Lewicowi mentorzy Baracka Obamy
W listopadzie 2008 r. w Stanach Zjednoczonych miało miejsce szokujące
wydarzenie: Amerykanie wybrali prezydenta w ekstremalnym stopniu związanego z
komunistami i radykałami. Mówią o tym rozmaite źródła – od Franka Marshalla
Davisa, mentora Baracka Obamy z okresu jego dzieciństwa, po jego pastora z
Chicago Jeremiasza Wrighta. Wskazują one na niepokojącą liczbę radykałów i
agitatorów z okresu rewolucji lat 60. Niemożliwe jest wymienienie tutaj ich
wszystkich, podam jednak w tym tekście kilka przykładów.
Studenci na Rzecz Demokratycznego Społeczeństwa
W 2008 r. grupa byłych radykałów z lat 60. założyła organizację nazwaną
"Postępowcy dla Obamy". Jej członkowie i osoby ją wspierające byli także
liderami stworzonej w latach 60. organizacji Studenci na Rzecz Demokratycznego
Społeczeństwa (Students for a Democratic Society – SDS). Grupa ta, mimo że
została stworzona w latach 60., ma swoje korzenie w socjalistycznej Lidze na
Rzecz Demokracji Przemysłowej (League for Industrial Democracy), która z kolei
wywodzi się z powołanej do życia w latach 30. Studenckiej Ligi na Rzecz
Demokracji Przemysłowej (Student League for Industrial Democracy). SDS
przyciągała rozmaite grupy komunistyczne, takie jak Postępowa Partia Pracy
Maoistów (Maoist Progressive Labor Party).
SDS przyjmowała maoistów na salonach dokładnie w tym samym czasie, kiedy
przewodniczący Mao był osobiście zaangażowany w dokonywanie czystek i głodzenie
na śmierć. Zginęło wtedy około 60-70 milionów ludzi – początkowo w wyniku jego
katastrofalnej polityki kolektywizacji nazywanej Wielkim Skokiem Naprzód (lata
1957-1960), a następnie podczas szaleństwa znanego pod nazwą Kulturalnej
Rewolucji (lata 1966-1969).
Najważniejszym graczem w okresie tworzenia się SDS był Tom Hayden, urodzony w
grudniu 1939 r. w Detroit, w stanie Michigan. Hayden rozpoczął swoją działalność
jako student Uniwersytetu w Michigan, który z czasem stał się "gniazdem" SDS.
Hayden pełnił funkcję przewodniczącego SDS w 1962 i 1963 roku. Stworzył także
manifest ideologiczny tej partii – Port Huron Statement. Był to akt
założycielski SDS.
Sława i wpływy Haydena wzrosły w 1968 roku. Został on aresztowany na
konwencji Demokratów, kiedy to radykałowie, hippisi, komuniści oraz protestujący
przeciwko wojnie zaburzyli obrady Narodowego Konwentu Demokratów. Było to
wydarzenie niemające precedensu w amerykańskiej historii.
Hayden był jednym z tzw. Siódemki z Chicago, razem z Jerrym Rubinem i Abbie
Hoffman, który skończył, odgrażając się, że wrzuci LSD do miejskiego ujęcia
wody. W tym samym roku Hayden wraz z delegacją SDS udał się w podróż po krajach
bloku komunistycznego, gdzie – według obserwatora Sola Sterna, który przebywał
tam jako uprzywilejowany korespondent radykalnego magazynu "Ramparts" [Wały
Obronne – przyp. tłum.] – "członkowie SDS prowadzili wraz z komunistami
seminarium poświęcone sposobom prowadzenia walki psychologicznej w kampanii
przeciwko Stanom Zjednoczonym".
Akcje Haydena wzrosły, kiedy zabrał on jeden ze swoich kontrowersyjnych
"oddziałów" do Kambodży i Wietnamu razem z młodą aktorką Jane Fondą.
Jane to osobna historia. Młoda, bogata aktorka była tancerką go-go dla
komunizmu. Regularnie opowiadała studentom: "Gdybyście zrozumieli, czym jest
komunizm, modlilibyście się na kolanach o to, żeby pewnego dnia zostać
komunistami". Po swoim przyjeździe do Hanoi Jane została cheerleaderką i
luksusową panienką Vietcongu. Jej podróż została w części zorganizowana przez
Wilfreda Burchetta (zdemaskowanego później jako sowiecki agent), który podobno
także pomagał Fondzie pisać jej przemowy. Cały komunistyczny świat sławił
"heroizm" Jane, jaki manifestowała swoją "antyimperialistyczną" i
antyamerykańską postawą. Jej twarz pokazywały wszystkie media, w sposób
szczególny zachwycała się nią komunistyczna prasa. Śliczna Jane flirtowała i
bawiła się z komunistycznym wrogiem, szczerząc zęby w uśmiechu na tle broni
Vietcongu, toteż Sowieci i północny Wietnam byli nią urzeczeni. Urzeczony był
także Tom Hayden. Krótko po teatrzyku, jaki odegrała Jane, jego małżeństwo się
zakończyło. Jane została jego drugą żoną.
W tym czasie nastąpił także koniec SDS. Rozpadła się ona na rywalizujące ze
sobą frakcje, z których najbardziej niesławną stała się działająca w Stanach
Zjednoczonych komunistyczna grupa terrorystów o nazwie Weathermen.
Od SDS do grupy Weathermen
Kluczowi przywódcy, którzy przeszli z SDS do grupy Weathermen, to: Bernardine
Dohrn, Bill Ayers, Jeff Jones, Michael Klonsky, Carl Davidson, John Jacobs,
Kathy Boudin i Mark Rudd.
Wśród prowodyrów w procesie przemiany z SDS w grupę Weathermen była
Bernardine Dohrn, urodzona jako Bernardine Ohrnstein w Milwaukee w stanie
Wisconsin w styczniu 1942 roku. Młoda panna Dohrn wychowała się na
przedmieściach, w środowisku klasy średniej. Prowadziła normalne życie
nastolatki, uczęszczała do liceum, była cheerleaderką, należała do klubu
tanecznego, działała w organizacjach społecznych, wydawała szkolną gazetkę.
Wyjechała z Milwaukee, aby podjąć naukę na uczelni. Studiowała prawo na
Uniwersytecie w Chicago, otrzymując dyplom licencjata i magistra prawa,
odpowiednio w 1963 i 1967 roku.
Kiedy zaczęła pracować w swoim zawodzie, zetknęła się z radykałami
komunistycznymi. Pracowała bowiem w Narodowej Gildii Prawników (National Lawyers
Guild), prawnym zapleczu Komunistycznej Partii USA (CPUSA). W 1967 r.
przyjechała do Nowego Jorku, aby podjąć pracę w Gildii. Dzięki temu
stowarzyszeniu wkroczyła na scenę krajowej polityki. Wkrótce okaże się, że
będzie ona jednym z głównych obecnych na tej scenie radykałów.
Dziewczyna ze środkowego wschodu była zakorzeniona w ruchu radykałów poprzez
kilka powiązań, które kierowały każdym jej ruchem od A do Z. Pierwszym z nich
był Jeff Jones, z którym chodziła na randki, zanim poderwał ją Bill Ayers.
Jones był nowojorskim "działaczem terenowym" SDS, głównym hersztem
radykalnych oddziałów w Columbii i Cornell, godnych spadkobierców radykalnych
profesorów z New York City i Itaki. Był on jednym z trzech działaczy SDS
zaproszonych do Hanoi w grudniu 1967 r. przez Wietnamską Unię Studentów. Od
Dohrn był młodszy o pięć lat. W 1969 r. wspólnie z Bernardine brał udział w
przynajmniej jednym incydencie, jaki amerykański Kongres określił mianem
"sprowokowanego przez SDS aktu przemocy bądź zachęcania do przemocy".
Innym młodym człowiekiem, który przypadł do gustu pannie Dohrn, był Bill Ayers,
który odbił Bernardine Jeffowi Jonesowi. W 1968 r. Ayers był jeszcze płotką, ale
uczył się szybko.
Ayers pochodził z Chicago. Czempion proletariatu wiedział, gdzie znaleźć
pieniądze. Jego ojciec Thomas Ayers był grubą rybą w świecie korporacyjnym, miał
udziały w rozmaitych kompaniach, fundacjach i na uniwersytetach. Stał na czele
Zarządu Commonwealth Edison w Chicago.
W czasie rewolucji 1968 r. młody Ayers był członkiem oddziału SDS w Ohio i
Michigan. Podobnie jak Hayden, był on studentem Uniwersytetu w Michigan
przygotowującym się do życia ideałami rewolucji.
Inni towarzysze byli zajęci agitowaniem na Uniwersytecie Columbia,
prawdopodobnie najgorszym amerykańskim uniwersytecie, jeśli chodzi o wpływy
komunistów i radykałów. Wśród nich najbardziej wpływowym człowiekiem był Mark
Rudd. Urodził się on jako Mark William Rudnitsky w Irvington w New Jersey w
czerwcu 1947 roku. Jego rodzice byli żydowskimi imigrantami z Polski i Litwy.
Rudd odnalazł swoje powołanie na Uniwersytecie Columbia, gdzie został szefem
uniwersyteckiego koła SDS. Udało mu się praktycznie zapalić tę uczelnię ogniem
rewolucji w czasie szokującej rewolty studenckiej w 1968 roku.
Tym młodym ludziom nie podobali się ani Demokraci, ani Republikanie. W tym
czasie amerykańskim prezydentem był Lyndon B. Johnson, stanowczo potępiany przez
nich z powodu wojny w Wietnamie. "Hey, hey, LBJ, how many kids did you kill
today?" ("Hej, hej, LBJ, ile dzieci dzisiaj zabiłeś?") – śpiewali towarzysze z
Uniwersytetu Columbia, kiedy szedł on Piątą Aleją z 91 na 72 Ulicę.
To było to, przeciwko czemu walczyli młodzi aparatczycy. Co było natomiast
tym, o co walczyli? Sporo z nich – a dokładnie: wielu liderów – wspierało
wrogów, popierali oni północny Wietnam i komunizm. Popierali Mao, Castro, Che,
Lenina, a niektórzy nawet Stalina. Bardzo niewielu z nich wywodziło się z klasy
pracującej. Większość z nich były to rozpieszczone, bogate dzieci, tzw. czerwone
pieluszki, dzieci żyjących na wysokim poziomie materialnym, gruntownie
wykształconych rodzin z Nowego Jorku i północnego wschodu.
Na Uniwerytecie Columbia, jak powie Rudd, uczęszczał on z wielką pasją na
spotkania SDS, urzeczony "pasjonującymi debatami prowadzonymi przez studentów
wyższych lat i absolwentów, którzy opowiadali o chińskiej rewolucji kulturalnej,
rewolucji kubańskiej, o naturze amerykańskiego społeczeństwa klasowego…
Wszyscy oni zgadzali się co do jednego rozwiązania: rewolucji marksistowskiej".
Inspirację znaleźli w liście Che Guevary, jaki tuż przed śmiercią w Boliwii
napisał na temat "niegasnącego boju". Che powiedział w nim: "Każda z naszych
akcji jest okrzykiem bojowym przeciw imperializmowi i hymnem na cześć ludzkości
zjednoczonej przeciwko największemu wrogowi rodzaju ludzkiego: Stanom
Zjednoczonym. Gdziekolwiek zaskoczy nas śmierć, powitajmy ją".
Mark Rudd i jego komunistyczni przyjaciele opłakiwali śmierć swojego
ukochanego Che. Od tej pory czcili go jako swojego "męczennika rewolucji i
świętego" (słowa Rudda), ogłaszając pogrzeb Stanów Zjednoczonych – "największego
wroga rodzaju ludzkiego".
To była ich religia, ich wiara. Che traktowali jak Jezusa Chrystusa:
"Podobnie jak chrześcijanin pragnie naśladować Chrystusa – napisze Rudd – gorąco
pragnąłem być rewolucjonistą takim jak Che, niezależnie od tego, jaką cenę
miałbym za to zapłacić".
Grupa Weathermen
Weathermen byli grupą jeszcze bardziej radykalną niż SDS. Rudd treściwie
podsumował cele powstania tej grupy: "Moi przyjaciele i ja stworzyliśmy
podziemną, rewolucyjną grupę partyzantów zwaną Weathermen, mającą za cel
obalenie przemocą rządu Stanów Zjednoczonych".
Może wydawać się niewiarygodne, że między tymi amerykańskimi studentami
znajdowali się staliniści, ale tak właśnie było. Według Rudda, do stalinistów
należał Mike Klonsky. Był on krajowym sekretarzem SDS. Siedzibą sekretariatu
było Chicago. Klonsky poglądy miał jeszcze bardziej lewackie niż Mark Rudd. Rudd
przywołuje spotkanie z 1969 r., kiedy Klonsky "kilka razy" powiedział mu, że
"Stalin jest nowatorski".
Członkowie grupy Weathermen promowali przemoc i szybko zeszli do podziemia,
tworząc grupę Weather Underground. W 1974 r. członkowie grupy opublikowali swój
manifest: "Pożar buszu: Polityka rewolucyjnego antyimperializmu". Stanowił on
"polityczne stanowisko grupy Weather Underground" i został podpisany przez
czterech członków Weather Underground: Billa Ayersa, Bernardine Dohrn, Jeffa
Jonesa i Celię Sojourn. Dedykowali oni swój manifest między innymi Sirhan
Sirhanowi, zabójcy Roberta F. Kennedy´ego.
"Jesteśmy organizacją partyzancką", wyjaśniali autorzy. "Jesteśmy kobietami i
mężczyznami komunizmu działającymi w podziemiu w Stanach Zjednoczonych od ponad
czterech lat".Dążenia młodych komunistów zawarte w manifeście brzmiały:
"Potrzebujemy rewolucyjnej partii komunistycznej po to, aby prowadzić walkę,
integrować działania i nadawać walce kierunek, zwiększać naszą siłę i budować
nowe społeczeństwo".
"Dopiero zaczęliśmy", kontynuowała czwórka fanatyków. Ślubowali oni: "Jedyne
możliwości to zwycięstwo albo śmierć". Ten "program rewolucyjny" był jedną z
"pilnych i palących potrzeb strategicznych". "Naszym celem – pisali – jest
obalenie władzy amerykańskiego imperializmu i unieszkodliwienie go".
Jeśli coś dotychczas nie byłoby jasne, jeżeli chodzi o nawoływanie do
przemocy, Weather Underground mówili jeszcze mocniej. Cytując "przesłanie Che",
w manifeście ślubowali: "Jedyną drogą do ostatecznego pokonania imperializmu i
zbudowania socjalizmu jest rewolucyjna wojna". Owa "wojna", jak zapowiadali
autorzy manifestu, "będzie długa i skomplikowana. Będzie wymagała prowadzenia
bitew masowych i bitew ukrytych, pokojowych i z użyciem siły. Bez walki zbrojnej
zwycięstwo nie jest możliwe".
Che Guevara stał się "chłopakiem z plakatu". Książka "Pożar buszu" zawierała
piękne ilustracje komunistycznego rewolucjonisty nadające mu boski rys. "Na
naszej półkuli", pisało czterech autorów, "Che Guevara zobowiązuje nas do tego,
abyśmy stworzyli dwa, trzy, wiele Wietnamów, do tego, żebyśmy obalili
amerykański imperializm… i otworzyli nowy front walki w obrębie samych Stanów
Zjednoczonych". Ten front został otwarty.
Ayers, Dohrn i Barack Obama
Weathermen byli gotowi stosować każdy rodzaj przemocy. W radykalizmie
przodowali zwłaszcza Bill Ayers i Bernardine Dohrn, dwoje najbardziej
hardkorowych członków Weather Underground. Ta dwójka przemierzała Amerykę jako
uciekinierzy poszukiwani i ścigani przez FBI.
Mimo to, co zaskakujące, żadne z nich nie spędziło ani jednego dnia w
więzieniu. Ich prawnicy ochraniali ich, co skłoniło Ayersa do wyznania później:
"Piekielnie winny i wolny jak ptak! Ameryka to wspaniały kraj!".
Do lat 80. zarówno Ayers, jak i Dohrn zamienili swoje życie uciekinierów na
pracę w salach wykładowych. Zostali profesorami i wzięli ślub.
Po uzyskaniu doktoratu w Kolegium Nauczycielskim Columbia Ayers zaangażował
się w Chicago w działalność polityczną i edukacyjną. I to właśnie tutaj miała
miejsce wymowna scena szczególnej polityki historycznej, kiedy to Ayers i jego
przyszła żona Dohrn otrzymali "polityczne namaszczenie" od radykalnej senator
stanu Illinois Alice Palmer.
Palmer reprezentowała w senacie stanu Illinois 13. dzielnicę Chicago. W 1995
r. jej celem stał się amerykański Kongres. W roli swojego następcy najchętniej
widziała młodego polityka ze stanu Illinois. Nazywał się Barack Obama.
Latem 1995 r. Palmer przyprowadziła Obamę do domu Billa Ayersa i Bernardine
Dohrn, gdzie dwoje byłych poszukiwanych dało mu swoje polityczne
błogosławieństwo.
To nie było ich jedyne spotkanie. Ayers i Obama pracowali razem na różnych
polach. Obaj byli członkami rady Fundacji Woodsa w Chicago, pracowali nad
"reformą szkolnictwa" poprzez Chicago Annenberg Challenge, pracowali przy panelu
dla młodych prawników organizowanym przez Michelle Obamę, występowali razem jako
mówcy podczas dyskusji panelowych odbywających się w Chicago, mieli wiele
obszarów wspólnych, wliczając w to związki z budzącymi niepokój postaciami,
takimi jak Rashid Khalidi, promowali się wzajemnie w książkach i artykułach, a
nawet na winietach książek, utrzymywali stosunki sąsiedzkie (dzieliły ich trzy
domy) i inne związki. Ich relacje miały charakter zarówno zawodowy, jak i
prywatny i były bardzo zróżnicowane.
11 września 2001
Oczy publiczności nie były szczególnie nakierowane na Ayersa aż do poranka 11
września 2001 r. – o ironio, strasznego dnia w historii Ameryki.
Tego właśnie poranka "New York Times" opublikował artykuł zatytułowany: "Nie
żałuję miłości do materiałów wybuchowych – protestujący przeciwko wojnie
opowiada o życiu z grupą Weathermen". Artykuł był poświęcony Billemu Ayersowi.
Otwierały go mrożące krew w żyłach słowa, tak bardzo złowieszcze w świetle tego,
co stało się tego ranka w Nowym Jorku. "Nie żałuję podkładania bomb" – mówił
nieprzejawiający skruchy Bill Ayers. "Czuję, że nie zrobiliśmy wszystkiego, co
można było zrobić".
Były członek SDS i uciekinier, członek Weather Underground rozmawiał z
reporterką "Timesa" Dinitią Smith w swoim dziewiętnastowiecznym domu w dzielnicy
Hyde Park w Chicago. Rozmawiała ona z Ayersem o jego najnowszej książce,
wspomnieniach, trafnie zatytułowanych "Dni ucieczki", która, o ironio, została
wydana we wrześniu 2001 roku.
W numerze "New York Timesa" z 11 września 2001 r., kiedy Nowy Jork i
Waszyngton skąpane były w dymie i krwi w wyniku zamachu, którego dokonali
zagraniczni terroryści, Ayers chwalił się swoim udziałem w podkładaniu bomb –
właśnie w Nowym Jorku i Waszyngtonie.
Poprzez stworzoną przez siebie sieć terroryzmu wewnątrzkrajowego Ayers wraz z
towarzyszami w 1970 r. podłożyli bomby pod kwaterę główną nowojorskiej policji –
atakując tych samych ludzi, którzy w chwili, kiedy ukazał się ten artykuł,
umierali, ponieważ poświęcili swoje życie, ratując niewinnych ludzi w budynkach
World Trade Center. Ayers i jego przyjaciele podłożyli bomby także w budynkach
Kapitolu w 1971 r., kiedy to Bernardine Dohrn przy współudziale jeszcze jednej
osoby podłożyła bombę w damskiej toalecie. W 1972 r. zaatakowali oni także
Pentagon.
Tak, Pentagon ucierpiał od bomb dwukrotnie: w 1972 r. za sprawą Billa Ayersa,
Bernardine Dohrn i ich sieci komunistycznych terrorystów-szaleńców oraz w dniu
ukazania się artykułu w 2001 r. przez Osamę bin Ladena i jego islamistycznych
terrorystów-szaleńców.
Dzień ataku na Pentagon w 1972 r. wywołuje u Ayersa idylliczne wspomnienia:
"Wszystko było absolutnie doskonałe tego dnia, kiedy zbombardowałem Pentagon",
powiedział Ayers na łamach "New York Timesa" 11 września 2001 roku. To był
piękny dzień – zupełnie jak poranek 11 września 2001 roku. To był doskonały
dzień na zbombardowanie Pentagonu.
Czy Bill Ayers zrobiłby to jeszcze raz?
"Nie mogę wykluczyć takiej możliwości" – powiedział Ayers reporterowi "Timesa".
Wyznał on, że wciąż żywi pewien sentyment do bomb, do ich "poezji i formy".
Ayers, pisał "Times", wciąż widzi poezję w "dzikiej eksplozji hałasu i koloru,
błysku, w świecach dymnych", a szczególnie w potężnych, głośnych wybuchach.
Na amerykańskiej ziemi nigdy nie było potężniejszego i głośniejszego wybuchu
niż ten z 11 września 2001 roku.
Postępowcy na Rzecz Obamy
Rola Billa Ayersa w otoczeniu Baracka Obamy wyszła na jaw w Stanach
Zjednoczonych w czasie kampanii prezydenckiej z 2008 r., kiedy to konserwatyści
usiłowali pokazać te związki, a liberałowie ze złością zamykali na nie oczy i
uszy.
Mniej zauważone było pojawienie się w 2008 r. grupy nazywanej Postępowcami na
Rzecz Obamy, która to grupa przypominała zebranie SDS z lat 60. Podczas gdy
postać Billa Ayersa została przypomniana opinii publicznej przez konserwatywnych
komentatorów, Postępowcy na Rzecz Obamy przeszli niezauważeni nawet przez
prawicę i zostali taktycznie zignorowani przez media głównego nurtu, które
służyły w przeważającej mierze jako nieoficjalne przedłużenie kampanii
prezydenckiej Obamy.
Na czele Postępowców na Rzecz Obamy stanął człowiek, który kiedyś przewodził
SDS: Tom Hayden. Był on jednym z czterech "członków założycieli" Postępowców na
Rzecz Obamy. Oprócz "członków założycieli" grupę tę poparło 94
"intelektualistów", takich jak Mark Rudd, Carl Davidson, Jane Fonda, członkowie
rodziny Michaela Klonsky´ego i inni. Uniwersytet Columbia oczywiście także był
reprezentowany. Jeśli nawet nie przez samego Rudda, który w pewnym momencie
przestał utrzymywać z nim związki, to poprzez reprezentantów obecnej kadry,
takich jak Todd Gitlin, były lider SDS, który dzisiaj jest profesorem
dziennikarstwa, socjologii oraz zasiada w katedrze uniwersyteckiego programu z
dziedziny komunikacji.
Nie ma przesady w stwierdzeniu, że lista Postępowców na Rzecz Obamy
przypomina listę członków SDS wzywanych w celu złożenia zeznań za prowadzenie
działalności wywrotowej w latach 60. i że nazwiska te przewijają się w
dokumentach amerykańskiego Kongresu z grudnia 1969 r. poświęconych działalności
SDS.
***
Wiele jeszcze można by było powiedzieć o związkach Baracka Obamy
z radykałami. Informacje zawarte w tym artykule to zaledwie wierzchołek góry
lodowej. Nie ma na przykład informacji o hawajskim mentorze Obamy Franku
Marshallu Davisie, który był pełnoprawnym członkiem Komunistycznej Partii USA
(nr legitymacji partyjnej – 47544). Podobnie nie wspomniałem o pastorze
Jeremiaszu Wrighcie, heretyku, bluźniercy i głosicielu bredni. Na temat związków
Obamy z radykałami można by napisać całą serię książek.
Żaden prezydent nie miał do tej pory podobnych związków z
ekstremistami. Nigdy dotąd w amerykańskiej historii obywatele Stanów
Zjednoczonych nie wybierali na prezydenta człowieka z równie niepokojącego
otoczenia. W wielu wymiarach Obama rzeczywiście przełamał schemat…
Paul Kengor politolog, Grove City College, Pensylwania
tłum. Agnieszka Żurek
