Kto wygra na Ukrainie? Trudno przewidzieć…

Z Anną Górską z Ośrodka Studiów Wschodnich rozmawia Marta Ziarnik



Jak Pani ocenia przebieg i rezultat pierwszej tury wyborów na Ukrainie?

– Choć zgłaszano różne naruszenia, jednak z wypowiedzi przedstawicieli organizacji, które obserwowały wybory na Ukrainie, wynika, że nie ma raczej podstaw, by podważać rezultat wyborów. Nie zaskoczyły nas także ostateczne wyniki, gdyż właściwie są one zgodne z sondażami z końca grudnia. To były ostatnie oficjalne sondaże, gdyż później nie mogły one już być przeprowadzane. I właściwie ta różnica 10-11 punktów procentowych między Wiktorem Janukowyczem a Julią Tymoszenko była przewidywana. Pewnym, może pozytywnym, zaskoczeniem jest rezultat Serhieja Tihipki, który być może pojawia się jako zaczątek tej trzeciej siły, która w przyszłości zastąpi tych polityków, z którymi od dłuższego już czasu mamy do czynienia i którzy jedynie zmieniają się na stanowiskach.

Co zadecyduje o zwycięstwie w drugiej turze?

– Jeśli chodzi o wyniki drugiej tury wyborów, to nadal nie jesteśmy w stanie ich przewidzieć. Wydawałoby się, że przewagę ma Wiktor Janukowycz, zwłaszcza w sytuacji, kiedy i Serhiej Tihipko, i Arseni Jaceniuk, i Wiktor Juszczenko zapowiedzieli, że nie będą apelowali do swoich wyborców o poparcie któregokolwiek z głównych kandydatów, którzy przeszli do drugiej tury. To może oznaczać, że część tych wyborców pozostanie w domu i nie pójdzie głosować w drugiej turze. Jeśli tak się stanie, wówczas rzeczywiście możemy oczekiwać, że kolejność w drugiej turze pozostanie taka sama jak w pierwszej. Natomiast to nie jest jeszcze przesądzone, gdyż w tej przerwie między turami będziemy mieli do czynienia prawdopodobnie z bardzo ostrą kampanią wyborczą. Tymoszenko potrafi w takim bezpośrednim starciu z kontrkandydatem wygrywać i zdobywać poparcie, w związku z czym będzie się ona starała nadrobić tę różnicę. Jeśli uda się jej zgromadzić głosy, które oddawano na innych kandydatów – umownie mówiąc – demokratycznego obozu, który się rozdzielił, wówczas ma szansę nawiązać w drugiej turze walkę z Janukowyczem.

Jeśli wygra Janukowycz, co – jak sama Pani podkreśliła – jest bardzo prawdopodobne, to jak wówczas będzie się przedstawiał kierunek polityki Ukrainy?

– Gdy wygra Janukowycz, to po pierwsze musimy oczekiwać kolejnych wyborów parlamentarnych, które prawdopodobnie odbędą się pod koniec maja. Będziemy więc mieli kolejną kampanię wyborczą i tak jakby przesuwanie głównych decyzji na później. Uważam, że trudno w tej chwili – mówiąc o zwycięstwie jednego czy drugiego kandydata – od razu rozpisywać scenariusz przyszłej polityki każdego z nich. Dlatego że musimy przede wszystkim patrzeć na uwarunkowania, w jakich znalazła się Ukraina, która przez ostatnie 5 lat działała w takich warunkach permanentnej kampanii wyborczej i nie podejmowała bardzo potrzebnych decyzji dotyczących spraw polityki gospodarczej, finansów publicznych i reform społecznych. Ukraina bardzo mocno przeżyła kryzys i nadal znajduje się w stanie depresji ekonomicznej. Dlatego też każdy z polityków, który dojdzie do władzy, przede wszystkim będzie się musiał zająć rozwiązywaniem tych problemów i podjęciem koniecznych reform. Nie ma wyjścia, jeśli chce się ratować i finanse publiczne, i wesprzeć ukraińską gospodarkę w wychodzeniu z obecnego kryzysu.

To będą najważniejsze wyzwania i trudno w takim układzie mówić o prozachodniej czy antyzachodniej polityce. Zresztą pod tym względem i Tymoszenko, i Janukowycz różnią się raczej stylem i słowami niż praktyką przez nich stosowaną w momencie, kiedy i jedno, i drugie kierowało rządem. Była taka sytuacja, że właściwie najwyższe oceny współpracy z NATO uzyskał rząd Janukowycza. Równocześnie wszyscy uznają, że Janukowycz jest antynatowskim politykiem, niezainteresowanym członkostwem Ukrainy w tym Sojuszu, więc ta praktyka rozbiega się trochę z wyborczą demagogią. I w obecnej sytuacji Ukrainie bardziej potrzebne są przemiany wewnętrzne i reforma niż wielkie projekty międzynarodowe, na które zresztą nie bardzo jest miejsce, ponieważ ani członkostwo w NATO, ani członkostwo w Unii Europejskiej w najbliższej perspektywie Ukrainie „nie grozi”.

Czy więc ten brak reform jest główną przyczyną klęski wyborczej prezydenta Wiktora Juszczenki?

– Zawsze głosowanie jest oceną całokształtu działalności polityka. Jeżeli Wiktor Juszczenko dostał tyle głosów, ile dostał, to oznacza, że wszystko, co robił jako prezydent, zostało docenione przez 6 procent wyborców.

Dopiero teraz zacznie się prawdziwie zacięta walka pomiędzy dwojgiem głównych kandydatów, także z obrzucaniem konkurenta inwektywami. Jak na tego typu walkę reaguje i zapatruje się społeczeństwo?

– Sytuacja jest taka, że jeżeli chodzi o tzw. kompromaty rzucane pod adresem przeciwnika, to one już nie działają. Ukraińcy przez te lata trwających bez przerwy kampanii wyborczych przyzwyczaili się do tego, że politycy kłamią, kradną i dbają tylko o swoje interesy. I właściwie jeżeli się podaje kolejny tego przykład, wówczas działanie tych argumentów jest coraz słabsze.

Czy i tym razem po drugiej turze możemy się spodziewać protestów przegranych, które 5 lat temu przekształciły się w „pomarańczową rewolucję”?

– Wszystko wskazuje na to, że raczej nie. Ta kampania i te wybory to nie była ani walka dobrego ze złem, ani starego z nowym. Był to wybór niejako wymuszony. W związku z tym, jeśli nie ma wielkich idei, nie ma walki o coś naprawdę ważnego, bardzo trudno jest zorganizować autentyczne masowe protesty. Jednak nie wykluczam, że każde z nich – jeśli będzie niezadowolone z wyniku – nie tylko podejmie próbę ich obalenia drogą sądową, ale będzie również próbowało organizować jakieś manifestacje. Czym innym jest jednak zorganizowanie manifestacji, zwłaszcza jeśli się opłaca jej uczestników za sam udział, a czym innym jest to, z czym mieliśmy do czynienia w 2004 roku, kiedy naprawdę o coś ważnego chodziło.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj