Kuriozalne orzeczenie sądu w sprawie prymitywnej wypowiedzi Janusza Palikota Palikot obraził, ale nie chciał?
Słowa: „Można się upić na Chrystusa”, Janusza Palikota piszącego o domniemanym alkoholizmie prezydenta Lecha Kaczyńskiego mogłyby zostać uznane za obrażające uczucia religijne katolików, ale w kontekście wypowiedzi posła PO nie są przestępstwem. Tak wynika z postanowienia Sądu Rejonowego Warszawa Śródmieście. Sąd tym samym odrzucił zażalenia na wcześniejszą decyzję prokuratury o umorzeniu dochodzenia w tej sprawie.
Sędzia Mariusz Stelmaszczyk w czterostronicowym uzasadnieniu decyzji stwierdza, że wypowiedź Palikota „nie zawiera w swojej treści elementów obelżywych, lekceważących czy poniżających przedmiot czci religijnej czy też podmiot kultu i wiary katolickiej, jakim jest Jezus Chrystus”. Z drugiej jednak strony sąd „z całą stanowczością” podkreśla, że słowa te użyte w „swobodnym kształcie (…) niewątpliwie mogłyby zostać uznane przez Sąd za obrażające uczucia religijne wyznawców wiary katolickiej”. Dlaczego wobec tego sąd tak nie orzekł? Ponieważ, według sądu, słów posła PO nie można oceniać poza ich kontekstem. „Trzeba oceniać słowa w całym kontekście, wymowa słów użytych miała inny cel aniżeli obrazę uczuć religijnych Polaków” – pisze sędzia Stelmaszczyk. Jaki? Otóż według sądu, Palikot użył takiego sformułowania, aby ukazać… „społeczny problemu alkoholizmu”. Taki „celowy zabieg zastosowany przez Janusza Palikota służyć miał wyłącznie zwróceniu uwagi mediów na szkodliwe zjawisko społeczne, jakim jest niewątpliwie alkoholizm, i możliwość dotknięcia tym problemem choćby urzędującego Prezydenta”. Dlatego też sformułowanie „niewątpliwie kontrowersyjne (…) mieści się jednak w granicach akceptowalnej i szanowanej przez Sąd wolności słowa”.
Tym samym sąd uznał, że złożone zażalenia (m.in. przez Witolda Tomczaka) nie są zasadne, i oddalił je.
Tomczak twierdził, że prokurator Urszula Mirończuk z Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście nie zadbała „wszechstronnie” o wyjaśnienie, w jaki sposób słowa Palikota naruszyły jego uczucia religijne. Według niego, decyzja o niewszczynaniu śledztwa zapadła „przedwcześnie”, ponieważ nie wyczerpano wszystkich przewidzianych w procedurze karnej środków dowodowych. Chodziło m.in. o przesłuchanie osoby pokrzywdzonej, powołanie biegłego z dziedziny religioznawstwa oraz biegłego z zakresu językoznawstwa. Z treści doręczonego postanowienia nie wynika bowiem, aby prowadząca to postępowanie dołożyła minimum należytej staranności w prowadzonym dochodzeniu – stwierdzał Tomczak.
– Nie oceniał decyzji sądu, sądy są w Polsce niezawisłe, ale ten sposób prowadzenia debaty politycznej mnie osobiście się nie podoba – komentuje decyzję sądu prezydencki minister Paweł Wypych. – Wydaje mi się, że język debaty publicznej, język, którego używa pan poseł Palikot, który z takiej prowokacji usiłuje budować swoją pozycję polityczną, to jest język, którego ja bym się raczej w debacie politycznej nie spodziewał, i jeżeli władze Platformy Obywatelskiej to tolerują, świadczy to tylko i wyłącznie o tym, że poseł Palikot będzie dalej mógł w pełni na zasadzie takiej prowokacji i takiego używania czasem plugawego języka dalej skupiać uwagę mediów na swojej osobie – wskazuje Wypych.
– Zuchwałość pana posła Palikota rośnie wprost proporcjonalnie; to jest związane także z tym, że jeżeli ktoś z takiej formy pewnego szokowania swoim zachowaniem, swoim językiem uczynił formę budowania swojej pozycji politycznej, to żeby skupić na sobie dalej uwagę, będzie musiał używać jeszcze bardziej prowokacyjnych form, bo inaczej przestanie budzić zainteresowanie, stanie się nudny albo śmieszny. Ale jeżeli Donald Tusk to akceptuje, to jest to problem całej klasy politycznej – mówi Wypych.
Poseł PO Janusz Palikot, komentując w swoim blogu działania prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wymieniał różne style upijania się. Jako jeden z przykładów podał upicie się „na Chrystusa (umrę za wszystkich z przepicia)”. Po tym fakcie zawiadomienia o obrazie uczuć religijnych złożyli w prokuraturze poseł Tomasz Dudziński, europosłowie Witold Tomczak i Urszula Krupa oraz Sławomir Lada, wskazując, że ta wypowiedź uwłacza ich uczuciom religijnym, gdyż chrześcijanie do osoby Chrystusa odnoszą się z najwyższą czcią. Lada dodawał, że publikacja Palikota mogła wyrządzić znaczne szkody moralne poprzez narażenie osób wierzących na kontakt z treściami sprzecznymi z ich systemem wartości.
Zenon Baranowski
