Kto rozliczy tragedię deportacji

Z Aleksandrą Szemioth, przewodniczącą Komisji Historycznej Związku
Sybiraków w Krakowie, rozmawia Marek Żelazny

Należy Pani do osób, które doświadczyły losu zesłańca syberyjskiego,
a teraz czynnie starają się udokumentować i upamiętnić Golgotę
Wschodu…
– Wraz z moją rodziną – matką i rodzeństwem – byłam
wywieziona
13 kwietnia 1940 r. z Wileńszczyzny na długie 6 lat przymusowego
zesłania w północnym Kazachstanie. Znając ten los z autopsji, od wielu lat w
ramach prac zespołu Komisji Historycznej Związku Sybiraków w Krakowie staramy
się dokumentować i opisywać zsyłki Polaków na Syberię w okresie II wojny
światowej. Obchodzona 70. rocznica pierwszej akcji deportacyjnej –
najokrutniejszej, bo dokonanej przy pełnym zaskoczeniu i podczas bardzo mroźnej
zimy – jest dobrą okazją, żeby ponownie przypomnieć społeczeństwu problem
represji sowieckich na obywatelach polskich. Na Kresach Wschodnich II RP od
początku 1940 do połowy 1941 r. przeprowadzono 4 wielkie akcje deportacyjne,
których ofiarami padło ponad milion osób. Ponadto już na jesieni 1939 r.
aresztowano około 250 tys. Polaków, głównie mężczyzn, którzy później trafili do
łagrów, a bardzo wielu rozstrzelano na miejscu. Ten bezmiar krzywd, cierpienia,
upodlenia, poniewierki, ponadludzkiej pracy, wreszcie głodu i zimna jest ciągle
nie dość znany społeczeństwu polskiemu. Nie pamięta się o setkach tysięcy
zmarłych na zesłaniu. Upamiętnienie tych wszystkich rozstrzelanych, zamęczonych,
zagłodzonych jest przedmiotem prac dokumentacyjnych Związku Sybiraków. Są to
jednak działania podejmowane tylko na miarę naszych skromnych możliwości, ciągle
oczekujemy na profesjonalne badanie tych zagadnień, na powstanie instytutu,
który zająłby się tą częścią naszej historii i narodowej martyrologii.

Istnieje też problem rekompensat za cierpienia doznane przez osoby,
których dotknęła tragedia deportacji przez Sowietów.
– Kilka
miesięcy temu z Kancelarii Prezydenta RP przesłano do Sejmu projekt ustawy w
sprawie przyznania sybirakom finansowego zadośćuczynienia za lata zesłania.
Intencją ustawodawcy było częściowe wyrównanie krzywd tej grupie poszkodowanych
zarówno w czasie wojny, jak też po jej zakończeniu. Ze strony Rosji żadnego
odszkodowania nie można się spodziewać. Wobec tego podjął tę myśl prezydent Lech
Kaczyński. Sybiracy oczekują zrealizowania tej obietnicy. Podobno wszystkie
ugrupowania w parlamencie skłonne są poprzeć i uchwalić tę ustawę. Jednak z
niewiadomych dla nas powodów prace nad jej uchwaleniem się przedłużają, co jest
szczególnie dotkliwe w kontekście wieku osób poszkodowanych.

Ilu osób dotyczy ten problem?
– W całej Polsce jest
obecnie około 40 tys. sybiraków. Gdy Związek został reaktywowany w grudniu 1988
r., było ich około 100 tysięcy. Widać więc wyraźnie, jak szybko zmniejsza się
grono świadków tamtych wydarzeń. Nasz krakowski oddział ZS liczy aktualnie około
800 członków. Prawie wszyscy pochodzą z Kresów. Wielu na Syberii utraciło swoich
bliskich. Wszystkie rodziny utraciły całe swoje mienie, a również z powodu
zmiany granic II Rzeczypospolitej nie mogły wrócić do swoich miejsc rodzinnych.
Sybiracy są zatem dotkliwie i wielorako poszkodowani. Na dodatek są bodaj jedyną
grupą pokrzywdzonych w czasie wojny, która nie doczekała się dotąd
zadośćuczynienia. Z tych powodów przewidywana, choćby częściowa, rekompensata
szczególnie im się należy.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj