Kto przechowa pamięć o zbrodni ponarskiej?
Kwatera polska w ponarskim lesie – z krzyżem i ołtarzem, przy którym
odprawia się Msze św. w intencji pomordowanych. Na tablicach 305 nazwisk
Polaków, których zabijano nad dołami ponarskimi: młodzieży, akowców,
zakładników, inteligencji wileńskiej. Patrząc na te nazwiska, pamiętajmy, że w
Ponarach Niemcy i Litwini zamordowali około 16-20 tysięcy naszych rodaków i
około 70 tysięcy obywateli polskich pochodzenia żydowskiego fot.
Kiedy pod koniec czerwca 1941 r. Sowieci uciekali w popłochu z
okupowanego Wilna, polska ludność miasta odetchnęła z ulgą. Planowana na
następne dni wielka deportacja wilnian na Sybir nie doszła już do
skutku.
Niestety, już w lipcu 1941 r. nastały nie mniej okrutne niemieckie
„porządki”. Zaczęła się eksterminacja obywateli polskich – Żydów i Polaków
żydowskiego pochodzenia. Niemcy „dojrzewali” właśnie do „ostatecznego
rozwiązania kwestii żydowskiej”, co nastąpiło niebawem po złowrogiej konferencji
w Berlinie – Wannsee 20 stycznia 1942 roku. Niemiecki oberzbrodniarz Reinhard
Heydrich został upoważniony do poczynienia „wszelkich niezbędnych przygotowań do
globalnego rozwiązania kwestii żydowskiej na europejskim obszarze wpływów
niemieckich”.
Podwileńską wieś Ponary, wspominaną jeszcze przez Adama
Mickiewicza jako idylliczną, spokojną, Niemcy wybrali na miejsce wielkiej
zbrodni. Jeszcze za czasów sowieckiej okupacji wykopano w ponarskim lesie
wielkie doły o średnicy do 34 m i głębokości 4 metrów. Sowieci zamierzali tam
umieścić zbiorniki z paliwem. Te wielkie doły „pomysłowi” Niemcy (Wir haben eine
Idee…) postanowili wykorzystać jako gotowe groby. Tak zaczęła się trzyletnia
wielka zbrodnia, w której niezwykle aktywnymi i gorliwymi pomocnikami Niemców
byli Litwini – policjanci i członkowie bandyckiej formacji Ypatingas Bu-rys
(„strzelcy ponarscy”), która formalnie była specjalnym oddziałem
Sicherheitsdienst (SD), czyli niemieckiej policji bezpieczeństwa. To byli
zbrodniarze wykazujący się szczególnym okrucieństwem, zapamiętanym przez wielu
świadków. Litwini budowali swą „szczęśliwą przyszłość” na potędze Rzeszy i
chcieli pokazać, że zasłużyli na zaufanie i uznanie Niemców.
Śmierć w walce
Poza Żydami w ponarskim lesie zbrodniarze zamordowali też wielu Polaków.
Zmarła niedawno Helena Pasierbska, prezes Stowarzyszenia Rodzina Ponarska,
podkreślała przy każdej okazji, że był to inny rodzaj śmierci. O ile Żydów
mordowano w ramach wielkiego planu eksterminacyjnego i byli oni ofiarami tych
zbrodniczych pomysłów, o tyle śmierć Polaków miała wymiar heroiczny. Nie były to
bowiem przypadkowe ofiary, lecz ludzie, którzy w sposób świadomy podjęli walkę z
okupantami o niepodległy byt Narodu: konspiratorzy z Armii Krajowej, z
młodzieżowej organizacji Związek Wolnych Polaków, wspierający konspirację w
różny sposób ideowi Polacy, głównie ludzie młodzi. Osobną kategorię stanowili
zakładnicy, często wybitni przedstawiciele polskiej inteligencji, których śmierć
była przejawem ślepej zemsty Niemców i Litwinów za polską konspirację
niepodległościową. W ten sposób zginęli światowej sławy lekarz, jeden z
prekursorów onkologii, dziekan Wydziału Lekarskiego USB dr Kazimierz Pelczar,
aktor Tadeusz Lothe, mąż wybitnej aktorki Wandy Stanisławskiej-Lothe, profesor
prawa skarbowego na USB w Wilnie Mieczysław Gutkowski, znany wileński adwokat
Mieczysław Engel i inni.
Helena Pasierbska szacowała, że w ponarskim lesie
Niemcy i Litwini zamordowali około 70 tysięcy Żydów i Polaków żydowskiego
pochodzenia oraz około 16-20 tysięcy Polaków. Polacy, zanim zginęli w Ponarach,
przechodzili prawdziwą golgotę w gmachu gestapo przy ulicy Ofiarnej w Wilnie
oraz w więzieniu na Łukiszkach. Jako konspiratorzy byli poddawani ciężkiemu
śledztwu, próbowano z nich wydobyć informacje o polskim podziemiu
niepodległościowym. Litewska policja polityczna Sauguma była w tych działaniach
nie mniej okrutna niż gestapo.
Do największej zbrodni na Polakach doszło w
Ponarach 12 i 13 maja 1942 roku. Niemcy i Litwini aresztowali wcześniej około 90
młodych ludzi ze Związku Wolnych Polaków, utworzonego jeszcze za czasów
sowieckiej okupacji i prześladowanego przez NKWD. Kiedy do Wilna weszli Niemcy,
organizacja liczyła już ponad 1500 młodych Polek i Polaków. Ich przywódcą był
niespełna 21-letni Jan Kazimierz Mackiewicz, używający znamiennego pseudonimu
„Konrad”. Po ciężkim śledztwie został zamordowany wraz ze swymi koleżankami i
kolegami. Stowarzyszenie Rodzina Ponarska ogłosiło 12 maja Dniem
Ponarskim.
Zbrodnie w Ponarach zajmowały cały czas kierownictwo Okręgu
Wileńskiego Armii Krajowej. Niestety, brak było militarnych możliwości
przeciwstawienia się dalszym mordom, mimo znaczącej siły wileńskich brygad AK.
Znane są liczne odezwy i deklaracje w tej sprawie. We wrześniu 1943 r. wileńska
AK wydała ulotkę, w której pisano: „Zbiry niemieckiego Gestapo i litewskiej
Saugumy dokonały nowej potwornej zbrodni na żywym ciele Narodu Polskiego,
nękanego od czterech lat ciągłymi ofiarami krwi i życia (…). Krew niewinnych
ofiar masowego terroru będzie pomszczona. Dziś uchylamy nasze bojowe sztandary,
oddając cześć ich męczeńskiej śmierci, i żegnamy ich w skupieniu i powadze, z
zaciśniętymi pięściami, bez lamentów i skarg, jak na walczący naród
przystało.
Za śmierć czcigodnych obywateli polskich odpowiedzialnych czynimy
w równej mierze Niemców, jako rozkazodawców, i Litwinów, wysługujących się
okupantowi, jako inspiratorów i wykonawców. Wszystkich winowajców dosięgnie ręka
karzącej sprawiedliwości, gdzie by się nie ukryli. W razie powtórzenia się
dalszych aktów krwawego terroru lub stosowania zasady zbiorowej
odpowiedzialności wobec ludności polskiej zostaną zastosowane, w drodze
represji, w stosunku do przebywających tutaj rodzin niemieckich takie środki
odwetowe i w takim nasileniu, jakie polskie Kierownictwo Walki Podziemnej uzna
za wskazane i celowe (…)”. Tej groźby wileńska AK nigdy nie spełniła. W obawie
przed masowym terrorem niemieckim? A może dlatego że Polacy – w przeciwieństwie
do Niemców i Litwinów – nie mieli do takich zadań dostatecznego
„zamiłowania”?
Wstyd było umrzeć śmiercią naturalną…
W środę, 12 maja – w Dniu Ponarskim – odbyło się w Sopocie spotkanie członków
Stowarzyszenia Rodzina Ponarska oraz Klubu Historycznego im. gen. „Grota”,
afiliowanego przy IPN. Było to pierwsze spotkanie Rodziny Ponarskiej od śmierci
jej charyzmatycznej organizatorki i przywódczyni Heleny Pasierbskiej. Teraz
Rodziną Ponarską kieruje dr Maria Wieloch z Gdańska, córka Stanisława Wielocha z
wileńskiej AK, kierownika siatki wywiadowczej na linii Dyneburg – Wilno,
zamordowanego w Ponarach 18 lutego 1943 roku.
Wystąpienie dr Wieloch
poprzedził wykład dr. hab. Eugeniusza Koki z Uniwersytetu Gdańskiego o polityce
wschodniej Marszałka Józefa Piłsudskiego. W ten sposób organizatorzy pragnęli
uczcić 75. rocznicę śmierci Marszałka. Wspomniano również gen. Władysława
Andersa, który umarł także 12 maja 1970 r. w Londynie. Zebrani pomodlili się za
dusze śp. Marszałka, generała, za Helenę Pasierbską, za zamordowanych w Ponarach
oraz za ofiary tragedii smoleńskiej z 10 kwietnia.
Maria Wieloch nie
potrafiła ukryć wzruszenia, choć tyle lat minęło od śmierci jej ojca. Może także
dlatego że najbardziej wzruszające pamiątki ponarskie to grypsy więzienne
Stanisława Wielocha, pokazujące nadzwyczajną potęgę ducha tego niezwykłego
człowieka. W jednym z grypsów pisał do żony Zofii: „Wszelka filozofia, idea, bez
korzeni wyjściowych z życia i bez zastosowania w życiu – to puste frazesy.
Chrystus objawił nam swą filozofię pozagrobową, aby nam tutejsze ciężkie życie
ułatwić. Ideowiec nie załamie się nawet pod muszką karabinu, bo wie, że tak czy
inaczej umrzeć musi. Doprawdy, w dzisiejszych czasach wstyd byłoby umrzeć
śmiercią naturalną… Wstyd przed przyszłemi pokoleniami, które kochać Ojczyznę
uczyć się będą po naszem życiu – jak my na życiu naszych przodków, którzy na
przykład w powstaniach ginęli, zdawałoby się bezcelowo. Krew zawsze wydaje
plony. Śmierci się nie boję, ale chcę żyć, jak każdy ideowiec. Żyjąc bowiem,
mogę coś jeszcze zrobić. Pracując dla idei, muszę tkwić korzeniami w życiu, bo
tylko idea życiu bliźnich służy. Dlatego każdy winien w każdych warunkach
tworzyć w sobie i wokół siebie atmosferę życia normalnego, aby normalnie czuć i
normalnie myśleć. Nawet w celi, oczekując najgorszego, można i należy stworzyć
atmosferę życia normalnego. Tak jest u mnie. Tak będzie u Ciebie, bo jesteś
człowiek, mocny człowiek, a przy tem matka i Polka. Nie złamiesz się, takie jest
moje przekonanie. Żyj normalnie”.
Maria Wieloch przyniosła ze sobą Nowy
Testament – egzemplarz, który był przy jej ojcu w więziennej celi aż do
wywiezienia na śmierć. To było źródło jego siły.
Powrót na Ponary
„Powrót na Ponary będzie wiecznym powrotem każdego współczesnego pokolenia
Polaków do miejsca, które stało się znakiem najszlachetniejszej duchowości,
wniesionym do dziedzictwa kultury jako znak wyraziście polski” – pisała kiedyś
Barbara Jedynak w „Rocie”. Czy tak jest? To, zdaniem Marii Wieloch, zależy od
odpowiedzi, jakiej udzielimy na pytania postawione niegdyś Polakom przez
Marszałka Piłsudskiego: Co z przyszłością? Kto będzie pamiętać? Kto uszanuje
ofiarę? Wokół tych pytań dr Wieloch osnuła swoje wystąpienie.
Na pierwsze
pytanie Marszałka odpowiedzieli ci, którzy podjęli walkę o wolną Polskę i
zginęli w Ponarach – za to właśnie, że byli Polakami. Pamięć o tym, iż w
nierównej walce zwyciężały nie tak dawno Legiony Piłsudskiego, dodawała im siły
w czasie pobytu na Łukiszkach i na Ofiarnej. Zginęli najlepsi i
najszlachetniejsi przedstawiciele Narodu: uczniowie, absolwenci renomowanych
gimnazjów i liceów wileńskich, gdzie otrzymali niepowtarzalną, patriotyczną
formację; żołnierze Armii Krajowej; zakładnicy – kwiat inteligencji
polskiej.
Jak w Katyniu
„Technika” zbrodni ponarskiej przypomina zbrodnię katyńską, tylko w jeszcze
większym natężeniu. Do ludzi stojących lub klęczących, często ze związanymi do
tyłu rękoma, strzelano nad dołem w tył głowy. Kiedy olbrzymie doły śmierci były
już pełne, a fetor rozkładających się ciał nie do wytrzymania dla zabójców,
zarządzono palenie ciał. Od grudnia 1943 r. do kwietnia 1944 r. spalono około 60
000 ciał zamordowanych ludzi.
Testament młodzieży
Za testament młodzieży ponarskiej pani Maria Wieloch uważa gryps przekazany
przez zmaltretowanego po torturach Leonarda Kowalewicza do alumna Seminarium
Duchownego w Wilnie Piotra Wróblewskiego: „Jeśli ci się uda wydostać z
więzienia, powiedz naszym bliskim i krewnym, że otrzymaliśmy wyroki, byliśmy
torturowani, lecz nikt nikogo nie zdradził. Bóg to widzi. Zachowaliśmy się
godnie. Wyrok śmierci nie pokonał żadnego z nas. Solidarni i świadomi wagi
chwili, oddajemy życie za Boga i Ojczyznę. Wierzymy, że to, o co walczyliśmy,
nie zginie. Sprawę podejmą inni. Polska powstanie wolna i niepodległa. Powiedz
to innym. Wierzymy, że naszym życiem i naszą śmiercią rozporządza Opatrzność,
więc jesteśmy spokojni i ufni”. Leonard Kowalewicz został zamordowany 12 maja
1942 roku. To także dla niego jest ten Dzień Ponarski.
„Młodzież ponarska
wyrosła w domach o bogatej tradycji kultury i obyczaju. Z polskich książek
uczyła się honoru, dumy, odwagi i niezgody na przemoc” – zauważyła Maria
Wieloch. Przywołała m.in. postać Janka Mackiewicza i przypomniała jego ostatni,
wierszowany gryps: „Trzy znam ja prawdy, oto one: Ojczyzna, Naród, Chrystus
Król. Choć umęczone ciało skona, sam duch zwycięży poświst kul”.
Pani Maria
Wieloch mówiła też o dzielnych kapłanach wileńskich. Ksiądz Romuald Świrkowski
był żołnierzem AK. Po torturach w więzieniu został zamordowany razem z grupą
młodzieży 5 maja 1942 r. w Ponarach.
Kto będzie pamiętał?
– pytała pani Wieloch za Marszałkiem Piłsudskim. Rodzina Ponarska pamięta, są
tablice pamiątkowe i pomniki w Szczecinie, Koszalinie, Słupsku, Gdyni, Gdańsku,
Olsztynie, Ełku, Białymstoku, Poznaniu, Bydgoszczy, Warszawie, Łodzi,
Skarżysku-Kamiennej, Lublinie, Wrocławiu, Opolu. W sobotę, 15 maja, zostanie
otwarte i poświęcone Oratorium Wileńskie w Martyrologium Narodu Polskiego w
sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Kałkowie-Godowie, z tablicą ponarską. Za
ludobójstwo Żydów w Ponarach prezydent Algirdas Brazauskas przepraszał już przed
laty w Izraelu. A przecież ci Żydzi byli obywatelami polskimi – zauważyła pani
Maria Wieloch. Za zamordowanych Polaków nikt nie przepraszał.
Trudno się
dziwić, że nas nie szanują i lekceważą. W uchwale Sejmu Rzeczypospolitej
Polskiej z 17 września 2008 r. w sprawie upamiętniania ofiar Golgoty Wschodu
napisano: „Pamiętać winniśmy przede wszystkim o ludziach, którzy padli ofiarą
tamtejszego czasu, zarówno o tych, którzy zginęli i których zamordowano, jak i o
tych, którzy przeżyli, doznawszy niewyobrażalnych prześladowań i cierpień.
Pamiętamy o ofiarach zbrodni katyńskiej, o wywózkach w głąb Związku Sowieckiego,
o przymusowej, wyniszczającej pracy w łagrach, o zbrodniach popełnionych w
celach Łubianki, Łukiszek i Brygidek, o poszukiwanych do dzisiaj ofiarach tzw.
obławy augustowskiej z 1945 r., o kaźni polskich Żydów od Ponar po Bykownię, o
ofiarach dramatycznych mordów na tle narodowościowym od Wołynia po Święciany.
Pamiętamy o nich i o ich rodzinach, które przez wiele lat doświadczały udręki
związanej z koszmarem przeszłości”.
Jak widać, to nie zbrodniarze, tylko
„tamtejszy czas” zabił naszych rodaków. A Ponary to tylko kaźń Żydów. Tę uchwałę
podpisał marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Jego stryj, wówczas zaledwie
17-letni Bronek Komorowski, walczący o wolną Polskę w Związku Wolnych Polaków,
zginął w Ponarach… Więc kto uszanuje ofiarę – jego i innych polskich
ponarczyków?
* * *
Nie wszyscy sprawcy mordów zostali osądzeni. Do dziś zdołano zidentyfikować
imiona i nazwiska 114 litewskich oprawców ze zbrodniczego oddziału „strzelców”.
Po wojnie schwytano – na terenie Sowietów i Polski – tylko 20 zbrodniarzy. Jeden
z nich, Jonas Barkauskas, rozpoznany został dopiero w 1973 roku. Pracował w
Teatrze Wielkim w Warszawie jako muzyk Jan Borkowski… Podczas śledztwa zeznał,
że nie żałuje tego, co robił w czasie wojny. Został skazany na karę śmierci,
zamienioną na 25 lat więzienia. Wielu jego kolegów zbiegło na Zachód, niektórzy
żyją tam do dziś.
Najgorsze jest to, że dla wielu Litwinów zbrodniarze z
Ponar byli bohaterami walki o niepodległość Litwy! Tymczasem naiwny Polak
wyobraża sobie, że od czasów bitwy pod Grunwaldem mamy w Litwinach wielkich
przyjaciół. Polityczna poprawność nie pozwala nam myśleć inaczej, nie pozwala
zbyt głęboko dociekać prawdy. Więc jeszcze raz wraca pytanie: kto w przyszłości
będzie pamiętał o Ponarach?
Piotr Szubarczyk, IPN Gdańsk
