Kto wypełni tę lukę…

Oboje pochodzili z małych miejscowości na Kresach. Doktor Irena Maciejkianiec, z domu Harasimowicz, urodziła się w Sopoćkiniach na Grodzieńszczyźnie. Rodzina dr. Tadeusza Maciejkiańca mieszka w Bujwidzach na Wileńszczyźnie. „Wyłowił” ich system stypendialny i dzięki temu przyjechali na studia do Łodzi, gdzie Irka ukończyła polonistyką, a Tadek ekonomię. Dzięki determinacji i ciężkiej pracy uzyskali doktoraty. Minionego lata pobrali się i rozpoczęli wspólne życie. Nikt z przyjaciół nie może uwierzyć, że nie ma już ich pośród nas. 17 lutego br. tragicznie zginęli w wypadku samochodowym podczas wizyty w rodzinnych stronach.

Na studia do Łodzi przyjechali dzięki stypendiom fundowanym młodzieży polskiej z Kresów przez rząd polski. Nie były to duże pieniądze – zaledwie 11 zł na dzień i akademik, ale dla tamtejszych młodych ludzi, jak zawsze podkreślają, to wielka pomoc. Gdyby nie to, nie mieliby szansy na żadne studia, bo tam, gdzie mieszkają ich rodzice, studiują tylko ci, którzy mają majętne rodziny. Tadeusz chodził do tzw. dziesięciolatki im. Konarskiego w Wilnie. Trzeba powiedzieć, że to wyjątkowa szkoła. Tam wszystko było dobrze zorganizowane, jak przychodziły nowe roczniki, to uczniowie ze starszych klas pomagali młodszym odnaleźć się w nowych realiach. W innych miejscach na Litwie jest znacznie gorzej, bo Polacy są rozproszeni. Koledzy wspominają Tadka jako człowieka bardzo zdolnego i wyjątkowo dociekliwego. Krystyna Kuncewicz pamięta, jak po wakacjach na pytanie polonistki, pani Anny Gulbinowicz, czy przeczytali coś podczas letniej przerwy, odpowiedział, że Szekspira. – No dobrze, ale co Szekspira? – dopytywała zaciekawiona nauczycielka. A on na to, że całego Szekspira. – I to nie był żart – podkreśla zachwycona tym dokonaniem Krystyna.

Działacze SMOK

Młodzież z Kresów przyjeżdżająca do Ojczyzny na studia to Polacy. Ale na miejscu się okazuje, że są traktowani jak cudzoziemcy. Dlatego powstał SMOK – Studencka Międzyuczelniana Organizacja Kresowiaków. Tadeusz Maciejkianiec przez wiele lat był jej prezesem. Na początku istnienia SMOK organizował kursy komputerowe, lekcje angielskiego, a latem – co roku – wspólne wyjazdy. Halina Szkulska wspomina, że na początku każdego obozu studenckiego Tadeusz z Ireną wprowadzali zasadę, że wszyscy uczestnicy rozmawiają wyłącznie w języku polskim. To może dziwić, ale trzeba pamiętać, że w okresie komunizmu w wielu państwach byłego Związku Sowieckiego, jak na przykład Białoruś czy Kazachstan, nie można było manifestować swego pochodzenia i używanie języka ojczystego było surowo zabronione. Dlatego polska młodzież nie miała często możliwości, by nauczyć się dobrze rodzimego języka.

Halina Szkulska ze wzruszeniem opowiada, jak Tadeusz z Ireną chodzili od władz uczelnianych do miejskich, od lokalnych, samorządowych do państwowych, żeby „wydeptać” pomoc swoim koleżankom i kolegom. Swietłana Czujko wspomina, że dzięki ich interwencjom u rektora ona i jej znajomi przetrwali wiele ciężkich chwil. Niejednokrotnie udało im się wywalczyć stypendia, uzyskać ubezpieczenia. Dzięki nim powstały informatory dla studentów kresowych studiujących w Polsce, które trafiły do polskich placówek dyplomatycznych na terenie byłego ZSRS i na polskie uczelnie. To wszystko Tadeusz i Irena robili bezinteresownie, kosztem własnego czasu.


To był człowiek „czołg”


W Polsce władze udają, że doskonale wiedzą, jak pomóc rodakom z Kresów, więc nikt nie pyta samych zainteresowanych, czego naprawdę im potrzeba. Problem polega na tym, iż z tych wszystkich wielkich akcji niewiele wynika. Dlatego Tadeusz Maciejkianiec na jednym ze spotkań z senatorami RP przedstawił wykresy, na których pokazał, że jeżeli pomoc ta będzie wyglądała tak jak dotychczas, to już niedługo na Wschodzie nie będzie żadnego Polaka. Innym razem w Poznaniu podczas tzw. Orlego Gniazda, czyli corocznego spotkania organizowanego przez Wspólnotę Polską, Tadeusz zebrał grupę osób i złożył rezolucję, w której sprecyzował, czego potrzebują studenci kresowi. Podobno rozzłościł tym różne ważne osoby, które wolą żyć w przekonaniu, że nikomu z kresowych studentów nie dzieje się krzywda i wszyscy są zadowoleni. On pokazywał, co trzeba robić, w którą stronę zmierzać. Proponował nie tylko doraźne działania, ale też podsuwał pomysły rozwiązań systemowych. Działał przy zespole ekspertów w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i bardzo rzeczowo doradzał, optując za tym, żeby Karta Polaka dawała przywileje również młodym Polakom ze Wschodu. Przekonywał, że to jedyna szansa, aby mogli poznawać kulturę i historię swoich przodków, rozpoczęli studia w Polsce, próbowali krzewić język polski w krajach swojego pochodzenia.

To był człowiek „czołg”. Jak wspomina Wiktoria Więcławek, w momencie kiedy się okazało, że ustawa o Karcie Polaka może nie zostać uchwalona, zmobilizował studentów kresowych do wzięcia udziału w manifestacji pod Sejmem i kancelarią premiera.

Pomagał też w pracach nad raportem „Polityka Państwa Polskiego wobec Polonii i Polaków za Granicą” i opracowywaniu nowego „Rządowego Programu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą”. Ostatnio razem z grupą zapaleńców pod kierownictwem dr. Roberta Wyszyńskiego, byłego dyrektora Instytutu Kresowego w Warszawie, próbował organizować system stypendiów naukowych dla studentów kresowych. Był przekonany, że gdyby nie musieli martwić się o sprawy bytowe, mogliby wiele osiągnąć i dokonać.

Tadeusz rozumiał, że jedynym sposobem na ocalenie polskości na Kresach jest odbudowa polskiej inteligencji na tamtych terenach. Natomiast szkopuł polega na tym, że nikt nie wymyślił, jak ich aktywizować zawodowo po skończeniu studiów. Nikt nie rozpoznał tam rynku pracy i nie miał żadnej wizji, co dalej. Do tej pory nie istnieje spis absolwentów wyższych uczelni, a ich jest kilkanaście tysięcy. To są specjaliści w najróżniejszych dziedzinach, których wiedzę i umiejętności można by dobrze spożytkować.


Testament


Niełatwo będzie znaleźć następców Tadeusza i Ireny Maciejkiańców. To niewątpliwie byli wyjątkowi ludzie. Ale niech otuchy dodadzą nam słowa Swietłany Czujko: „Pokazaliście nam, jak można podążać drogą niełatwą, walczyć o sprawy trudne, wymagające odwagi i poświęcenia. Pokazaliście nam, jak nie uginając się pod ciężarem przeciwności, pomagać drugiemu człowiekowi, nie odnosząc przy tym żadnych osobistych korzyści. Za to wam dziękujemy, za to was kochaliśmy i nadal kochamy. Nikt z nas nie spodziewał się, że będziemy musieli się tak szybko pożegnać. Część z nas nadal nie może uwierzyć, że nie będzie już można z Wami pożartować na jednym ze środowych dyżurów… Składamy Wam hołd. Pozostawiliście po sobie pustą lukę, mamy nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto ją wypełni. Bóg Wam zapłać”.


Aleksandra Gąsowska
drukuj