Konserwator nie wydała decyzji w sprawie pomnika

Nie ma jeszcze ostatecznej decyzji stołecznej konserwator
zabytków Ewy Nekandy-Trepki w kwestii budowy pomnika ku czci ofiar
katastrofy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu.

Decyzji nie ma, ponieważ do biura konserwatora nie wpłynął żaden
wniosek gospodarza miejsca, czyli Kancelarii Prezydenta. A ten nie
wpłynął, bo przecież Kancelaria Prezydenta wmurowała już tablicę na
fasadzie Pałacu Prezydenckiego, a wczoraj drugą w pałacowej kaplicy
i najwyraźniej uznała, że pamięć delegacji katyńskiej została już
godnie uhonorowana. Innego zdania są bliscy ofiar i miliony
obywateli z bólem śledzący informacje na temat tej sprawy. Prezydent
Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz pozostaje obojętna na apele m.in.
Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej,
powtarzając do znudzenia, że to stołeczny konserwator zabytków nie
pozwala, by na Krakowskim Przedmieściu powstał kolejny pomnik. W tym
tygodniu Gronkiewicz-Waltz także powołała się na tezę, że na
Krakowskim Przedmieściu nie może stanąć żaden nowy pomnik, ponieważ
zakłócałoby to zamkniętą przestrzeń Traktu Królewskiego.
"Nasz Dziennik" nie otrzymał jednak z Biura Stołecznego Konserwatora
Zabytków informacji, jakoby opinia wydana przez Ewę Nekandę-Trepkę
miała moc decyzji.
Jak powiedziała z nieukrywanym żalem wdowa po jednym z pasażerów
tragicznego lotu, na razie Kancelaria Prezydenta upamiętnia ofiary
katastrofy smoleńskiej nader skromnie, w miejscach odizolowanych od
widoku publicznego. Wczoraj w kaplicy Pałacu Prezydenckiego
Bronisław Komorowski odsłonił kolejną tablicę. Ma ona upamiętniać
parę prezydencką, prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego i pracowników
Kancelarii Prezydenta. W uroczystości uczestniczyli ks. abp
Kazimierz Nycz i niektóre rodziny ofiar. Jednak o pomniku przed
Pałacem kancelaria milczy.
W wypowiedziach prezydent Warszawy powtarza się również określenie
"otulina Starego Miasta", przez które rozumiane jest Krakowskie
Przedmieście i tereny wokół niego. Jednak klasycystycznego
charakteru terenu zwanego "otuliną" nie zakłóci najwidoczniej, w
opinii konserwator, hotel mający powstać wkrótce w okolicach
Krakowskiego Przedmieścia przy ulicach Senatorskiej i Miodowej.
Jak powiedział nam Wojciech Boberski, warszawski historyk sztuki,
jakakolwiek decyzja stołecznej konserwator powinna być polem do
dyskusji z zainteresowanymi. Nasz rozmówca zwrócił uwagę na kilka
sprzeczności zawartych w oświadczeniu prezydent Warszawy, które są
zarazem utrwaleniem opinii Ewy Nekandy-Trepki. Jeśli chodzi o
klasycystyczny charakter ulicy, to należy podkreślić, że ogromna
część Traktu Królewskiego jest, jak zaznacza historyk sztuki,
powojenną kreacją konserwatorską, której efekt nie jest stylowo
jednorodny. Poza tym na Krakowskim Przedmieściu mamy de facto do
czynienia z różnorodnością stylów. Hotel Europejski reprezentuje
renesans, a hotel Bristol – eklektyzm.
Jeśli chodzi o pojęcie "zamkniętej przestrzeni historycznej", które
również pojawiało się w opiniach władz Warszawy dotyczących
powstania pomnika ofiar z 10 kwietnia, to jest ono, według Wojciecha
Boberskiego, również nieadekwatne. Remont Krakowskiego Przedmieścia,
który zakończył się w 2007 roku, nie przywrócił tej przestrzeni
historycznego wyglądu, co nie przeczy temu, że pozytywnie odmienił
on wizerunek ulicy.
Idąc dalej w swojej argumentacji, Hanna Gronkiewicz-Waltz zaznaczała
kilkakrotnie, że od dawna nie powstają na całej długości Traktu
Królewskiego żadne nowe pomniki czy współczesne budynki. Wojciech
Boberski podważa tę tezę, ponieważ podczas remontu powstał
nowoczesny pawilon wystawowo-restauracyjny na skwerze Hoovera, który
to skwer, jak wskazuje, stanowi – oprócz skweru obok kościoła
Wizytek i skweru, na którym stoi pomnik Adama Mickiewicza –
nieodłączną część Traktu. Poza tym na Krakowskim Przedmieściu
powstało w ostatnich latach wiele form tzw. małej architektury, co
zaprzecza powtarzanemu wielokrotnie twierdzeniu, że obszar ten jest
zamkniętą przestrzenią historyczną.
Jeśli chodzi o sprawę pomnika księcia Józefa Poniatowskiego,
Wojciech Boberski przypomniał, że w obecnym miejscu znajduje się on
od 1965 roku, a stanął tam za zgodą ówczesnego premiera Józefa
Cyrankiewicza. Przedtem stał w Łazienkach, potem w rezydencji Iwana
Paskiewicza w Homlu, a od 1922 roku przed Pałacem Saskim. – Autor
pomnika Bertel Thorwaldsen planował ustawienie go w innej
lokalizacji. Tak wynika z opracowań historycznych – dodaje Boberski.
Według niego, sam pomnik dziś ma duże walory "muzealne", jednak już
"dużo słabszą recepcję emocjonalną".

Krakowskie Przedmieście się zmienia
– Miejsce upamiętnienia ofiar katastrofy przed Pałacem Prezydenckim
ma wymiar symboliczny i nie jest związane z bieżącą polityką.
Upamiętnienie tragedii narodowej z 10 kwietnia, nieporównywalnej ze
śmiercią księcia Józefa, nie naruszy przestrzeni Krakowskiego
Przedmieścia, która w ostatnich latach i tak ulegała licznym daleko
idącym przekształceniom – konkluduje historyk sztuki.
Jedną z bardziej kontrowersyjnych kwestii w tym aspekcie jest
projekt budowy hotelu w pobliżu placu Zamkowego. Według Boberskiego,
skoro taki projekt został zatwierdzony, to znaczy, że była zgoda
stołecznej konserwator i w tym wypadku nikomu nie przeszkadza to, że
Trakt Królewski jest "zamkniętą historycznie przestrzenią". "Nasz
Dziennik" zwrócił się już do urzędu miasta z prośbą o informacje
przybliżające ten projekt.

Gdyby była wola, byłby i pomnik
Teoretycznie sprawę wybudowania jakiegoś pomnika może zablokować
odmowa udzielenia gruntu potencjalnemu inwestorowi. Wówczas jest ona
ostateczna i nie musi być to odmowa konserwatorska. W przypadku
budowy pomnika ofiar smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu sytuacja
jednak może wyglądać inaczej, ponieważ gdyby gospodarz miejsca, a
więc Kancelaria Prezydenta, wystąpił z konkretnym wnioskiem do
konserwatora, wówczas mogłyby rozpocząć się na ten temat rozmowy i
otworzyłoby się pole do przedstawiania koncepcji. Kancelaria
Prezydenta wykazałaby dobrą wolę, gdyby zwróciła się z takim
wnioskiem o wytyczne w sprawie budowy pomnika na terenie, na którym
gospodaruje. W dobrą wolę obecnej władzy nie wierzy Beata Gosiewska,
wdowa po Przemysławie Gosiewskim. Uważa ona, że władza nie chce
powiedzieć wprost, że jest przeciwna postawieniu pomnika właśnie w
tym konkretnym miejscu. – Jeśli nie ma dobrej woli, to zasłania się
to przepisami. Nie oszukujmy się – prawo tworzą ludzie. Na
postawienie nowoczesnego molocha w pobliżu Ogrodu Saskiego, który w
ogóle nie współgra z otoczeniem, była zgoda. To po prostu pokazuje,
jak działa obecna władza, i takie działanie wpisuje się w zacieranie
pamięci o tragedii z 10 kwietnia – zauważa Beata Gosiewska.
Sama decyzyjność konserwatora w sprawie budowy pomników w miejscach
szczególnie chronionych z racji ich walorów zabytkowych wynika z
uprawnień tego urzędu. Jednak doświadczenie pokazuje, że nie jest to
urząd namaszczony nieomylnością i zdarzały się sytuacje, które
budziły wiele kontrowersji. Warto tu przypomnieć chociażby sprawę
wyburzenia starej parowozowni na Pradze. Otóż jak relacjonowały
media, w wyniku kontroli inspektorów z urzędu wojewódzkiego
wysunięto zarzut, że za wyburzenie zabytku będącego wyjątkową
konstrukcją z XIX wieku odpowiadały m.in. wojewódzki konserwator
zabytków Barbara Jezierska, jak również stołeczny konserwator Ewa
Nekanda-Trepka. Ich głównym błędem miało być zbyt późne wpisanie
obiektu do rejestru zabytków. Sprawy inwestycji mających na celu
wybudowanie nowoczesnych budowli w obszarze niedalekim od Starego
Miasta również mogą budzić zastrzeżenia. W tym momencie można
zapytać, dlaczego Hanna Gronkiewicz-Waltz, która już stwierdziła na
Radzie Warszawy, że nie będzie angażować się w sprawę pomnika, z
uporem powtarza tezy, którym z łatwością można zaprzeczyć, i na czym
opiera swoją pewność.
 

Paulina Jarosińska

drukuj