Maraton byłego premiera

W konkursie na stanowisko prezesa i wiceprezesów PKO BP mamy do czynienia z prawdziwym wysypem chętnych. Kazimierz Marcinkiewicz startujący do fotela prezesa ma aż 8 kontrkandydatów. O szansach byłego premiera może przesądzić jego stosunek do sporu o PZU i planów powołania Polskiego Koncernu Bankowo-Ubezpieczeniowego z udziałem PKO BP.

Czterdziestu dziewięciu menadżerów ubiega się o miejsce w zarządzie największego polskiego banku – PKO BP. Były premier Kazimierz Marcinkiewicz, który wystartował w konkursie na stanowisko prezesa banku, ma 8 kontrkandydatów. Rada Nadzorcza PKO BP zaakceptowała także wstępnie aż 40 aplikacji na dwa stanowiska wiceprezesów. Spośród 56 ofert – 7 zostało przez Radę odrzuconych ze względu na niespełnienie wymogów formalnych, np. brak części dokumentów poświadczonych notarialnie.

Skąd taki wysyp kandydatów? Zwłaszcza w sytuacji gdy Marcinkiewicz miał być „pewniakiem”?

– Z tego, co podaje prasa, wynika, że stanęli do konkursu nawet ludzie jednoznacznie związani z dawnym układem, wiedząc, że nie mają szans. Chcą udowodnić, że Marcinkiewicz to kandydatura polityczna i w ten sposób upokorzyć PiS – twierdzi jeden z ekspertów PiS, prosząc o niepodawanie nazwiska.

Czy rada nadzorcza zdąży przesłuchać jednego dnia aż 9 kandydatów na prezesa? – Kalendarz obowiązuje. Kandydaci na prezesa zostaną przesłuchani 24 stycznia, a na wiceprezesów – w ciągu dwóch kolejnych dni – powiedział dyrektor Marek Kłuciński, rzecznik PKO BP.

Podczas przesłuchania rada nadzorcza przeegzaminuje kandydatów z wiedzy na temat banku PKO BP i jego otoczenia rynkowego, znajomości statutu spółki, zasad nadzoru właścicielskiego, funkcjonowania spółek handlowych oraz sektora bankowego. Sprawdzi też kompetencje kandydatów w zakresie rachunkowości zarządczej, audytu i kontroli finansowej oraz zarządzania dużymi zespołami ludzkimi.

Kandydat wybrany przez radę nadzorczą będzie musiał uzyskać jeszcze zgodę Komisji Nadzoru Bankowego (KNB).

Niespodzianka może się zdarzyć

Czy premier Marcinkiewicz przejdzie przez sito? Od jego kandydatury zdystansowali się ostatnio premier Kaczyński i wicepremier Gilowska. Kaczyński obawia się wzmocnić liberalne skrzydło partii, którego uosobieniem jest Marcinkiewicz. Gilowska ma Marcinkiewiczowi za złe, że tak pospiesznie zwolnił ją ze stanowiska ministra finansów, gdy wybuchła sprawa lustracyjna.

– W KNB nie powinien mieć problemów – twierdzą nasi rozmówcy. Ustawa o Komisji Nadzoru Finansowego wprowadzająca nadzór skonsolidowany przewiduje, że KNB zostanie wchłonięta przez KNF dopiero po roku. W okresie przejściowym ma obradować w dotychczasowym składzie, ale pod kierownictwem szefa KNF (tj. Stanisława Kluzy), a nie jak dotąd – prezesa NBP. To właśnie Marcinkiewicz wypromował Kluzę, powierzając mu tekę ministra finansów po odwołaniu Gilowskiej w związku z lustracją, toteż może liczyć na jego wsparcie w KNB.

Jednak według naszych informacji, niespodzianki mogą się pojawić ze strony Rady Nadzorczej PKO BP.

– Wszystko zależy od tego, czy minister Jasiński rzeczywiście wspiera Marcinkiewicza, czy tylko tak mówi – uważa jeden z naszych rozmówców. Rozstrzygające mogą okazać się plany powołania Polskiego Koncernu Bankowo-Ubezpieczeniowego na bazie PKO BP, PZU SA i Poczty Polskiej.

– To wymaga współpracy prezesów PKO BP i PZU SA oraz usunięcia Eureko z PZU. Nie wiadomo, czy Marcinkiewicz pójdzie na współpracę z ministrem i prezesem PZU – twierdzi nasze źródło.

Według jednego z doradców PiS, czarnym koniem może się okazać np. Marek Głuchowski, szef Rady Nadzorczej PKO BP, kojarzony z Pałacem Prezydenckim. Wprawdzie nie wiadomo, czy Głuchowski jest wśród kandydatów na prezesa, wiadomo jednak, że jeśli do wyboru prezesa nie dojdzie, to on właśnie obejmie to stanowisko i będzie je piastował do 10 kwietnia.

Małgorzata Goss
drukuj