Madryt w zadyszce

Na dziś w Madrycie związki zawodowe zwołały strajk generalny przeciwko zmianom w kodeksie pracy. Hiszpania nie nadąża z redukcją nadmiernego deficytu. Tamtejszy rząd zapewnia jednak, że upora się z tym problemem do końca 2013 roku.

Na zeszłotygodniowym spotkaniu państw strefy euro Hiszpania zapowiedziała, że nie jest w stanie zejść z deficytem tak szybko, jak obiecała w ramach unijnej procedury redukcji nadmiernego zadłużenia.

Rok temu poprzedni socjalistyczny rząd zobowiązał się ograniczyć dług finansów publicznych w 2012 r. do 4,4 proc. PKB. – Deficyt publiczny w tym roku wyniesie 5,8 proc. PKB – zapowiedział szef rządu hiszpańskiego Mariano Rajoy na konferencji prasowej po zakończeniu szczytu w Brukseli. Podczas prac nad paktem fiskalnym Hiszpania była liderem grupy państw, które próbowały wpłynąć na złagodzenie limitów deficytu. Toteż ogłoszona przez obecny centroprawicowy rząd zmiana ścieżki zejścia z deficytem dla nikogo nie powinna być zaskoczeniem.

Premier uzasadnił, że kiedy jego poprzednicy podejmowali ambitne zobowiązanie, koniunktura gospodarcza była inna. Spodziewano się wówczas, że w 2011 r. nastąpi niewielki wzrost gospodarczy, który pozwoli utrzymać deficyt w granicach 6 proc. PKB. Jednak prognozy zawiodły na całej linii. Zamiast wzrostu – gospodarka tkwi w stagnacji, bezrobocie wzrosło do 23,3 proc. i obejmuje prawie 5 milionów ludzi, a deficyt wyniósł aż 8,5 procent. Nic też nie zapowiada, aby w tym roku miała nastąpić poprawa. Prognozy na 2012 r. mówią o recesji na poziomie minus 1 proc. PKB.

Mimo słabych perspektyw gospodarczych Hiszpania, zdaniem premiera Rajoya, będzie w stanie ograniczyć deficyt do 3 proc. już w 2013 roku. – Kontrolowanie deficytu nie jest niezgodne ze zdrowym rozsądkiem oraz interesami kraju – ocenił szef rządu, chcąc zatrzeć złe wrażenie wywołane wyższym poziomem tegorocznego deficytu. Według premiera – Hiszpania jest krajem wypłacalnym, więc szybko odzyska wiarygodność w oczach rynków finansowych.

Optymistyczne zapewnienia kontrastujące z faktyczną sytuacją kraju dowodzą, że rząd Rajoya jest zdecydowany zrobić wszystko, by pokazać, że Hiszpania nie pójdzie śladem Grecji i Portugalii. Na wiecu w miejscowości Andśjar w Andaluzji, cztery dni przed rozpoczęciem oficjalnej kampanii wyborczej do władz regionów, premier Rajoy bronił rządowych planów redukowania deficytu i reformy rynku pracy. W ramach działań oszczędnościowych rząd uelastycznił przepisy prawa pracy, ułatwiając pracodawcom redukowanie zatrudnienia. Obniżone zostały odprawy dla zwalnianych pracowników. Zamiast zapłaty równowartości 33 dni pracy za każdy przepracowany rok, miarą do naliczania odpraw będzie zapłata za 20 dni.

Jest to już druga redukcja odpraw pracowniczych. Poprzednią przeprowadził rząd socjalistów, zmniejszając okres przeliczeniowy z 45 do 33 dni. Jak nakazują nowe przepisy, pracownik zwolniony w pierwszym roku pracy nie posiada prawa do odprawy. Pracodawcy uzyskali też uprawnienie do zmniejszenia pensji pracownikom, jeśli wykażą, że firma ponosi straty. Forsowane przez rząd zmiany w kodeksie pracy natrafiają na silny opór społeczny. Na 11 marca, dokładnie w dniu dziewiątej rocznicy zamachów Al-Kaidy w Madrycie, został zwołany strajk generalny w stolicy kraju. Organizatorzy nie zgodzili się na prośbę władz o zmianę daty. Zamachy bombowe na metro przed dziewięcioma laty pomogły przejąć władzę socjalistom.

Grzegorz Rutka, Madryt

drukuj