Kościuk wyszedł z procesu nietknięty

Z Andrzejem Zalewskim, pełnomocnikiem rodziny Grzegorza Przemyka, rozmawia
Jacek Dytkowski

Co oznacza oddalenie przez Sąd Najwyższy wniosku o kasację wyroku w sprawie
śmierci Grzegorza Przemyka?

– To koniec całego procesu, który trwał 28 lat. Nie jest to kwestia tylko
wniosku o kasację, ale orzeczenie merytoryczne kończące sprawę.

Czyli Ireneusz K. nie zostanie ukarany za swój czyn. Jak Pan ocenia taki
wyrok sądu?

– To jest kwestia pewnego punktu widzenia. Jeżeli rozpatrujemy to w kategoriach
stricte prawnych – które mogą być dla osób niezwiązanych z prawem bardzo trudne
do zrozumienia – mogę wskazać na pewną rzecz. W tym obszernym uzasadnieniu pani
sędzi referent nie było ani słowa na temat niezwykle istotnego poruszonego
przeze mnie elementu, a mianowicie współsprawstwa. Wiem, że jest to trudne, ale
w tej materii istnieje bardzo bogate orzecznictwo Sądu Najwyższego, które –
krótko mówiąc – pozwala na uznanie za sprawcę nie tylko tego, który popełnia
przestępstwo w całości, ale również i tego, który popełnia – że tak powiem –
jego fragment. Specjalnie używam teraz języka potocznego, żeby było to bardziej
czytelne. Chodzi o jakąś część przestępstwa, jeżeli jego działanie pozostaje w
związku z działaniami współsprawców. Tego pani sędzia nie była w ogóle uprzejma
skomentować. Nawet tego nie powtórzyła.

Sędzia Małgorzata Gierszon mówiła w uzasadnieniu o porażce wymiaru
sprawiedliwości…

– Tak się składa, że obecne społeczeństwo polskie ma różny system wartości. Ale
niezależnie od tego, czy będzie się on wywodził z postaw całkowicie
ateistycznych czy teistycznych, czyli czy mamy do czynienia z katolikami czy
osobami całkowicie niewierzącymi, co do jednej rzeczy panuje zgodność.
Mianowicie co do tego, czym jest sprawiedliwość. Otóż zarówno w kategoriach
doktryny katolickiej, jak i w kategoriach całkowicie ateistycznych obowiązuje
zgoda co do tego, że sprawiedliwość to zgodnie z liczącą grubo ponad 2 tys. lat
doktryną czy definicją prawa rzymskiego wolna i nieprzymuszona wola oddania
każdemu tego, co mu się należy. Więc jeżeli w tej sprawie nikt nie ma
wątpliwości i nie jest to przedmiotem jakichkolwiek ustaleń, że Ireneusz Kościuk
wielokrotnie uderzył rękoma w brzuch Grzegorza Przemyka i następstwem m.in. tych
uderzeń jest śmierć Grzegorza Przemyka, to jak się ma do elementarnego poczucia
sprawiedliwości to, iż on wychodzi z tego procesu, można powiedzieć, nietknięty?
I to jest suma tego, o czym w tym procesie mówiliśmy.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj