Lewica i Demokraci – nowi „starzy znajomi”
VADEMECUM WYBORCZE
Choć nazwa nowa, w rzeczywistości ugrupowanie Lewica i Demokraci (LiD) tworzą „starzy znajomi”. Jest to koalicja czterech partii politycznych o centrolewicowym charakterze. W jej skład wchodzą: Sojusz Lewicy Demokratycznej (SLD), Socjaldemokracja Polska (SDPL), Partia Demokratyczna-demokraci. pl (PD) i Unia Pracy (UP). Są to więc ugrupowania, które w naszym kraju funkcjonują od początku transformacji ustrojowej i których korzenie sięgają wielu lat wstecz.
Choć nazwa nowa, w rzeczywistości ugrupowanie Lewica i Demokraci (LiD) tworzą „starzy znajomi”. Jest to koalicja czterech partii politycznych o centrolewicowym charakterze. W jej skład wchodzą: Sojusz Lewicy Demokratycznej (SLD), Socjaldemokracja Polska (SDPL), Partia Demokratyczna-demokraci. pl (PD) i Unia Pracy (UP). Są to więc ugrupowania, które w naszym kraju funkcjonują od początku transformacji ustrojowej i których korzenie sięgają wielu lat wstecz.
Na polskiej scenie politycznej wystąpiły pod nazwą LiD we wrześniu 2006 r., a więc przed odbywającymi się wówczas wyborami samorządowymi. Z czasem koalicja wyborcza nabrała trwalszego charakteru, za sprawą powołania w styczniu 2007 r. wspólnej Rady Programowej. W związku z najbliższymi wyborami parlamentarnymi Rada przekształciła się latem 2007 r. w komitet wyborczy, w którego skład weszli liderzy poszczególnych formacji: Wojciech Olejniczak, Marek Borowski, Janusz Onyszkiewicz oraz Waldemar Witkowski. Na jego czele stanął formalnie bezpartyjny, ale jednoznacznie kojarzony z formacją, były prezydent Aleksander Kwaśniewski.
Swojska twarz kampanii
Został on twarzą medialną kampanii LiD-u, mającą za zadanie przyciągnąć jak największą rzeszę wyborców. W zamyśle sugerowano się zapewne wciąż wysokim poziomem zaufania i sympatii, jakie były prezydent uzyskiwał w sondażach opinii społecznej. Nadal bowiem spora rzesza polskiego społeczeństwa pozytywnie ocenia Aleksandra Kwaśniewskiego, pomimo wielu wpadek, jakich się dopuścił w trakcie 10-letniego okresu sprawowania urzędu prezydenta Polski.
Ta sympatia jest swoistym fenomenem, tym bardziej że kilka razy udowodniono Kwaśniewskiemu zwyczajne kłamstwo. Można tu przypomnieć chociażby sprawę bezprawnego posługiwania się tytułem magistra i deklarowania wyższego wykształcenia czy też wypierania się znajomości z sowieckim dyplomatą i szpiegiem Władimirem Ałganowem. Odrębną rzeczą było skandaliczne zachowanie Kwaśniewskiego w trakcie wizyty w Charkowie, gdy będąc pod wpływem alkoholu, uparcie twierdził, iż jest to efekt spożycia lekarstwa na bolącą goleń.
Wydarzenia ostatnich dni dostarczają nam nowych faktów pozwalających domniemywać, że były prezydent ma poważny problem alkoholowy. Zapewne sprawa słynnego już wykładu dla studentów we Lwowie oraz wizyta w Szczecinie sprzed kilku dni – były dla pozostałych liderów LiD przykrą niespodzianką, gdyż nie o taką „twarz kampanii” im chodziło. Wątpliwości w tym przypadku w żaden sposób nie może rozwiać mętne tłumaczenie, jakoby owo „swoiste” zachowanie spowodowane było działaniem lekarstw na dolegliwość, której Aleksander Kwaśniewski miał się nabawić podczas wizyty na Filipinach w okresie pory monsunowej. Wątpliwości rozwiałoby ujawnienie nazw tychże lekarstw – jednakże tego były prezydent nie chce uczynić, zasłaniając się prywatnością. Taka postawa tylko wzmaga podejrzenia. Jako wytrawny polityk powinien on dobrze wiedzieć, iż w przypadku osób publicznych sfera prywatna jest bardzo ograniczona i również podlega ocenie mediów i opinii społecznej. Ludzie mają prawo oczekiwać precyzyjniejszych wyjaśnień, w tym nawet w tak osobistej kwestii jak ujawnienie charakteru dolegliwości, gdyż to rozwiewa wiele znaków zapytania. Dobrym przykładem niech będzie tutaj obecny minister zdrowia Zbigniew Religa, który ujawnił fakt leczenia nowotworu. Dzięki temu uniknął oskarżeń o ewentualne niewłaściwe pełnienie obowiązków i absencję w pracy (spowodowaną na przykład koniecznymi wizytami w szpitalu) – które zapewne pojawiłyby się na łamach części mediów żądnych taniej sensacji.
Okrągły Stół łączy bieguny
Sprawą, której nie można pominąć, jest geneza koalicji LiD. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, iż tworzą ją ugrupowania o skrajnie odmiennych postawach. Dotyczy to zwłaszcza dwóch podmiotów. Z jednej strony bowiem mamy do czynienia z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, a więc ugrupowaniem postkomunistycznym, będącym w prostej linii spadkobiercą Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Można z całą stanowczością tak stwierdzić, pomimo niewątpliwego oburzenia, jakie wywołają te słowa u obecnego lidera ugrupowania – Wojciecha Olejniczaka, reprezentującego już młode pokolenie polskich polityków i firmującego odnowione oblicze formacji. Nie należy jednakże zapominać o aktywności w ugrupowaniu nadal licznej rzeszy dawnych działaczy partyjnych, którzy już może nie w pierwszym szeregu, ale nadal odgrywają znaczącą rolę.
Z drugiej strony, w koalicji występuje również Partia Demokratyczna-demokraci.pl, która jest kontynuatorką Unii Wolności, a więc formacji postsolidarnościowej, w ramach której wielu członków działało w opozycji przed 1989 rokiem. Jak w takim układzie mogło dojść do współpracy tych dwóch, wydawałoby się radykalnie skrajnych ugrupowań? Łączy je mianowicie jedno wydarzenie – rozmowy Okrągłego Stołu z lutego-kwietnia 1989 roku. Obydwie partie akceptują zawarte wówczas porozumienie pomiędzy stroną rządową a opozycją i uważają je za historyczny sukces.
Sojusz z przystawkami
Przejdźmy teraz do analizy i oceny programu politycznego Lewicy i Demokratów. Jego podstawę tworzą trzy elementy. Chronologicznie pierwszym jest deklaracja programowa „Polska Przyjazna i Nowoczesna” z czerwca 2007 roku. Szczegółowy program wyborczy przygotowany z myślą o aktualnie toczącej się kampanii zaprezentowany został we wrześniu bieżącego roku i nazwany został: „Nowa Polityka, Nowa Nadzieja”. Na jego bazie kilka tygodni temu LiD zaprezentował syntetyczny zbiór haseł, poglądów i propozycji o nazwie „100 konkretów”, mających przybliżyć wyborcom poglądy formacji i jej stanowisko odnośnie do najważniejszych kwestii społeczno-politycznych.
Należy sobie zadać pytanie – na ile jest to program wszystkich czterech ugrupowań wchodzących w skład koalicji? Sądzić należy, iż dominującą rolę przy jego tworzeniu odgrywał Sojusz Lewicy Demokratycznej. Jest to bowiem ugrupowanie absolutnie dominujące w tym układzie. Wynika to z racji olbrzymiej przewagi liczebnej nad pozostałymi trzema partiami. SLD liczy bowiem 72 tys. członków. Pozostałe formacje posiadają znacznie mniej członków (Socjaldemokracja Polska – ok. 4 tys., Partia Demokratyczna-demokraci. pl – ok. 1,8 tys., Unia Pracy – ok. 4 tys.). Dane mówią same za siebie. W takim układzie nie może być wątpliwości, które ugrupowanie nadaje ton. Dodatkowo jeszcze sprzyja temu fakt, iż SLD jest aktualnie jedyną formacją spośród koalicjantów, której przedstawiciele zasiadają w parlamencie. Oczywiście jest też najzamożniejszym „elementem” grupy, gdyż otrzymuje środki finansowe z budżetu państwa, które przysługują wszystkim partiom politycznym, jakie w wyborach uzyskały co najmniej 3 proc. ważnie oddanych głosów w skali kraju (z tego względu subwencję otrzymuje również SDPL, jednakże odpowiednio mniejszej wysokości, albowiem w wyborach odbytych jesienią 2005 r. Sojusz Lewicy Demokratycznej uzyskał 11,31 proc. głosów, natomiast Socjaldemokracja Polska – 3,89 proc.).
Analiza programu wyborczego LiD
Koalicja LiD powstała w celu odzyskania poparcia społecznego przez polską lewicę, utraconego w ostatnich wyborach na rzecz polskiej prawicy i centroprawicy. Dlatego też poddając analizie program wyborczy koalicji „Nowa Polityka, Nowa Nadzieja”, już na pierwszy rzut oka zwraca uwagę olbrzymia dawka krytycyzmu serwowana wobec aktualnie rządzącego ugrupowania – Prawa i Sprawiedliwości. Na wstępie miażdżącej krytyce poddany został okres rządów koalicji PiS – Samoobrona – Liga Polskich Rodzin. Autorzy programu m.in. ogłaszają całkowite bankructwo idei „IV Rzeczypospolitej” oraz hasła „państwa solidarnego”, twierdząc, iż dotychczasowe rządy doprowadziły do podzielenia społeczeństwa. Politycy LiD nie dostrzegają absolutnie żadnych sukcesów obecnego rządu – nawet dobrą sytuację gospodarczą tłumaczą decyzjami podjętymi przez wcześniejsze ekipy rządowe oraz faktem przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Najbardziej kuriozalnym zarzutem jest oskarżenie liderów PiS o wprowadzenie „autorytarnego stylu rządzenia”.
Dalsza część programu zawiera 10 rozdziałów, w których zawarte są propozycje zmian w różnych sferach życia społeczno-politycznego i gospodarczego. Charakterystycznym elementem jest to, iż każdy rozdział składa się z diagnozy aktualnej sytuacji w danej dziedzinie. Jak można się domyślać, diagnoza ta za każdym razem według ekspertów LiD wypada negatywnie dla aktualnie rządzących. Szczególnie mocno krytykowana jest obecna polityka zagraniczna Polski.
W zwięzłej formie program LiD zaprezentowany został w opracowaniu pod nazwą „100 konkretów”. Owe sto propozycji pogrupowano w 14 działów. Przypatrując się ich uszeregowaniu z politologicznego punktu widzenia, możemy zauważyć klasyczne lewicowe podejście do prezentowanych spraw. Otóż na pierwszych miejscach znajdują się działy dotyczące szeroko pojętej sfery socjalnej, takie jak: ochrona zdrowia, bezpieczeństwo socjalne, edukacja. Kolejne miejsca zajmują zagadnienia bezpieczeństwa wewnętrznego oraz propozycje z zakresu rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Dopiero po tym wszystkim mamy hasła odnoszące się do kwestii gospodarczych. We wstępie do programu możemy się dopatrzyć również innych charakterystycznych dla lewicy postulatów, a mianowicie rozdziału Kościoła od państwa, jak i deklaracji powstrzymania się przed obniżaniem progów podatkowych (co ewidentnie świadczy o sprzeciwie wobec wprowadzenia podatku liniowego i chęci utrzymania podatku progresywnego).
Najciekawsze postulaty
Pierwsza grupa postulatów dotyczy służby zdrowia. Już na pierwszy rzut oka wydają się one niezbyt konkretne. LiD mówi bowiem o racjonalizacji służby zdrowia, skróceniu czasu wizyty u specjalisty, zwiększeniu liczby miejsc na uczelniach medycznych – a więc o rzeczach, pod którymi mogłoby się podpisać wiele ugrupowań. Dość podobnie wygląda sprawa w przypadku sfery bezpieczeństwa socjalnego. W tym miejscu mamy do czynienia z dużą liczbę obietnic, m.in.: stworzenie Narodowego Programu Walki z Ubóstwem, dodatki mieszkaniowe, odpowiednia waloryzacja rent i emerytur, podnoszenie płacy minimalnej. Bardzo ciekawie wyglądają deklaracje odnośnie do zmian w edukacji. Obok zagadnień oczywistych (informatyzacja szkół, wsparcie rozwoju wyższych uczelni, rozwinięcie zakresu zajęć pozalekcyjnych) – jest tam kilka haseł, na które szczególnie należy zwrócić uwagę. Pierwsze to „lekcje oświaty seksualnej” – jednakże bez skonkretyzowania, na czym miałyby polegać. Druga sprawa to przesunięcie o rok wcześniej granicy obowiązku szkolnego („pięciolatki do zerówki, sześciolatki do pierwszej klasy”) oraz ściśle powiązany z tym postulat czteroletniego liceum (obecnie jest trzyletnie). Można śmiało stwierdzić, iż owe z pozoru niewinne propozycje zapowiadają kolejną rewolucję w polskiej oświacie. Należy się głęboko zastanowić, czy jest ona społeczeństwu, a szczególnie uczniom i nauczycielom potrzebna?
W panelu odnoszącym się do kwestii bezpieczeństwa, szczególną uwagę zwracają obietnice zwiększania liczby etatów w Państwowej Straży Pożarnej (o 5 tys.), policji – a także przyspieszenie profesjonalizacji w Wojsku Polskim (o 4 tys. szeregowych zawodowych i podoficerów rocznie). Te zamierzenia już teraz wydają się zupełnie niewykonalne. Powód jest prozaiczny – brakuje chętnych do służby, gdyż młodzi Polacy masowo wyjeżdżają za granicę lub też poszukują w kraju lepiej płatnej pracy, o którą obecnie coraz łatwiej, gdy się jest wykształconym fachowcem (a należy zakładać, iż takimi osobami interesują się owe formacje). W tym miejscu wspomnieć należy o deklaracji, którą ewidentnie zakwalifikować można do kategorii „kiełbasa wyborcza” – mianowicie chodzi o zasugerowanie, że możliwe jest wycofanie polskich oddziałów wojskowych z Iraku do końca 2007 roku. Powiedzmy sobie wprost – to zupełna mrzonka! Ten postulat jest niemożliwy do spełnienia w podanym terminie.
Bardzo rozbudowany jest dział pod nazwą „Polska Demokratyczna, Praworządna, Ponadpartyjna”. Zawiera on propozycje, o których liderzy LiD często mówią – tym samym nie ma potrzeby ponownego ich przypominania (np. komisja śledcza w sprawie śmierci Barbary Blidy, likwidacja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, uchwalenie Karty Standardów Politycznych, itp.). Chciałbym zwrócić uwagę tylko na jeden postulat. Dotyczy on likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej i przekazania dokumentów tam zgromadzonych do archiwów państwowych. Jest to rzecz zupełnie karygodna. Właśnie dzięki takiemu stanowisku odnieść można nieodparte wrażenie, iż za plecami liderów młodego pokolenia LiD cały czas czają się dawni aparatczycy PZPR. Likwidacja IPN oznacza bowiem nic innego, jak celową chęć sparaliżowania na okres wielu lat badań nad dziejami PRL. Tyle bez wątpienia potrwałby techniczny proces ponownego przenoszenia dokumentów archiwalnych w nowe miejsca. Kogo ma to chronić – można się domyślać.
Pozostając w tematyce „propozycji niegodnych” – nie można w tym miejscu nie wspomnieć o innym postulacie umieszczonym w dziale dotyczącym równego statusu kobiet i mężczyzn. Liderzy LiD proponują przeprowadzenie w Polsce ogólnonarodowego referendum w sprawie liberalizacji ustawy o planowaniu rodziny. Myślę, że to nie wymaga żadnego komentarza!
Zaprezentowana w powyższym streszczeniu wyborczych propozycji programowych koalicji Lewicy i Demokratów mnogość obietnic socjalnych wymaga znalezienia środków na ich finansowanie. Niestety, w dziale dotyczącym budżetu i gospodarki nie znajdujemy odpowiedzi, skąd na to wszystko wziąć pieniądze. Do tego nie wystarczy bowiem deklarowane zamrożenie obniżania stawek podatkowych. Tak więc mamy dużo pytań bez odpowiedzi. Tym bardziej że LiD (jak zresztą pozostałe partie) zapewnia, iż jak tylko zdobędzie władzę, to nagle niemalże „w cudowny sposób” przyspieszy program budowy autostrad oraz przygotowania do mistrzostw Europy w piłce nożnej – EURO 2012. Spełnienia tych dwóch ostatnich postulatów szczerze życzę wszystkim ugrupowaniom na polskiej scenie politycznej – także i LiD-owi!
Krótkie sylwetki liderów
Aleksander Kwaśniewski – urodzony w 1954 r. w Białogardzie. Już jako student Uniwersytetu Gdańskiego był aktywistą młodzieżowych organizacji socjalistycznych. Od 1977 r., aż do rozwiązania formacji (w 1990 r.), był członkiem PZPR. Mało znany jest jego epizod w zawodzie dziennikarza. W 1979 roku Komitet Centralny PZPR wysłał go na roczny kurs dziennikarstwa na MGIMO (Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych), czyli elitarną uczelnię będącą kuźnią kadr sowieckiej dyplomacji (ale i kształcącej także „pod przykrywką dyplomatów” kadry na potrzeby sowieckich służb wywiadowczych KGB i GRU). Właśnie po ukończeniu tego kursu i powrocie do Polski kariera polityczna młodego działacza potoczyła się bardzo szybko. Na początku lat 80. został redaktorem naczelnym studenckiego pisma „Itd”, a następnie redaktorem naczelnym młodzieżowej gazety „Sztandar Młodych”. W 1985 roku został ministrem bez teki, członkiem Rady Ministrów w rządzie Zbigniewa Messnera. W latach 1988-1989 w rządzie Mieczysława Rakowskiego był ministrem kultury fizycznej i sportu.
Po rozwiązaniu PZPR wraz z Leszkiem Millerem współtworzył nową formację lewicową (postkomunistyczną) – Socjaldemokrację Rzeczypospolitej Polskiej. Partia ta po wyborach do Sejmu w 1991 r. była główną siłą klubu parlamentarnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej (Aleksander Kwaśniewski był przewodniczącym klubu SLD w Sejmie I i II kadencji). Po wygraniu przez koalicję SLD wyborów w 1993 r. odmówił objęcia funkcji premiera, wskazując na to miejsce przewodniczącego współkoalicyjnej partii Polskie Stronnictwo Ludowe – Waldemara Pawlaka. Stanowiło to bardzo sprytne posunięcie. Bezsprzecznie był to wynik kalkulacji politycznej, już wówczas bowiem myśląc o ewentualnej prezydenturze, bał się niewątpliwej utraty popularności, która w polskich warunkach jest zazwyczaj nieodłącznym haraczem płaconym za sprawowanie urzędu szefa rządu. Wydaje się, że opisany powyżej epizod dobrze oddaje jedną z cech charakteru Kwaśniewskiego – unikanie prawdziwej odpowiedzialności i elastyczne dopasowywanie się do sytuacji politycznej.
Należy przyznać, iż Kwaśniewski jest osobą medialną, dobrze wypadającą na ekranach telewizorów. Jest także człowiekiem komunikatywnym, a przy tym potrafiącym zachować zimną krew. To niewątpliwie ułatwiło mu konfrontację z kontrkandydatem na urząd głowy państwa w 1995 r. – Lechem Wałęsą, który (jako człowiek bardzo porywczy) dał się wyprowadzić z równowagi w trakcie debaty telewizyjnej przed drugą turą wyborów, co być może przesądziło o wyniku. W 2000 r. Kwaśniewski ponownie został wybrany na urząd prezydenta. Wybory wygrał już w pierwszej turze – to jedyny taki przypadek w najnowszej historii Polski. Jego 10-letnia podwójna kadencja była najdłuższym okresem sprawowania urzędu w historii III Rzeczypospolitej. Jako prezydent złożył legitymację członkowską Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej – i od tej pory występuje jako osoba bezpartyjna.
Wojciech Olejniczak – lider SLD; urodził się w 1974 r. w Łowiczu. Należy do najmłodszego pokolenia polskich polityków, którzy nie byli uwikłani w system PRL i wydarzenia lat 80. XX w., gdyż zostali wychowani i ukształtowani już w okresie transformacji ustrojowej. Ukończył studia na Wydziale Ekonomiczno-Rolniczym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, tam też ostatnio obronił doktorat (w lipcu 2007 r.). Podczas studiów był przewodniczącym parlamentu studenckiego. W 2000 roku został członkiem sztabu wyborczego Aleksandra Kwaśniewskiego. Od tego momentu rozpoczęła się błyskotliwa kariera młodego polityka – został bowiem protegowanym prezydenta. Wystartował w wyborach do parlamentu IV kadencji i od 2001 r. do dziś pozostaje posłem. Za rządów Leszka Millera w 2003 r. został wiceministrem rolnictwa i rozwoju wsi, a po kilku miesiącach ministrem, zastępując na tym stanowisku Adama Tańskiego. Utrzymał funkcję także w gabinecie Marka Belki.
Końcówka IV kadencji parlamentu to okres szczególnych zawirowań w SLD. W wyniku ujawniania kolejnych afer korupcyjnych notowania formacji gwałtownie spadały. Winą za sytuację zaczęto obciążać dotychczasowych liderów partii, którzy wywodzili się jeszcze z dawnych struktur PZPR – takich jak: Leszek Miller czy Józef Oleksy. Partia poddana została presji odnośnie do zmiany pokoleniowej i odsunięcia od kierowniczych stanowisk dotychczasowych liderów na rzecz młodego pokolenia działaczy. Taka taktyka miała pokazać społeczeństwu nowe oblicze partii. Rozwiązanie to popierał prezydent Aleksander Kwaśniewski, formalnie bezpartyjny, ale nadal posiadający duże wpływy w dawnym ugrupowaniu. W ten sposób przed Wojciechem Olejniczakiem otwarta została furtka na same szczyty władzy. W maju 2005 r. został przewodniczącym SLD – pierwszym, który nigdy wcześniej nie należał do PZPR. Wydaje się, że ta kosmetyka pozwoliła ugrupowaniu uratować skórę. W jesiennych wyborach parlamentarnych w 2005 r., SLD dostał się do Sejmu jako czwarta siła polityczna. Wojciech Olejniczak został wybrany wicemarszałkiem izby niższej.
Marek Borowski – lider SDPL; urodził się w 1946 r. w Warszawie. Z wykształcenia jest ekonomistą, absolwentem Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (dzisiejszej Szkoły Głównej Handlowej) – w specjalności międzynarodowe stosunki gospodarcze. Brał czynny udział w protestach studenckich w marcu 1968 roku. Za to spotkały go sankcje ze strony ówczesnych władz, m.in. został usunięty z PZPR, do której należał od 1967 r., otrzymał zakaz wyjazdu za granicę i pracy w handlu zagranicznym. Po tym wszystkim zmuszony był podjąć pracę jako zwykły sprzedawca w Domach Towarowych Centrum. Z czasem sankcje uchylono, dzięki czemu wyjechał na dwuletni staż do Francji, a w 1975 r. ponownie wstąpił do PZPR, w której pozostał aż do jej rozwiązania. W latach 80. pracował na różnych stanowiskach w ministerstwie rynku wewnętrznego. W 1990 roku był jednym z założycieli Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej, a następnie Sojuszu Lewicy Demokratycznej. W tym okresie pełnił wiele ważnych funkcji państwowych. Był wicepremierem i ministrem finansów w rządzie Waldemara Pawlaka, szefem Urzędu Rady Ministrów w rządzie Józefa Oleksego, a także marszałkiem Sejmu w parlamencie IV kadencji (w latach 2001-2004). Był to okres rządów premiera Leszka Millera. Pod koniec kadencji jego ekipa zaczęła gwałtownie tracić poparcie społeczne, wpływ na to miało ujawnienie afer, w które zamieszani byli działacze rządzącego SLD (afera Rywina, starachowicka, posła Pęczaka). Niespodziewanie SLD znalazł się na granicy progu wyborczego. Marek Borowski wykorzystał ten trudny moment i wraz z częścią działaczy SLD założył nowe ugrupowanie lewicowe o nazwie – Socjaldemokracja Polska. Nowa partia odcięła się od niedawnych towarzyszy, przez co wielu działaczy SLD uznało jej lidera za zdrajcę i oskarżało o „ucieczkę z tonącego okrętu”. Ostatecznie formacja wbrew początkowym korzystnym sondażom nie odniosła sukcesu. W wyborach w 2005 r. SDPL nie weszło do parlamentu. Samemu Markowi Borowskiemu nie powiodło się także w wyborach prezydenckich, które odbywały się w tym samym czasie co parlamentarne, gdyż odpadł w pierwszej rundzie. Jednak nie zrezygnował z polityki. Po tych porażkach skłócone dotychczas partie lewicowe postawiły na wspólne porozumienie, czego efektem było zawiązanie przed wyborami samorządowymi w 2006 r. koalicji Lewica i Demokraci. Marek Borowski wystartował jako kandydat na prezydenta Warszawy, zajmując trzecie miejsce.
Janusz Onyszkiewicz – lider Partii Demokratycznej-demokraci. pl; urodził się w 1937 r. we Lwowie. Ukończył Wydział Matematyki na Uniwersytecie Warszawskim, od lat 60. był pracownikiem naukowym (posiada stopień doktora). Często wykładał gościnnie na zagranicznych uniwersytetach. W roku 1980 był jednym z założycieli Regionu Mazowsze NSZZ „Solidarność”, gdzie pełnił m.in. funkcję rzecznika prasowego. Po wprowadzeniu stanu wojennego został internowany. Po wyjściu na wolność nie zaprzestał działalności opozycyjnej, przez co był wielokrotnie aresztowany. W 1990 roku uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu. Wiosną 1990 roku został pierwszym cywilnym wiceministrem obrony narodowej (rząd Tadeusza Mazowieckiego). Jako poseł Sejmu kontraktowego, początkowo zasiadał w Obywatelskim Klubie Parlamentarnym, później związał się z Unią Demokratyczną i Unią Wolności. Onyszkiewicz był dwukrotnie ministrem obrony narodowej: w rządzie Hanny Suchockiej i w gabinecie Jerzego Buzka. W 2004 roku został europarlamentarzystą; w latach 2004-2007 pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego. W marcu 2006 r. został przewodniczącym Partii Demokratycznej-demokraci. pl.
Waldemar Witkowski – przewodniczący Unii Pracy; urodził się w 1953 r. w Poznaniu. To najmniej znany polityk pośród liderów LiD. Jest kolejnym „elektrykiem” na polskiej scenie politycznej. Ukończył bowiem studia na Wydziale Elektrycznym Politechniki Poznańskiej. Pod koniec lat 70. podjął tam również pracę w charakterze naukowym. W roku 1985 został prezesem Spółdzielni Pracy „Akademik” w Poznaniu. Funkcję tę pełnił aż do 2001 roku. Równolegle od 1992 r. był prezesem zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej im. Hipolita Cegielskiego. Z tego tytułu uważany jest za eksperta w zakresie problematyki spółdzielczości. W latach 1975-1990 należał PZPR. Po rozwiązaniu partii, od momentu powstania (1992 r.) związał się z Unią Pracy – formacją, której ambicją było skupienie ludzi o lewicowych poglądach, niezależnie od wcześniejszego życiorysu (czy to solidarnościowego, czy też PZPR-owskiego). Pełnił liczne funkcje w jej strukturach na szczeblu wojewódzkim. Był honorowym członkiem sztabu wyborczego Aleksandra Kwaśniewskiego w kampanii prezydenckiej w 2000 roku. Nie był posłem, senatorem, ani też nie zasiadał w żadnym z dotychczasowych lewicowych rządów, jedynie w latach 2001-2005 był wicewojewodą wielkopolskim. Na ogólnopolskiej scenie politycznej pojawił się w lutym 2006 r., gdy został wybrany na przewodniczącego Unii Pracy. Zastąpił na tym stanowisku Izabelę Jarugę-Nowacką. Pomimo to nie jest osobą rozpoznawalną ani powszechnie znaną polskiej opinii publicznej.
