Kto ciął fundusze na szkolenia?
Z Mieczysławem Ziętkiem, ojcem kpt. Artura Ziętka, nawigatora na Tu-154M,
który zginął pod Smoleńskiem, rozmawia Marta Ziarnik
Jak ocenia Pan raport komisji Jerzego Millera na temat przyczyn katastrofy
smoleńskiej i jego główne tezy?
– Mogę powiedzieć tylko tyle, że jest to nic innego, jak tylko wybielanie samych
siebie. Bo to przecież minister Jerzy Miller odpowiada za BOR i to on miał
władzę, by oficerów BOR wysłać wcześniej na lotnisko w Smoleńsku, aby sprawdzili
przygotowanie tego miejsca na przyjęcie polskiego samolotu rządowego z tak
wybitnymi pasażerami na pokładzie. Nie dopilnował tego i jeszcze wielu innych
kwestii, a więc jest jednym z winnych tej katastrofy. Raport musiał więc pisać
tak, by winę zrzucić na innych. Zwłaszcza że teraz minister przygotowuje się do
wyborów, w trakcie których chce się pokazać opinii publicznej jako człowiek
dbający o Polskę. Dlatego oczernia się w nim załogę, która nie może się już
przecież sama obronić.
Nie spodziewał się Pan takiego obrotu spraw?
– Szczerze mówiąc, to się spodziewałem. Do końca jednak miałem nadzieję, że
stanie się coś, dzięki czemu choć po części wskaże się rzeczywistych winowajców.
Ale z drugiej strony sami siebie w tym raporcie też wskazują, mówiąc, że
nawigator nie miał odpowiedniego czasu na wypoczynek, który wynosi minimum 8
godzin. Jednak to chyba nie on jest winien tego, że jego zwierzchnicy wydali
jemu takie, a nie inne rozkazy, nie zwracając uwagi na przepisy. Mój syn dostał
rozkaz i go wykonał. Nie powinno się jego za to winić, tylko jego przełożonych.
W raporcie zarzuca się załodze, że miała małe doświadczenie i mało wylatanych
godzin.
– Kwestia rzekomo małego nalotu chociażby Arkadiusza Protasiuka była już
wcześniej podnoszona, choć fakty mówią co innego. W przypadku pozostałych
członków załogi, to jeśli ten nalot był mały, to pytam, gdzie w takim razie –
jeśli nie w pułku – mieli go wylatać? Czy mieli latać wokół bloku? Nie rozumiem,
dlaczego czepia się tych chłopców o to, na co oni nie mieli wpływu. Przecież za
to, jeśli już, odpowiadać powinni ich dowódcy i ministrowie, którzy obcinali im
nie tylko godziny nalotów, ale także fundusze na wiele innych szkoleń. Za te
pieniądze minister dokładał tylko kolejne uposażenia i gwiazdki na mundurach
swoich kolegów, którzy później przyczynili się także do tej tragedii.
Po ogłoszeniu raportu poinformowano o dymisji ministra Klicha. O czym, Pana
zdaniem, to świadczy?
– To było do przewidzenia, bo Klich nie był osobą odpowiednią na tym stanowisku.
Jedyną jego zaletą było to, że tańczył tak, jak mu zagrali. Sam nie miał polotu.
I podejrzewam, że w najbliższych dniach możemy się spodziewać kolejnych dymisji.
Dziękuję za rozmowę.
