Kto głosował na Palikota
Jeszcze miesiąc temu nikt poważnie nie traktował zapowiedzi Janusza
Palikota, że stanie się ważnym graczem sejmowym; że transwestyta, człowiek z
wyrokiem, dziennikarz muzyczny, wojujący homoseksualista, dziennikarze "Faktów i
Mitów", "Nie" oraz zagorzała aborcjonistka spotkają się w jednym klubie sejmowym
z poparciem samego Jerzego Urbana. Tymczasem okazało się, że przy niemal
50-procentowej frekwencji Klub Parlamentarny Ruchu Poparcia Palikota będzie
trzecią siłą w kraju.
Co najbardziej przerażające, formacja ma poważne aspiracje do współrządzenia
i zwiększania poparcia dla swojego ugrupowania. W pierwszych analizach
komentatorzy porównują Ruch Palikota do nowego wcielenia Samoobrony – tym razem
w wersji bardziej miejskiej i zrewoltowanej przeciw tradycyjnej Polsce. W
innych, że to odmiana Żyrynowskiego, a więc brutalnego i skandalizującego
rosyjskiego nacjonalisty, który w czasach Borysa Jelcyna kanalizował
niezadowolenie społeczne i werbalnie niszczył swoich przeciwników. Obóz rządzący
używał do tego scenariusza Palikota. Być może w ukształtowanym w ciągu ostatnich
lat systemie władzy to właśnie ten polityk będzie miał za zadanie kanalizować
frustrację wyborców, by nie obróciła się ani przeciw Komorowskiemu, ani przeciw
Platformie. Przecież wczoraj zapowiedział, że poprze rząd PO – PSL, nie
stawiając żadnych warunków Donaldowi Tuskowi. Wydaje się, że w polskim życiu
politycznym mieliśmy już kiedyś do czynienia z podobnym zjawiskiem. W 1991 roku
do Sejmu weszła grupa osób pod szyldem Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Tamten
projekt był jednak raczej kabaretowy, ale Ruch Palikota wydaje się dla Polski i
życia publicznego o wiele bardziej niebezpieczny.
Dlatego warto przeanalizować, kto głosował na Ruch Palikota. Jak się okazuje, to
przede wszystkim mężczyźni (63 proc.). Co interesujące, są to ludzie ze
wszystkich grup wiekowych, a proporcje rozkładają się niemal równo. Palikot ma
swoich zwolenników nie tylko wśród ludzi młodych, bo grupa wyborców do 25. roku
życia wynosi 32 procent. Kolejne 30 proc. to wyborcy w wieku do 39 lat, potem
ludzie dojrzali do 59. roku życia (25 proc.), a całość uzupełnia 11-procentowa
grupa seniorów, a więc ludzi powyżej 60 lat. Jak więc widać, to nie tylko osoby
młode, niedoświadczone, wykorzenione czy sfrustrowane. Ale również ci starsi i
dojrzalsi, a także wychowani w latach 90. i później. Dzisiaj uznali, że tego
rodzaju oferta i lider odpowiadają ich światopoglądowi.
Ciekawe są preferencje polityczne deklarowane przez tę grupę. Jak się okazuje,
to w połowie dotychczasowi wyborcy Platformy Obywatelskiej. Ale również ludzie,
którzy dotąd nie głosowali lub nie pamiętali, na kogo ostatnio oddali swój głos.
Łącznie to prawie grupa 30-procentowa. Rok temu w wyborach prezydenckich 66
proc. z nich poparło Bronisława Komorowskiego, ale prawie 30 proc. nie głosowało
lub nie pamięta, kogo wtedy poparło. To znaczy, że były polityk Platformy
Obywatelskiej odebrał swojej macierzystej partii zdecydowaną większość wyborców
z ostatnich lat. Wykorzystał też do mobilizacji kampanię nienawiści sprzed
wyborów prezydenckich w 2010 roku i po nich do wyłuskania tego rodzaju postaw i
zorganizował je w polityczną formułę. Zaczyn tego, co dziś odnalazło się w
sejmowych ławach, widzieliśmy, oglądając bulwersujące i smutne sceny przed
Pałacem Prezydenckim w sierpniu ubiegłego roku. Palikot stał się polityczną
odmianą Dominika Tarasa, który wówczas skrzyknął przez internet ziejący pogardą
i nienawiścią tłum na Krakowskie Przedmieście. Czy trwałą? To się jeszcze okaże.
Co ważne, Palikot zmobilizował także tych, którzy w ogóle nie brali udziału w
wyborach, głosowali po raz pierwszy lub absolutnie nie orientują się w tym, co
dzieje się w życiu publicznym. To grupa łatwo sterowalna i podatna na
najbardziej prymitywne manipulacje.
W większości są to ludzie mieszkający w miastach (65 proc.) i posiadający
wykształcenie zaledwie średnie lub pomaturalne (to aż 45 proc.). W obecnych
czasach tego rodzaju kwalifikacje to ukoronowanie edukacji właściwie większości
młodych ludzi. Dawniej, w czasach PRL, grupa ta miałaby szanse na najwyżej
wykształcenie zawodowe, choć tacy również popierają Palikota – to grupa 15 proc.
badanych. Resztę stanowią osoby z wykształceniem wyższym (12 proc.) i
podstawowym (prawie 6 proc.). Niespełna 20 proc. z nich to uczniowie i studenci,
ale również pracownicy administracji, robotnicy, prywatni przedsiębiorcy,
pracownicy handlu i usług, kierownicy i specjaliści oraz emeryci i renciści.
Maciej Walaszczyk
