Londyn żąda oszczędności

Wielka Brytania, Niemcy, Francja i inne kraje – płatnicy netto do budżetu
unijnego, żądają, aby Komisja Europejska przygotowała plan oszczędności wydatków
w wieloletnim budżecie Unii Europejskiej na lata 2014-2020. Domagają się tego w
specjalnym liście. Oficjalnie podczas szczytu UE w Brukseli o oszczędnościach
nie wspominano. KE ma przedstawić projekt budżetu najpóźniej w czerwcu 2011
roku.

Jak dowiedziała się Polska Agencja Prasowa, choć w liście nie mówi się wprost
o cięciach w nowej wieloletniej perspektywie finansowej UE po 2013 roku, to
jednak znajduje się w nim apel o zamrożenie wydatków na poziomie obecnego
budżetu (lata 2007-2013) i argument, że skoro unijne kraje wprowadzają u siebie
oszczędności, to musi to być odzwierciedlone także w europejskim budżecie. To
realnie oznacza jednak redukcję wydatków, biorąc pod uwagę wzrost PKB (obecny
budżet UE wynosi 1,13 proc. PKB państw członkowskich, w sumie 975 mld euro na
siedem lat. Obniżenie poziomu finansowania do 0,85 proc. PKB, czego chce Londyn,
daje redukcję w wysokości 250 mld euro). Z podanych przez PAP informacji wynika
jednak, że liczba krajów, które podpisały ten apel, nie przekracza dziesięciu.
Wiadomo m.in., że poza Wielką Brytanią list współtworzyły Niemcy i Francja. Nie
poparł go jednak żaden kraj z Europy Środkowo-Wschodniej. Wciąż nie wiadomo
także, kiedy zostanie on ogłoszony (spekuluje się, że być może jeszcze przed
Bożym Narodzeniem) ani też ile krajów ostatecznie go podpisze. Dyplomaci
brytyjscy mieli nadzieję, że oprócz wspomnianej trójki zrobią to przynajmniej:
Holandia, Szwecja, Austria, a także Czechy i Estonia. Jednak źródła w tych dwóch
ostatnich krajach do tej pory tego nie potwierdziły. Jak twierdzi jednak Polskie
Radio, nasz kraj, który jest największym beneficjentem obecnego budżetu, na
razie przyjmuje te informacje ze spokojem. Według premiera Donalda Tuska,
najważniejsze jest bowiem, że udało się obronić wnioski ze szczytu, w których
nie ma żadnych zapisów o konieczności ograniczenia wydatków w budżecie po 2013
roku. – Nikt nie próbował zarysować jakiegoś limitu finansowego, a więc te
brytyjskie pomruki na temat tego, że trzeba będzie wyznaczyć ostry kurs
oszczędnościowy dla europejskiego budżetu, nie znajdują odzwierciedlenia w
konkluzjach. I o to nam chodziło – powiedział premier. – Przejmowałbym się,
gdyby w oficjalnych dokumentach UE zapisano, że wieloletnie ramy finansowe będą
ograniczone od góry albo że będziemy redukowali środki na politykę spójności. To
byłoby rzeczywiście trudne do odkręcenia. Natomiast to, że rozpoczynają się
negocjacje, i ten, kto płaci najwięcej, chce płacić trochę mniej, i ten, kto
bierze najwięcej, stawia tutaj opór, to jest zupełnie zrozumiałe – dodał
premier. Także szef Komisji Europejskiej Jos� Manuel Barroso nie krył
zadowolenia z przyjętych wniosków końcowych ze szczytu, w których czytamy, iż
"Rada Europejska oczekuje inicjatywy Komisji Europejskiej w sprawie nowych
wieloletnich ram finansowych do czerwca 2011 roku i zaprasza inne instytucje do
współpracy, by ułatwić ich przyjęcie na czas". Odnosząc się zaś do doniesień o
liście, Barroso określił je jako "rytualne tańce różnych plemion wokół budżetu".
Źródła dyplomatyczne w Brukseli podkreślają z kolei, że choć w liście
Brytyjczyków nie ma podanych żadnych konkretnych liczb i niczego on nie
przesądza, jednak stanowi pewnego rodzaju presję na Komisję Europejską, która
stoi obecnie przed trudnym zadaniem tworzenia wieloletniego projektu budżetu.
Siedem lat temu, przed negocjacjami na temat obecnej perspektywy finansowej na
lata 2007-2013, pojawił się bowiem podobny list, w którym płatnicy netto
ograniczyli wielkość budżetu UE do 1 proc. PKB, a który to dokument
zdeterminował w znacznym stopniu negocjacje w sprawie budżetu wszystkich 27
państw.

Marta Ziarnik

drukuj