Laboratorium wiary – uczynki miłosierdziaGrzesznych upominać (3)
Obowiązkiem chrześcijanina jest upominanie grzeszących.
Jest ono wyrazem troski o dobro bliźniego i znakiem, że czujemy się za nie
odpowiedzialni. Uczynek
miłosierdzia co do duszy "grzeszących upominać" w praktyce życiowej
jest bardzo trudny do wykonania. Chodzi o to, aby upominając, nie pogarszać
sytuacji, ale
skłaniać grzeszących do poprawy; by ich pozyskać, a nie stracić. Potrzebny
jest pewien "styl" w pełnieniu tego dzieła miłosierdzia.
Jezus, mówiąc o konieczności upominania błądzącego brata, jednocześnie podaje
pewne zasady, którymi należy się kierować: "Gdy brat twój zgrzeszy 'przeciw
tobie’, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata.
Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie
dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha,
donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin
i celnik!" (Mt 18, 15-17).
Pierwszą zasadą upomnienia braterskiego jest dyskrecja i delikatność. Owe "cztery
oczy" to nic innego jak zapewnienie właściwego klimatu do przyjęcia uwagi.
Nikt nie chce, aby strofowano go publicznie, ani też nikt nie lubi być bezlitośnie
stawiany pod pręgierzem opinii publicznej. Czasami lepszy skutek odniesie uwaga
wypowiedziana dyskretnie, mimochodem, aluzyjnie, aniżeli publiczny wyrzut.
Drugą cechą chrześcijańskiego stylu upominania jest pokora. Zanim "powiemy
komuś coś mocnego" zapytajmy siebie o powody naszej reakcji. Dlaczego
zwracam uwagę? Idealnym motywem jest pragnienie dobra osoby błądzącej oraz
chęć naprawienia
zła. Czy zawsze tak jest? A może czasami upominam kogoś, by samemu poczuć się
od niego lepszym? Może w tonie mojego głosu słychać nutkę wyższości? Może jest
to wybieg mający na celu odwrócenie uwagi od moich błędów? Ludzie niechętnie
przyjmują uwagi krytyczne pod swoim adresem. Tym bardziej odrzucają je, gdy
są wypowiadane w tonie pełnym agresji, arogancji, pogardy. Jeśli nam brakuje
miłości
do grzesznika – możemy darować sobie prośby sprowadzania go na dobrą drogę.
W upominaniu ma miejsce pewna "stopniowalność" w doborze metod czy
środków (w cztery oczy, w towarzystwie świadków, wobec wszystkich). Nie oznacza
to próby "rozmywania problemu", ale jest jedynie wyrazem roztropności,
która każe dobierać sposoby działania adekwatne do sytuacji i potrzeb. Chrystus
chce, abyśmy byli stanowczy w napominaniu, konsekwentni. Będzie to jasnym sygnałem,
że opowiadamy się po stronie prawdy i dobra. On sam potrafił zdecydowanie upomnieć
się o poszanowanie prawa Bożego. W Ewangelii znajdujemy epizod ukazujący Jezusa,
który nie lękał się zwrócić przeciwko tym, którzy bezcześcili świątynię swoim
zachowaniem: "A Jezus wszedł do świątyni i wyrzucił wszystkich sprzedających
i kupujących w świątyni; powywracał stoły zmieniających pieniądze oraz ławki
tych, którzy sprzedawali gołębie. I rzekł do nich: Napisane jest: Mój dom ma
być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców" (Mt 21, 12-13).
Jednocześnie ten sam Chrystus oddaje swe życie za grzeszników na krzyżu. Nigdy
nie odrzucał grzeszników i skazywał na potępienie. Nawet najbardziej błądzący
człowiek może nawrócić się i zmienić.
Trzeba modlić się za grzeszników. W starych "Książeczkach do nabożeństwa" znajdowało
się wiele próśb o to, aby męka Chrystusa dla nikogo nie była daremna. Kościół
wzywa nas do pokuty i modlitwy za grzechy. Im więcej zła dostrzegamy – tym
bardziej Bóg przynagla nasze serce do modlitwy o zwycięstwo dobra nad grzechem.
Mamy wynagradzać
Bogu za zło popełniane przez nas samych (to uczy nas pokory) i przez innych
(to jest wyrazem miłosierdzia).
ks. Zbigniew Sobolewski
