uchodzi w liberalnych mediach za znawcę Radia Maryja,
gdyż przez miesiąc w 2007 r. wraz ze swoimi współpracownikami słuchał Radia
Maryja, stwierdził na łamach "Gazety Wyborczej" (21-22.11.2009): "Zauważyłem tam
bardzo wyraźne elementy sekciarstwa. (…) Moim zdaniem powinno to być dzwonkiem
alarmowym dla biskupów i ludzi Kościoła (…)".
Kampanie oszczerstw liberalne media wszczynają wobec wszystkich, którzy nie
poddają się naciskom. Działając według znanej zasady: uderz w pasterza, a owce
się rozproszą, sugerują, że "uzdrowienie" Radia Maryja może nastąpić dopiero po
odsunięciu od rozgłośni o. Tadeusza Rydzyka. Tygodnik "Newsweek" (22.07.2007) w
artykule zatytułowanym "Radio bez ojca" wysyła dyrektora Radia Maryja na "bardzo
długie "rekolekcje"". Władysław Bartoszewski sugeruje w tym samym czasie na
łamach "Gazety Wyborczej", w artykule zatytułowanym "Dość Rydzyka", iż dyrektor
Radia Maryja "może być misjonarzem w Australii". A na tej samej stronie Jan
Turnau intryguje: "Katolicy polscy muszą się dowiedzieć, kto ma rację, Ojciec
Święty czy ojciec Rydzyk". Liberalnym mediom, których redaktorzy już nie tylko
zaprawili się w manipulacji, ale i – jak się okazuje – automanipulacji, trudno
przyznać, że zarówno Papież Jan Paweł II, jak i Benedykt XVI wielokrotnie
docenili działalność Radia Maryja oraz błogosławili dyrektorowi rozgłośni na
dalszy okres posługi. Obłudne komentarze pojawiają się nawet w uchodzącym za
katolicki "Tygodniku Powszechnym", który należy do spółki ITI, będącej
właścicielem stacji TVN, znanej z licznych ataków na Kościół. W jednym z numerów
tegoż tygodnika można było przeczytać: "Radio, które tak chętnie korzysta z
autorytetu Papieża, nie daje ani prawdy, ani nadziei" (7.09.2008). To, iż jest
to kłamliwe i głęboko niesprawiedliwe stwierdzenie, widać po wielu tysiącach
świadectw słuchaczy Radia Maryja. W tym samym numerze "Tygodnika" ks. Adam
Boniecki, ówczesny redaktor naczelny, pisał w imieniu redakcji: "Media ojca
Rydzyka uważamy za szkodliwe". Jednakże ostatnio ze swoją dwulicowością
zwolennicy tzw. katolicyzmu otwartego nawet się nie kryją. Bez zająknięcia
próbują usprawiedliwiać nierozważne wypowiedzi ks. Adama Bonieckiego, co nawet
na łamach "Gazety Wyborczej" spowodowało gwałtowną rewolucję w retoryce tekstów.
Możemy tam bowiem przeczytać, iż "gdy nie mówi się o dogmatach wiary, polemika
jest nie tylko wskazana, ale wręcz koniecznie potrzebna" (7.11.2011), czy nawet:
"legalnie wyświęcony ksiądz jest częścią Kościoła, a jego oczy są też oczami
Kościoła" (22.11.2011).

Stygmatyzowanie "sekciarstwem"
Media stały się areną walki o polskość. Wiele liberalnych środków przekazu jako
atrakcyjne postrzega to, co obce, zagraniczne. Nie brak na ich łamach prób
zakłamywania historii. To wszystko ma pomóc w uczynieniu z polskiego Narodu
bezwolnej masy pozbawionej własnej tożsamości. Środki społecznego komunikowania
takie jak Radio Maryja, które próbują przełamać w tym względzie zmowę milczenia
chociażby poprzez upowszechnianie wiedzy historycznej, próbuje się stygmatyzować
i przez to zniechęcić społeczeństwo do przyjęcia otrzeźwiającego przekazu.
Ostatnio zwłaszcza dociekanie prawdy o katastrofie smoleńskiej dla wielu
liberalnych środowisk jest niewygodne. Tygodnik "Newsweek" rok po tej wielkiej
narodowej tragedii sugeruje, że "narodziła się religia smoleńska", którą żyją
"skrzywdzeni i poniżeni polskiej transformacji, wszyscy, którzy kiedykolwiek
usłyszeli pod swoim adresem słowa "ciemnogród", "mohery", "babcie bez dowodu"".
A "o. Rydzyk z księdza, nawet jeśli specyficznego, drażniącego wielu, stał się
dzisiaj bez reszty apostołem smoleńskiego kultu. Podporządkowały się tej misji
Radio Maryja, Telewizja Trwam, "Nasz Dziennik"". (1.05.2011). Zatem sugestia
płynąca do społeczeństwa jest jasna: nie zadawajcie niewygodnych pytań, nie
podważajcie ustaleń MAK, bo zaliczymy was do "smoleńskiej sekty".
Radio Maryja jednak się nie poddaje i pomimo prób antagonizowania buduje
solidarne społeczeństwo i nieustannie zabiega o pomyślność. Medialny obraz Radia
Maryja nie tylko nie odpowiada rzeczywistości, ale na dodatek tworzy w umysłach
odbiorców nową, sztuczną rzeczywistość, która przybiera realną postać mitów i
plotek. Lecz w ten sposób fikcyjny świat buduje realne reakcje. Dlatego trzeba
pamiętać, że częstokroć negatywne nastawienie wobec Radia Maryja nie jest
wynikiem rzeczowej wiedzy o tej rozgłośni i osobistego kontaktu z jej audycjami,
ale właśnie medialnego jazgotu. Dlatego zachęcajmy spotykanych ludzi: włącz
radioodbiornik i sam posłuchaj katolickiego głosu w naszych domach.

Paweł Pasionek medioznawca
 

drukuj