Kto wydał rozkaz? Może się dowiemy…


IPN liczy na to, że dowody na wymordowanie przez Sowietów prawie 600 żołnierzy AK i cywilów z rejonu Augustowa mogą znajdować się w archiwach litewskich. Rosja swoich archiwów nie chce pokazać prokuratorom i historykom mimo ich wieloletnich starań

Białostocki oddział Instytutu Pamięci Narodowej przygotowuje wniosek do Prokuratury Generalnej Republiki Litewskiej o udostępnienie dokumentów archiwalnych dotyczących obławy augustowskiej. Taka sama prośba skierowana po raz pierwszy do Prokuratury Generalnej Federacji Rosyjskiej już prawie 13 lat temu ciągle pozostaje bez pozytywnej odpowiedzi.

– Chodzi o to, by strona litewska umożliwiła prokuratorowi, który prowadzi śledztwo w sprawie obławy, oraz naszemu historykowi przeprowadzenie kwerendy w swoich archiwach – powiedział nam prokurator Zbigniew Kulikowski, naczelnik pionu śledczego Oddziału IPN w Białymstoku. Podaje on, że obława augustowska była częścią dużej akcji przeprowadzonej przez Armię Czerwoną po to, aby „oczyścić tyły frontu”. – Żeby nie pozostawić za plecami jednostek antysowieckich. Akcja ta rozpoczęła się właśnie na Litwie i przeprowadzano ją w Polsce – mówi prokurator Kulikowski.

Akta sprawy obławy augustowskiej, składające się głównie z dokumentów zebranych przez członków Obywatelskiego Komitetu Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny Zaginionych w Lipcu 1945 roku, trafiły do Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku 16 października 2001 roku. Od tamtego czasu prowadzi ona śledztwo w tej sprawie. Pomimo podjętych przez IPN działań nadal nie ustalono losów ofiar ani sprawców ich śmierci, ani miejsca pochówku. Możliwości działań prokuratora na terenie kraju zostały jednak wyczerpane i potrzebna jest zagraniczna pomoc prawna. – Na pewno jest to zbrodnia wojenna i zbrodnia przeciwko ludzkości. Do tej pory ustaliliśmy, jakie jednostki rosyjskie i polskie przeprowadzały obławę. Przesłuchaliśmy około 600 świadków. Jednak bez zgody Rosji na otwarcie swoich archiwów, na pewno nie uda nam się wyjaśnić, gdzie znajdują się szczątki osób aresztowanych, a później zamordowanych podczas obławy augustowskiej – tłumaczy Zbigniew Kulikowski.

Wobec braku dalszych materiałów źródłowych w Polsce, jedynie pozyskanie danych z archiwów rosyjskich może bezspornie wyjaśnić okoliczności śmierci osób zaginionych podczas obławy, a także wskazać rozkazodawców i wykonawców ich zabójstw. „Jednakże aby tak się stało, niezbędnym jest podjęcie w tej kwestii decyzji politycznych na najwyższych szczeblach władzy Polski i Rosji” – pisze prokurator prowadzący śledztwo.

IPN już trzykrotnie zwracał się o pomoc prawną do Rosji. Po raz pierwszy prawie 13 lat temu – 6 grudnia 1995 roku. Później 24 lipca 2003 roku i 10 marca 2006 roku. W odpowiedzi na pierwsze pismo Główna Prokuratura Wojskowa Federacji Rosyjskiej potwierdza aresztowanie podczas obławy przez organy „Smiersz” 3. Frontu Białoruskiego grupy 592 osób, które – jak czytamy – wspierały „antyradziecko nastawioną Armię Krajową”. Ale Rosjanie twierdzą, że dalszy los aresztowanych jest im nieznany. W kolejnych odpowiedziach prokuratura w Moskwie usztywniła swoje stanowisko, twierdząc, iż nie dysponuje żadnymi materiałami związanymi z losami osób zaginionych podczas obławy i do tej pory nie udostępniła żadnych żądanych w odezwach prawnych dokumentów.

Obława przeciwko żołnierzom polskiego podziemia niepodległościowego była przeprowadzona w lipcu 1945 r. w rejonie Puszczy Augustowskiej (stąd jej nazwa). Obok sił sowieckich brali w niej udział funkcjonariusze UB i MO. Niechlubną rolę odegrali miejscowi konfidenci bezpieki, którzy wskazywali osoby do aresztowania i pełnili rolę przewodników, tłumaczy oraz asystentów podczas brutalnych przesłuchań. Byli wśród nich znani oprawcy z augustowskiego UB, tacy jak nieżyjący już Jan Szostak i Mirosław Milewski, późniejszy minister spraw wewnętrznych PRL i członek Biura Politycznego PZPR.

Siły komunistyczne biorące udział w obławie liczyły w sumie kilkanaście tysięcy osób. Żołnierzy AK oraz osoby im pomagające w miastach zatrzymywano przeważnie wieczorem lub w nocy. Mieszkańców wsi wywlekano z domów, zabierano z drogi czy z pola. We wsi Jaziewie zwołano zebranie wiejskie i wszystkich na nie przybyłych podstępnie aresztowano. Wielu żołnierzy AK wzięto do niewoli podczas potyczek i bitew, do których doszło podczas obławy. Zatrzymani zostali uwięzieni w różnych miejscowościach i poddani okrutnemu śledztwu. Spośród 1900-2000 aresztowanych wybrano, z wcześniej sporządzonej przy pomocy konfidentów listy, prawie 600 osób. Były wśród nich kobiety i 15-16-letni chłopcy. Osoby te, według informacji świadków, zostały umieszczone w samochodach ciężarowych i wywiezione w stronę wschodniej granicy. Od tego momentu wszelki ślad po nich zaginął. Dziś jest już pewne, że zostały one zamordowane na mocy decyzji władz sowieckich, a ich szczątki znajdują się prawdopodobnie gdzieś na terenie Grodzieńszczyzny. – Jeden z przesłuchanych, obywatel Polski, służący wówczas w jednym z oddziałów przeprowadzających obławę, zeznał, że z aresztowanymi szli na Wschód i swój marsz zakończyli w rejonie Grodna. Możliwe więc, że właśnie gdzieś tam zabito i pochowano ofiary obławy – mówi prokurator Zbigniew Kulikowski.


Adam Białous, Białystok
drukuj