Łapy chcą pracować
Czy sądowa decyzja pogrzebie nadzieje na uratowanie 150-letniego
zakładu pracy? Sąd Rejonowy w Białymstoku oddalił wniosek Zakładów Naprawczych
Taboru Kolejowego w Łapach o zmianę sposobu prowadzenia postępowania
upadłościowego z likwidacyjnego na układowy. Decyzja przekreśla wszystkie
prowadzone intensywnie od dwóch miesięcy przez nowy zarząd firmy działania
zmierzające do wznowienia produkcji. Zarząd spółki jest zaskoczony, tym bardziej
że, jak twierdzi, ma zamówienia na produkcję i remonty wagonów od poważnych firm
z branży kolejowej. A nawet oferty wniesienia nowego kapitał.
Plany ratowania zakładu legły w gruzach, kiedy białostocki sąd nie zdecydował
się na zmianę formy upadłości. „Sąd oddalił wniosek Zarządu ZNTK Łapy o zmianę
sposobu prowadzenia postępowania upadłościowego z postępowania obejmującego
likwidację majątku dłużnika na postępowanie z możliwością zawarcia układu,
ponieważ nie znalazł podstaw faktycznych i prawnych do zmiany sposobu
prowadzenia postępowania upadłościowego. Wskazane orzeczenie zostało wydane na
posiedzeniu niejawnym, jest prawomocne i niezaskarżalne” – taką informację
otrzymaliśmy z Biura Prasowego Sądu Rejonowego w Białymstoku. Decyzja sądu była
dla szefostwa ZNTK zaskoczeniem. – Nie spodziewałam się takiego werdyktu. To dla
mnie kompletne zaskoczenie. Uważam, że były podstawy do tego, żeby wydać opinię
pozytywną – powiedziała nam Agata Ciok, prezes zarządu ZNTK w Łapach. – Kiedy
chciałam telefonicznie uzyskać szersze uzasadnienie decyzji sądu, w jego
sekretariacie usłyszałam, że decyzja nie posiada takiego uzasadnienia. Czekam
więc, że otrzymam ją na piśmie, wtedy będę mogła się z nią zapoznać i się do
niej odnieść – dodaje. Prezes nie wie jeszcze, co zadecyduje zarząd. – Na
podjęcie dalszych kroków potrzeba czasu. Skonsultuję się ze specjalistami i
prawnikami, o zaistniałej sytuacji będziemy rozmawiać na najbliższym posiedzeniu
zarządu firmy – poinformowała Agata Ciok. Sąd, podejmując decyzję w sprawie
ZNTK, nie kierował się raczej opiniami największych wierzycieli firmy (gmina
Łapy, urząd skarbowy i ZUS), którzy zgodzili się na zmianę formy upadłości i
regulację długu w ratach. – Rozmawiałam z wierzycielami i oni zapewniali mnie,
że pozytywnie odniosą się w sądzie do zmiany upadłości – mówi Ciok. Na upadłość
układową zgodził się m.in. Roman Czepe, burmistrz Łap. – Na piśmie przekazaliśmy
sądowi naszą zgodę na zmianę formy upadłości. Żałuję więc, że do tego nie
doszło. Co prawda zauważaliśmy pewne wady wniosku sporządzonego przez zarząd,
ale naszym zdaniem, przy podejmowaniu tej decyzji powinna raczej zadecydować
waga społeczna sprawy. W naszej opinii, powinno się dać zarządowi szansę –
powiedział nam Czepe. Burmistrz Łap wierzy jednak, że to jeszcze nie koniec
zakładów ze 150-letnią tradycją. – Jeżeli, jak twierdzi zarząd, pojawili się
poważni kontrahenci z branży kolejowej, to być może jest nadzieja, że teraz będą
oni chcieli stać się nabywcami upadłego zakładu. Mogłoby do tego dojść, gdyby
syndyk sprzedał wszystko, co zbędne, a w całości zachował całą część produkcyjną
firmy – dodaje.
Do takiego właśnie kierunku sprzedaży majątku firmy przyznaje
się jego syndyk. – Priorytetem licytacji jest taka sprzedaż majątku ZNTK, aby
mogły się tam odbywać naprawa i produkcja wagonów – mówi Alina Sobolewska,
syndyk masy upadłościowej ZNTK w Łapach. Jednak na razie zakład jest w stanie
likwidacji. Przeprowadzona kilka tygodni temu próba sprzedaży części majątku
firmy nie przyniosła żadnych rezultatów, ponieważ nie znaleźli się chętni kupcy.
Syndyk wyznaczył właśnie kolejny termin licytacji na 3 marca. Wartość całego
majątku upadłych ZNTK Łapy SA oszacowano na 58 mln zł, z czego główny zakład z
halami i maszynami – na 45 mln złotych.
Pozornie walka toczyła się o
niewiele, bo o zmianę jednego słowa opisującego formę upadłości, ale w
rzeczywistości stawka jest ogromna. Gdyby sąd zgodził się na upadłość układową,
zakład mógłby podpisywać kontrakty na produkcję i remonty wagonów, mógłby
zatrudniać pracowników – krótko mówiąc – byłby w stanie wznowić produkcję. A z
informacji przekazanych „Naszemu Dziennikowi” przez szefostwo firmy wynika, że
praca mogłaby ruszyć z kopyta. Przede wszystkim podpisano umowę o współpracy z
przedsiębiorstwem ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Porozumienie zostało
zawarte na trzy lata z możliwością przedłużenia. Na jego podstawie upadła spółka
miała szansę wykonać do 31 grudnia 2010 roku cysterny czteroosiowe i
tank-kontenery. Umowa jednak uwarunkowana była uzyskaniem w sądzie (w terminie
dwóch miesięcy od jej parafowania przez zarząd spółki) zmiany formy upadłości na
układową – zatem wygląda na to, że nic z tego teraz nie będzie. Prezes ZNTK
twierdzi ponadto, że ostatnio pojawiło się kilku innych poważnych kontrahentów.
Zainteresowane remontami były firmy z branży kolejowej. – Prowadziliśmy
zaawansowane rozmowy z kilkoma poważnymi firmami, które chciały nie tylko oddać
do naszego zakładu wagony do remontu, lecz także powiązać się z nami kapitałowo
– powiedziała nam Agata Ciok.
Paradoksalnie, szansą dla Łap jest zły stan
taboru kolejowego należącego do PKP – jego średni wiek to 30 lat. Większość
wagonów wymaga remontu. I nie dotyczy to tylko wagonów towarowych w PKP Cargo,
ale też osobowych, np. w PKP InterCity. Ta ostatnia firma poinformowała
ostatnio, że do remontu chce przeznaczyć około 550 wagonów. Również wagony Kolei
Mazowieckich czy składów należących do samorządów lokalnych mają być
modernizowane. Te informacje świadczą o tym, że firmy naprawcze są i będą
potrzebne. Jak zapewnia nas prezes ZNTK w Łapach, zakład ma tyle kontraktów na
naprawy wagonów towarowych, że na początku wznowienia działalności na pewno
byłoby co robić, ale o naprawie wagonów osobowych też można pomyśleć. – Naprawa
wagonów osobowych w ZNTK Łapy jest możliwa. Nasza firma w swojej długiej
historii zajmowała się już naprawą tego rodzaju taboru – powiedziała nam Agata
Ciok.
Powodem upadku łapskiej firmy pod koniec lipca ubiegłego roku była
trudna sytuacja finansowa i brak zleceń na naprawy wagonów z PKP Cargo. ZNTK w
Łapach po niemal 150 latach funkcjonowania zamarły, a z pracą pożegnać się
musiało 750 osób z załogi. W listopadzie 2009 Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie
Akcjonariuszy zdecydowało o tym, że będzie ratować firmę – najpierw poprzez
zabiegi o zmianę upadłości likwidacyjnej na układową. Jednak zmienić to mógł
tylko sąd, gdyby uznał, że zakład jest w stanie spłacić ponad 30-milionowe
długi. Tak się jednak nie stało.
Upadek zakładu najbardziej dotyka załogę
Łapy to
niewielkie miasto położone około 30 km na zachód od Białegostoku. Tak jak w
całym województwie podlaskim, przemysłu prawie tam nie ma. Istniejące od 147 lat
Zakłady Naprawy Taboru Kolejowego w Łapach zatrudniające 750 osób były
największym pracodawcą w tym mieście. W 2008 roku 140 mieszkańców straciło pracę
w cukrowni zlikwidowanej przez Krajową Spółkę Cukrową. Już wtedy bezrobocie
mocno tam wzrosło, a zwolnienie z zakładu kolejowego 750 osób drastycznie
zwiększyło tę statystykę. Zwalniani i ich rodziny przeżywają prawdziwy dramat.
Załoga zakładów to przeważnie mężczyźni, ojcowie rodzin – często licznych. – Mam
siedmioro dzieci. Jak ja je teraz wyżywię, ubiorę? – pyta rozżalony ojciec, były
pracownik ZNTK. W szczególnie dramatycznej sytuacji znalazły się rodziny, w
których oboje rodzice, a czasem nawet któreś z dzieci pracuje w zakładzie.
Dochód takiej rodziny spadł praktycznie do zera. Dla wielu osób, jak na przykład
dla Marka Sobocińskiego (30 lat pracy), upadek zakładu to także zerwanie bogatej
tradycji rodzinnej – reprezentuje on bowiem już trzecie pokolenie kolejarskiej
rodziny, której członkowie związali swój los z ZNTK w Łapach.
Adam Białous
