Liczą sklepy z dopalaczami
Do białostockich szpitali trafia coraz więcej nieletnich zatrutych
dopalaczami. Lekarze zaczynają alarmować, że już od kilku lat mają takich
przypadków co najmniej kilka w tygodniu. W reakcji na te informacje władze
miasta nakazały funkcjonariuszom straży miejskiej dokładne kontrole sklepów z
dopalaczami. Radni miejscy przygotowują również uchwałę, która ma zatrzymać
handel tymi niebezpiecznymi dla życia środkami.
Według informacji uzyskanych przez "Nasz Dziennik" w jednym z białostockich
szpitali, nastoletnie ofiary dopalaczy trafiają tu od kilku lat. Jak mówią
lekarze, część nastolatków podaje w lekarskich wywiadach, że są to zatrucia
pokarmowe, więc ofiar dopalaczy jest w rzeczywistości o wiele więcej niż w
oficjalnych statystykach.
Władze miasta nie mogły dłużej ignorować problemu i wydały polecenia straży
miejskiej, aby ta przede wszystkim zlokalizowała i policzyła wszystkie sklepy w
Białymstoku handlujące dopalaczami. Okazało się, że na terenie Białegostoku jest
aż siedem takich placówek. Przy poprzedniej kontroli, sprzed kilku miesięcy,
było ich o cztery mniej. Teraz kilkuosobowe patrole złożone ze strażników
miejskich oraz policjantów są obecne w pobliżu każdego ze sklepów. Strażnicy
sprawdzają przede wszystkim, czy dopalacze nie są sprzedawane osobom
niepełnoletnim. Białostocki magistrat pracuje również nad projektem uchwały,
która ma zablokować legalną sprzedaż dopalaczy. Na razie jednak jest on na
etapie wstępnych przygotowań.
Kilka dni temu w całej Polsce głośno było o sześciu szesnastolatkach, którzy
zatruli się dopalaczami. Zostali oni przywiezieni do białostockiego szpitala.
Substancjami narkotycznymi zatruli się podczas szkolnej imprezy integracyjnej.
Jeszcze tego samego dnia do szpitala przywieziono następną zatrutą nastolatkę.
Obecnie policja prowadzi śledztwo mające na celu ustalenie, kto sprzedał
dopalacze nieletnim. Te informacje wywołały oburzenie mieszkańców, w Białymstoku
dokonano nawet spalenia samochodu z reklamą sklepu z dopalaczami. A od władz
rządowych i samorządowych ludzie zaczęli głośno domagać się działań skierowanych
na zablokowanie sprzedaży szkodliwych substancji chemicznych.
Białostocka prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie Pawła A., właściciela
białostockiego sklepu z dopalaczami. Został on już oskarżony o to, iż sprzedawał
mieszanki ziół, w skład których wchodziła zakazana w Polsce substancja o nazwie
JWH-018 (działająca jak narkotyk). Śledczy wyliczyli, że Paweł A. mógł zarobić
na tym ponad 70 tys. złotych. Akt oskarżenia trafił już do Sądu Rejonowego w
Białymstoku. Śledztwo Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe było efektem
kontroli przeprowadzonej przez policję i urząd kontroli skarbowej.
Podobne akcje przeciw dopalaczom prowadzone są w całej Polsce. Terapeuci
obawiają się jednak, że ta aktywność lokalnych władz ma związek w dużej części z
wyborami i po ich zakończeniu zapał minie, a sklepy dalej będą spokojnie
handlować tymi szkodliwymi substancjami.
Adam Białous, Białystok
