Nabici w gorset budżetowy
Z Witoldem Waszczykowskim, wiceministrem spraw zagranicznych w
rządzie PiS, rozmawia Anna Ambroziak
Przedstawiciele różnych krajów przyjechali na szczyt do Brukseli z
różnymi propozycjami.
– Mamy informacje, że jest propozycja francusko-niemiecka. Mamy też mocne
stanowisko premiera Davida Camerona, który jasno powiedział, że nie podpisze
niczego, co zagroziłoby funkcjonowaniu gospodarki brytyjskiej. I nie pójdzie na
konfrontację z przywódcami strefy euro w sprawie planów utworzenia unii
fiskalnej. Spodziewam się dość poważnej dyskusji, ale niewielu uzgodnień. W moim
przekonaniu, podczas szczytu Unii Europejskiej nie zapadną żadne radykalne
decyzje. Przywódcy unijni będą chcieli odsuwać radykalne działania i łagodzić
nastroje, aby odbudować zaufanie rynków do obligacji i polityki finansowej
państw członkowskich. Nie zapominajmy też, że w wielu krajach Wspólnoty – m.in.
we Francji – zbliżają się wybory i przywódcy nie będą chcieli podejmować
kontrowersyjnych decyzji ze strachu przed utratą poparcia społecznego.
Spodziewam się tylko jakichś zapowiedzi, że polityka Unii idzie w kierunku
konsolidacji podatków, narzucenia "gorsetu budżetowego". Szczyt przebiegał
raczej w retoryce uspokajania rynków finansowych. Będzie się kupować czas, by
przekonać opinię publiczną, że rozpoczęto proces tworzenia jakiegoś mechanizmu
bezpieczeństwa przeciw zadłużaniu się państwa UE. Oczywiście szczyt wypełniały
też inne sprawy związane choćby z wstąpieniem do UE Chorwacji czy odniesieniem
do przystąpienia Rumunii i Bułgarii do strefy Schengen. To są jednak tematy
zastępcze, które też są ważne, ale nie odnoszą się do kryzysu finansowego w
strefie euro.
Wbrew pozorom strona polska nie zajęła dotąd klarownego stanowiska.
Dlaczego?
– Mamy zamieszanie wywołane przez ministra spraw zagranicznych Radosława
Sikorskiego, którego medialne wypowiedzi okazują się jednak niespójne, a który
raz mówił o federalizmie, o stanach zjednoczonych Europy, innym razem wspominał,
że jednak podatki mają nie podlegać harmonizacji… Nie zapominajmy, że
wypowiedzi szefa polskiej dyplomacji spotkały się z dość ostrą reakcją ze strony
prezydenta Komorowskiego, który stwierdził, że nie były z nim konsultowane. Do
tego jest stanowisko wicepremiera Waldemara Pawlaka, który powiedział, że można
byłoby powrócić do walut narodowych, a euro miałoby być walutą rozliczeniową. Do
tego dochodzą slogany i zaklęcia polityków PO, którzy mówią, że chodzi o
pogłębienie procesu integracji itp. Nic konkretnego jednak za tym nie stoi. A to
dlatego, że Polska nie należy do strefy euro. Tak naprawdę nie mamy żadnych
instrumentów wpływu, żadnych możliwości doradzania, żadnych konkretnych
pieniędzy, które moglibyśmy włożyć do funduszu stabilizacyjnego. Polska tylko
puka stale o to, by jednak nie była pomijana, żeby miała możliwość
współdecydowania. Jednak kilka lat rządów Tuska i Sikorskiego ucięło taką
możliwość. Konkretnie: odstąpiliśmy od wspierania rozszerzania integracji na
Wschód, zamroziliśmy relacje ze Stanami Zjednoczonymi, nie jesteśmy już
postrzegani jako ich główny partner w tej części Europy.
Czy rozpad strefy euro byłby rzeczywiście katastrofą?
– Po pierwsze, rozpad – jeżeli do niego dojdzie – nie nastąpi z dnia na dzień.
To długofalowy proces. Straszenie, że tak będzie i że szczyt w Brukseli jest
szczytem ostatniej szansy, jest bez sensu. To proces długofalowy, który na pewno
pociągnąłby za sobą jakieś turbulencje, ale nie katastrofę. Dlatego oczekiwałbym
od polskiego rządu, aby prowadził politykę zabezpieczenia się na taki wypadek. A
nie tylko prowadził politykę ścinania wydatków. Oczekiwałbym, by rząd
wykorzystał czas, jaki pozostał jeszcze być może do końca kryzysu lub rozpadu
euro, na to, by polska gospodarka stanęła na mocnych nogach. W tym widziałbym
główne zadania dla polskiego rządu, a nie włączanie się w debatę nad euro.
Zmienię temat. Weźmie Pan udział w Marszu Niepodległości i Solidarności?
– Chciałbym, ale mam w tej chwili problem, dlatego że na ten dzień marszałek
Schetyna na godz. 18.00, kiedy Marsz się rozpoczyna, zaproponował zwołanie
Komisji Spraw Zagranicznych, której jestem wiceprzewodniczącym. Wystąpiłem już z
wnioskiem o przełożenie terminu tego posiedzenia. Czekam na decyzję. Jeśli
opozycję odcina się od debaty na temat polskiej polityki zagranicznej, to musimy
wybrać moment, który będzie zauważony. I 30. rocznica wprowadzenia stanu
wojennego jest dobrym momentem, by rozmawiać o suwerenności Polski w Europie.
Dziękuję za rozmowę.
