Kto zarobi na kopalinach
Przyjęcie ustawy Prawo geologiczne i górnicze w obecnym kształcie jest
działaniem wbrew interesom państwa polskiego – podkreślali wczoraj posłowie
Prawa i Sprawiedliwości. W trakcie debaty nad rządowym projektem opozycja
wskazywała wielokrotnie, że dokument generuje sytuację zbyt swobodnego handlu
koncesjami na wydobycie bogactw naturalnych, co może prowadzić do przejęcia nad
nimi kontroli przez podmioty, bynajmniej niezainteresowane rozwojem Polski.
Rządowy projekt ustawy Prawo geologiczne i górnicze wzbudza kontrowersje nie
tylko wśród opozycji, ale również specjalistów. Profesor dr hab. Mariusz
Orion-Jędrysek, główny geolog kraju w latach 2005-2007, wskazuje, że dokument
utrwala fatalny stan geologii w Polsce polegający m.in. na sposobie udzielania
koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego dla firm prywatnych, co skutkuje zbyt
małymi wpływami, jakie uzyskuje z tego tytułu Skarb Państwa.
Podczas wczorajszego trzeciego, ostatniego przed głosowaniem, czytania projektu
w Sejmie doszło do ostrych sporów. Zastrzeżenia co do kształtu ustawy zgłaszała
opozycja. – W Polsce koncesje na wydobycie złóż są w obrocie. To znaczy, że
koncesjobiorcy zapłacili za nie niewiele i zarabiają następnie na ich sprzedaży.
Świadczy to o dużej niefrasobliwości władzy w przyznawaniu koncesji, ale także
jest groźnym sygnałem na przyszłość: czy państwo polskie zarobi na tym, co
znajduje się pod polską ziemią, czy też nie? Tu w szczególnym przypadku chodzi o
gaz łupkowy – pytał Wojciech Jasiński, poseł PiS.
Jacek Jezierski, wiceminister środowiska, tłumaczył, że intencją rządu nie jest
zarabianie na poszukiwaniach, dlatego że pieniądze na ten cel pochodzą od
inwestorów. Zapewnił, że Skarb Państwa będzie zarabiał na eksploatacji kopalin.
– Pan minister chyba do końca mnie nie zrozumiał. Jeśli koncesje są przedmiotem
obrotu, to oznacza, że same firmy uznają, iż ryzyko jest niewielkie – podsumował
Jasiński.
Twierdzenia, jakoby państwo miało zarabiać na eksploatacji gazu łupkowego,
podważał Jarosław Kaczyński, prezes PiS, na specjalnej konferencji prasowej w
Sejmie. Wskazywał, że w ciągu ostatnich 2 lat sytuacja Polski, jeśli chodzi o
złoża, bardzo się zmieniła, bo szacunki wartości gazu łupkowego, jaki znajduje
się pod ziemią, oscylują wokół biliona dolarów. A to, w opinii szefa PiS, może
oznaczać, iż Rzeczpospolita oraz "kilka państw ościennych" staną się niezależne
energetycznie od dostawców z zewnątrz. Jego zdaniem, jeżeli odkrycia potwierdzą
szacunki naszych zasobów gazu łupkowego – opiewane na ponad 5 bilionów metrów
sześciennych – zmieni to sytuację energetyczną i polityczną dużej części Europy.
– W związku z tym, każde normalne państwo dbałoby o to, żeby nad tym wszystkim
sprawować pełną kontrolę. Dzisiejsza ustawa podtrzymuje, a nawet utwierdza
sytuację, że tej kontroli w gruncie rzeczy nie ma – zauważył Kaczyński. Wskazał
na dwie najważniejsze wady rządowego projektu: niepowołanie Państwowej Służby
Geologicznej – czyli nie ma jednej państwowej ręki, która ma się tym zajmować.
Druga sprawa to możliwość handlu koncesjami, a także niewydobywania czegoś, co
zostało odkryte po ich zakupie. Efekt jest taki, że może to być blokowane albo
znajdzie się w rękach tych, którzy mają zupełnie inne interesy niż Polska –
konkludował prezes PiS.
Grzegorz Schetyna, marszałek Sejmu, poddał wczoraj pod głosowanie projekt
ustawy. Została ona uchwalona 260 głosami, przy 179 przeciwnych. Ustawę poparli
posłowie Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz partii
Polska Jest Najważniejsza. Przeciwko głosowali parlamentarzyści Prawa i
Sprawiedliwości oraz Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Jacek Dytkowski
