Kto uziemi tupolewa
Wyremontowany w Samarze Tu-154M niebawem wróci do kraju, a 36. Specjalny
Pułk Lotnictwa Transportowego teoretycznie odzyska zdolność do przewozu
najważniejszych osób w państwie. Jak ustaliliśmy, w Samarze rozpoczęło się już
komisyjne przejęcie maszyny. Kiedy dokładnie wróci do Polski? Na pewno nie w tym
tygodniu. Nie ma też pewności, czy tupolew mógłby obsługiwać podróże VIP-ów,
ponieważ po kwietniowej katastrofie loty tego samolotu powinny były zostać
zawieszone do czasu wykluczenia przyczyny technicznej tragedii przez badającą
wypadek komisję. Jednak w tym czasie takiego samolotu nie było w specpułku i
decyzja nie zapadła. Czy kwestia dopuszczalności lotów będzie jeszcze
dyskutowana, a jeśli tak – to z którą komisją?
Także fakt badania katastrofy przez rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy
rodzi pytania o to, kto miałby wyrazić opinię na temat spełnienia warunków
dopuszczalności lotów na Tu-154M. W efekcie nie widać żadnych przeciwwskazań do
wznowienia lotów na tym samolocie. Pozostaje tylko pytanie, czy loty będą
właściwie realizowane i czy pasażerowie o statusie VIP będą chcieli skorzystać z
usług specpułku.
Remontowany w Samarze rządowy Tu-154M niebawem wróci do kraju. Według doniesień
medialnych miałoby to nastąpić jeszcze w tym tygodniu. Jednak w ocenie płk.
Roberta Kupracza, rzecznika Dowództwa Sił Zbrojnych, taki termin jest mało
prawdopodobny. Jak podkreślił w rozmowie z "Naszym Dziennikiem", w Samarze
dopiero rozpoczęto komisyjne przekazanie maszyny, a czynności te wymagają czasu.
Rzecznik zaznaczył też, że po zakończonych szkoleniach z Moskwy do Samary udali
się także piloci, którzy wrócą samolotem do Polski. Wówczas – przynajmniej
teoretycznie – specpułk odzyska zdolność do przewożenia VIP-ów, którzy obecnie
korzystają z wyczarterowanych od LOT maszyn. Nie wiadomo jednak, czy
najważniejsze osoby w państwie będą chciały latać tym samolotem. Nie ma też
pewności, czy loty na Tu-154M powinny być realizowane. Dotychczasowe
doświadczenie pokazuje bowiem, że tuż po katastrofie samolotu maszyny tego
samego typu danego przewoźnika były uziemiane. Zalecenia co do dopuszczalności
do dalszych lotów wydawała komisja badająca przyczyny wypadku – w zależności od
rodzaju maszyny – cywilna (Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych – PKBWL)
lub wojskowa (Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego – KBWLLP).
– Komisja w pierwszym rzędzie ocenia, czy wypadek nastąpił z przyczyn
technicznych. Jeżeli tak, to utrzymuje się zawieszenie lotów i sprawdza
realizację zaleceń komisji w stosunku do innych egzemplarzy danego typu. Na ogół
dopóki komisja się nie wypowiedziała, dopóki był chociażby cień wątpliwości w
tej kwestii technicznej, to samoloty danego typu były wstrzymane – ocenia Ignacy
Goliński, były członek PKBWL. Jego zdaniem, z przedstawianych opinii publicznej
strzępów prac komisji badających wypadek Tu-154M na razie nie wynika, by to
przyczyna techniczna była powodem katastrofy, a zatem powracający po remoncie
samolot może latać dalej. Powstaje tu jednak pewna wątpliwość, bo katastrofy
Tu-154M nie bada wprost żadna komisja polska, ale rosyjska – Międzypaństwowy
Komitet Lotniczy (MAK). – Dla mnie ta sytuacja jest dość niewiarygodna, bo nie
wiemy, czy taśmy z czarnych skrzynek nie zostały spreparowane, czy pominięto
jakieś problemy podczas prac. Dopiero to, co Rosjanie zbadają, przychodzi do nas
i jest tłumaczone i analizowane – wskazuje Goliński, pilot z 42-letnim
doświadczeniem.
Wprawdzie mamy akredytowanego przy MAK, ale trudno jednoznacznie ocenić, jaka
jest jego rola. Istnieje także polska komisja, na czele której stoi minister
Jerzy Miller, ale – jak informowaliśmy – już sam tryb jej powołania wzbudził
wątpliwości prawne (komisja została utworzona na mocy rozporządzenia
ingerującego w treść ustawy). Tymczasem – jako że Tu-154M był samolotem
wojskowym – wypadek powinna badać komisja wojskowa, specjalnie powoływana na
taką okoliczność, której przewodniczący funkcjonuje w strukturach wojskowych. To
ona powinna wyrazić opinię co do dopuszczalności lotów wojskowych samolotów typu
Tu-154M… Tyle że ta komisja wypadku nie bada. Co więcej, kompetencje
poszczególnych organów zostały pomieszane, a w sprawę katastrofy w praktyce
ingerują: "komisja Millera" – powołana jako KBWLLP, polskie prokuratury –
wojskowa i generalna, rosyjska prokuratura oraz MAK. W wyjaśnianie przyczyn
tragedii pośrednio włączona została też polska komisja cywilna, bo jej
przewodniczący Edmund Klich jest akredytowanym przy MAK. – Ten wypadek powinna
badać komisja wojskowa, ewentualnie komisja fachowców powołana, w zaistniałej w
kwietniu sytuacji, przez marszałka Sejmu – uważa Goliński.
Czy wracający z remontu Tu-154M o numerze bocznym 102 bez większych przeszkód
będzie mógł wrócić do latania? Czy przedtem zostanie gruntownie sprawdzony w
Polsce? Czy kwestia dopuszczalności lotów będzie jeszcze dyskutowana, a jeśli
tak, to z którą komisją? Jeszcze w lipcu resort obrony rozważał trzy scenariusze
przyszłości Tu-154M: powrót do lotów z VIP-ami, przejście do Sił Powietrznych
jako samolot zabezpieczający zdolności transportowe oraz sprzedaż. Kilka dni
temu minister Bogdan Klich mówił jednak, że nie widzi powodu, aby wycofywać
drugiego Tu-154 ze służby, i zapewniał, iż z samolotu będzie mógł korzystać
zarówno premier, jak i prezydent… jeśli tylko oni sami będą tego chcieli.
Marcin Austyn
