Kresowi Polacy w trybach polityki

Zrozumienie najistotniejszych problemów, z jakimi boryka się obecnie
mniejszość polska na Litwie, wymaga nawiązania do pewnych zaszłości
historycznych, a zwłaszcza do wydarzeń z ostatniego 20-lecia niepodległej
Litwy.Ostatni chociażby problem związany ze szkolnictwem polskim na Litwie
narastał przez wiele lat. Już w 1996 r. rząd Republiki Litewskiej przyjął
uchwałę nr 882 wprowadzającą budowę szkół litewskojęzycznych w powiatach
zamieszkanych przez mniejszość polską. Konsekwencją tego były wyasygnowane w
1997 r. dotacje rządowe dla szkolnictwa. Dla powiatu wileńskiego, zamieszkanego
w większości przez Polaków, rząd litewski nie przewidział żadnych środków
finansowych dla szkół polskich w sytuacji, gdy dla placówek litewskich
przeznaczył 5 mln litów.

System szkolnictwa na Litwie jest finansowany przez samorządy, ale
konsekwentna polityka rządowa doprowadziła do specyficznej sytuacji, w której
tylko w powiatach zamieszkanych przez mniejszość polską (wileński, solecznicki)
istnieje równoległy, finansowany przez rząd system oświaty wyłącznie w języku
litewskim. W rejonach o zdecydowanej przewadze ludności polskiej rodzice i
dzieci stanęli przed trudnym wyborem, gdy obok często przedwojennych, słabo
dofinansowywanych przez samorządy szkół polskich powstawały nowe budynki dobrze
wyposażonych szkół litewskich, dające większe szanse na dalszą naukę na poziomie
wyższym czy zawodowym. Przyniosło to wymierne efekty, obecnie w polskich
szkołach uczy się około 14 tys. polskiej młodzieży, a jak szacują działacze
mniejszości polskiej, podobna liczba uczniów z rodzin polskich uczy się głównie
w szkołach litewskojęzycznych, a część w rosyjskojęzycznych. Aby zobrazować,
jakie daje to efekty i jak wygląda w praktyce stosunek do polskiej młodzieży w
szkołach litewskich, odwołam się, w dobie społeczeństwa obrazkowego, do polskiej
telewizji internetowej – Wilnoteki i jej relacji: http://www.wilnoteka.lt/pl/video/pamiec-grabiezy-wilna-cz-i-mala-bohaterka
oraz http://www.wilnoteka.lt/pl/video/w-poszukiwaniu-hitlerjugend.
Kolejnym krokiem było skreślenie języka polskiego jako obowiązkowego na maturze.
Mniejszość polska zebrała 25 tys. podpisów przeciwko tej decyzji, Warszawa
milczała. Późniejsza uchwała rządu Litwy z 2008 r. doprowadziła do sytuacji, że
podniesiono próg wymaganej liczby uczniów przy powstawaniu pierwszych klas
polskojęzycznych, preferując de facto klasy litewskojęzyczne, które z
oczywistych względów wymogów tych spełniać nie musiały. W tym roku, przy braku
reakcji Warszawy, minister oświaty Litwy wydał w lutym rozporządzenie o
wprowadzeniu języka litewskiego jako ojczystego do szkół polskich. W marcu 2011
r. rząd litewski uchwalił ustawę oświatową, której jednym z efektów będzie
wprowadzenie nauki części przedmiotów (m. in. historii, geografii) w szkołach
mniejszości polskiej po litewsku.

Traktat
Należy w tym miejscu przypomnieć, że już od 1994 roku obowiązywał traktat między
Rzecząpospolitą Polską i Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach, w którym
zapisane jest w artykule 15, iż Polska i Litwa zobowiązują się zapewnić
"zakładanie i utrzymanie własnych instytucji, organizacji lub stowarzyszeń, a w
szczególności kulturalnych, religijnych i oświatowych, w tym szkół wszystkich
szczebli". Strony zobligowały się również w tym samym artykule do zapewnienia
"możliwości nauczania języka mniejszości narodowej i pobierania nauki w tym
języku w przedszkolach, szkołach podstawowych i średnich". Cóż – postulatów tych
nie spełnia Litwa, ale również na stronie polskiej spoczywa obowiązek
nadzorowania wypełnienia postanowień traktatu. Tego jednak zabrakło.

Zwrot ziemi i mienia
Oprócz oświaty szczególnie istotne dla społeczności polskiej, ważne dla jej
niezależności ekonomicznej było dyskryminacyjne wyłączenie Polaków z
reprywatyzacji ziemi i zwrotu mienia. Na początku lat 90. rządząca na Litwie
większość parlamentarna na czele z Vytautasem Landsbergisem rozwiązała samorządy
w rejonach zamieszkałych przez Polaków. Polskich radnych (5 osób) postawiono
kilka lat później przed sądem pod zarzutem zdrady na rzecz Moskwy. Starania o
autonomię polską zostały twardo odrzucone. Na dwa lata ustanowiono na tych
terenach pełnomocników rządowych mających pełnię władzy. W tym samym czasie
rozpoczęto na Litwie procedurę zwrotu ziemi. Pomimo protestów i demonstracji
mniejszości polskiej urzędnicy litewscy, czasami przy wsparciu policji i wojska
(np. słynna walka o ziemię w Gudelach), rozdawali ojcowiznę Polaków – tysiące
parceli przeszło w ręce polityków i posłów, wysokich urzędników państwowych, w
tym sędziów oraz prokuratorów, część przeznaczono pod budowę urzędów. Pomimo
stwierdzenia po latach nieprawomocności tych działań nikt ziemi nie zwrócił. Gdy
Litwini zezwolili na wybory i w rejonach wileńskim oraz solecznickim władza
ponownie wróciła w ręce mniejszości polskiej, sprawy zwrotu ziemi znalazły się w
gestii organów rządowych (powiatu). Polski samorząd nie ma praktycznie żadnego
wpływu na zwrot ziemi. Polakom pozbawionym ojcowizny pod Wilnem proponuje się
natomiast ziemie np. pod Kłajpedą. Podobnie miała się sprawa ze zwrotem
własności w samym Wilnie, gdzie Polacy stanowili ok. 90 proc. osób starających
się o potwierdzenie prawa własności. Mienia nie zwrócono również polskim
organizacjom: Stanicy Harcerskiej, Teatrowi na Pohulance, Towarzystwu Przyjaciół
Nauk. Paradoksalnie w tym samym czasie Warszawa prowadziła rozmowy nad wspólnym
traktatem o dobrosąsiedzkich stosunkach. Nie zważając na fakt rozwiązania
polskich samorządów, grabież należącej do Polaków ziemi i ich dyskryminację przy
zwrocie mienia w Wilnie, pomimo wcześniejszych zapowiedzi wsparcia dla
postulatów mniejszości polskiej – Warszawa podpisała traktat z Litwą. Czy nie
był to czytelny znak stosunku władz RP do polskiej mniejszości, a zarazem zgoda
na "ostry" kurs Wilna wobec Polaków?

Język
Również w życiu publicznym poczyniono kroki w kierunku ograniczania używania
języka ojczystego przez Polaków. Po uzyskaniu niepodległości przez Litwę
członkowie mniejszości narodowych pragnący uczestniczyć w życiu społecznym i
zawodowym musieli przejść wielostopniowy egzamin z języka litewskiego, którego
zdanie było warunkiem otrzymania pracy. Egzaminy przeprowadzane były na koszt
zainteresowanych. Szczególnym przykładem ograniczania języka polskiego, ale
również uderzenia w tożsamość narodową, był zakaz używania przez Polaków nazwisk
i imion w polskim brzmieniu. Ostanie przejawy walki z językiem polskim są już
powszechnie znane: mandaty za napisy w języku polskim (np. w autobusach),
usuwanie dwujęzycznych nazw miast i ulic itd.
Tymczasem język ojczysty jest podstawowym kluczem do świata kultury i symboli
własnej grupy. Powinien być on również medium pozwalającym uczestniczyć w życiu
społecznym, administracyjnym, zawodowym. Gdy urzędowo zostanie usunięty ze sfery
publicznej, ze szkolnictwa, z Kościoła i Liturgii, powoli zacznie schodzić do
poziomu gwary, dialektu. Każda osoba pragnąca zostać lekarzem, inżynierem czy
choćby kierowcą-mechanikiem zmuszona będzie do używania pojęć i symboli tylko
litewskich – z braku własnych, co w efekcie dorowadzi do postępującej
lituanizacji. Jest to typowy przykład dyglosji – narzuconej hierarchii języków.

Inteligencja
Nie jest to tylko hipotetyczna sytuacja. Należy bowiem pamiętać, że siły
mniejszości polskiej jako grupy są nader wątłe. Polacy na Wileńszczyźnie to
resztki dawnej społeczności, która wydała Tadeusza Konwickiego czy Józefa
Mackiewicza. Polacy na Litwie od okresu powojennych przesiedleń do PRL są
najsłabiej wykształconą grupą etniczną zarówno na Litwie, jak i na Białorusi.
Dobrze obrazują to litewskie dane ze spisu państwowego z 2001 roku. Poziom
wykształcenia wyższego na 1000 mieszkańców wynosi: Litwini 126 osób, Rosjanie
128 osób, Polacy 63 osoby, Białorusini 112 osób. Obecny stan jest efektem
kilkupokoleniowej fizycznej eksterminacji inteligencji, elit ekonomicznych oraz
duchowieństwa. Społeczność polska doświadczyła również wywózek i przesiedleń,
grabieży mienia. Szczególnym i przemilczanym w Polsce ciosem dla wileńskiej
elity są Ponary. Dziś chyba każdy w Polsce już wie, czym był Katyń, ale czym
były podwileńskie Ponary? Pogrzebanych jest tam we wspólnych dołach 100 tys.
obywateli polskich (ok. 20 tys. Polaków i ok. 80 tys. Żydów) zamordowanych przez
ochotniczy oddział litewski Ypatingasis bu-rys pod dowództwem niemieckim, który
likwidując getto wileńskie i inne okoliczne getta, dokonywał również egzekucji
na żołnierzach polskiego podziemia oraz akcji odwetowych na polskiej
inteligencji. W sporządzaniu list proskrypcyjnych współpracowały ze sobą
litewska służba bezpieczeństwa Sauguma i gestapo.
W sytuacji braku ludzi pokroju Tadeusza Konwickiego, prof. Kazimierza Pelczara
czy naukowców, którzy po przesiedleniach założyli uniwersytet w Toruniu, elitę
dającą szansę na przetrwanie stanowili przez lata wiejscy nauczyciele i księża,
aż w końcu szkoły wydały nowe, wolne pokolenie inteligencji polskiej, ale czy
pierwsze i zarazem ostatnie?

Litwa kowieńska
Mając w pamięci walkę z polskością na Litwie kowieńskiej w okresie
międzywojennym, nie jest to bynajmniej pytanie retoryczne. Państwo litewskie w
okresie międzywojennym konsekwentnie likwidowało szkolnictwo polskie,
szykanowało nauczycieli, utrudniało polskim maturzystom podjęcie studiów. W celu
osłabienia ekonomicznego mniejszości polskiej została przeprowadzona na początku
lat 20. XX w. reforma rolna godząca przede wszystkim w polskie dwory. Polskiej
szlachcie i ziemianom odbierano ziemię, a osadzano na niej bezrolnych litewskich
chłopów, głównie ochotników zaciągających się do armii. Pamiętać bowiem należy,
że 67 proc. gospodarstw (według szacunków samych ziemian 80-90 proc.) o
powierzchni powyżej 100 ha na Litwie kowieńskiej należało do Polaków. A właśnie
takie majątki miały podlegać parcelacji.
Podstawą walki z polskością była również sukcesywna likwidacja polskich szkół,
np. Litwini w 1926 r. zezwolili na pracę 77 polskim szkołom, ale już w 1928 r.
zatwierdzili działanie tylko 16 placówek i dali licencję 19 nauczycielom.
Należy pamiętać, że sytuacja demograficzna Polaków przed wojną była bardzo
podobna do obecnej na Wileńszczyźnie. Na całej Litwie kowieńskiej (w 1923 r.
liczącej 2,06 mln ludności) wedle polskich szacunków Polacy stanowili 9,9 proc.,
czyli 202 tys. osób, zaś wedle danych litewskich ze spisu z 1923 roku 3,23
proc., czyli 65 tys. osób.
W 1989 r. na Litwie kowieńskiej, w powiatach, gdzie Polacy stanowili swego czasu
większość (bezwzględną lub względną), zarejestrowano: w Kownie – 0,6 proc.
Polaków, w rejonie kowieńskim i kiejdańskim – po 0,9 proc., poniewieskim – 0,3
proc., janowskim – 1,7 procent. W sumie dało to 6,4 tys. Polaków.
Jak widać, litewska polityka represji przyniosła wymierne efekty. Dziś językiem
polskim na Kowieńszczyźnie, jako swoistym reliktem, posługuje się starsze
pokolenie w ok. 30 wsiach, głównie w obrębie kilku okolic szlacheckich. Czy
obecnie, przy podobnych szykanach, raczej nieznana w Warszawie "szlachta
bujwidzka" długo ostanie się w swej tradycyjnej polskości, skoro ta znana
"sienkiewiczowska – laudańska" uległa lituanizacji w ciągu 2-3 pokoleń?

Salon warszawski
Rzeczywistość na początku XXI wieku wystarczająco pokazała nieadekwatność
starych, nieaktualnych, ciągnących się od czasów księcia Adama Czartoryskiego
koncepcji wspólnej walki "wolnych z wolnymi" przeciw dominacji imperium
rosyjskiego. Kresy, czy chcemy tego, czy nie, podzieliły się na młode,
kształtujące swoją tożsamość narody Litwinów, Ukraińców, Białorusinów, co już na
początku XX wieku pokrzyżowało federacyjne plany Marszałka Józefa Piłsudskiego.
Jak zatem powinniśmy się zachować? W żadnym wypadku, moim zdaniem, nie należy
wchodzić w spiralę szykan czy odpowiedzialności zbiorowej, jakiej doświadczają
Polacy na Wileńszczyźnie. Nie możemy być podobni w idei i metodach do rządu
litewskiego. Zarówno Polacy na Litwie, jak i Litwini w Polsce, w Puńsku, nie
powinni stać się zakładnikami polityków z Warszawy czy Wilna i ich koncepcji
prometejskich bądź nacjonalistycznych.
Naszą odpowiedzią powinna być raczej pomoc Polakom na Wileńszczyźnie m.in. przez
wsparcie dyplomatyczne. Należałoby powołać stałą radę przy premierze RP do
kontaktów ze związkami Polaków na Kresach. Musimy zwiększyć wsparcie dla
szkolnictwa mniejszości polskiej wszystkich stopni (w tym wyższego i
zawodowego). Konieczna jest również prawna pomoc w staraniach o zwrot ziemi i
mienia. Istotne również byłoby także poparcie starań o powołanie Polaka na
stanowisko biskupa pomocniczego w diecezji wileńskiej.
Czy polityczny salon warszawski, prawie po 200 latach, od kiedy pisał o nim
"Litwin" Mickiewicz, przestanie się w końcu dziwić: "Pan z Litwy i po polsku?
nie pojmuję wcale – ja myśliłem, że w Litwie to wszystko Moskale".

Dr Robert Wyszyński
Instytut Socjologii UW, Związek Repatriantów RP
 

drukuj