Komorowski mówi, jak chciałby Gazprom

Polska powinna zrezygnować z wydobycia gazu łupkowego, bo grozi to…
dewastacją środowiska naturalnego. Tę kuriozalną tezę wyartykułował pełniący
obowiązki prezydent RP, marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Według
polityka PO, przy wydobyciu stosuje się prymitywną metodę odkrywkową. To
bzdura, gaz łupkowy wydobywa się metodą głębokich odwiertów w ziemi i nie
trzeba do tego budować wielkich kopalń.

Marszałek uważa też, że wydobywanie gazu łupkowego jest niepotrzebne, bo
mamy dobry kontrakt gazowy z Rosją. Tymczasem większość ekspertów ostrzega
właśnie przed uzależnieniem naszego kraju od Gazpromu i dlatego stawia na
wydobywanie gazu ze skał, którego mamy duże pokłady, co ma zapewnić nam
bezpieczeństwo energetyczne. To nie pierwsza kompromitacja Bronisława
Komorowskiego. Kilka razy został już przyłapany na swojej ignorancji w
najprostszych kwestiach ekonomicznych. Choćby wtedy, gdy deficyt budżetowy
mylił z długiem publicznym. Teraz jednak wypowiedzi Komorowskiego podważające
sens wydobywania gazu łupkowego są bardziej niebezpieczne. Eksperci od dawna
bowiem wskazują, że Polska jest bogata w takie złoża i ich otwarcie mogłoby
w perspektywie zapewnić nam niezależność gazową od Rosji. Teraz zaś marszałek
Sejmu przekonuje, że nie powinniśmy sięgać po ten gaz i bezpodstawnie
straszy Polaków widmem ekologicznej katastrofy.
Zdaniem kandydata Platformy Obywatelskiej do fotela prezydenckiego, eksploatacja
gazu łupkowego w Polsce musi być rozpatrywana nie tylko pod kątem zysków
ekonomicznych. W jego opinii, ta sprawa ma swoje "za" i
"przeciw", dlatego decyzja o podjęciu inwestycji wymaga przemyślenia
wszystkich argumentów. Zgodnie z wiedzą marszałka dziś jedyną dostępną
naszemu krajowi metodą wydobycia gazu łupkowego jest metoda odkrywkowa, czyli
taką, którą stosuje się przy wydobyciu płytko położonych zasobów węgla
brunatnego. – Być może w dalszej perspektywie, 15 lat, pojawią się nowe
technologie eksploatacji, które zrewolucjonizują gospodarkę i sytuację
polityczną w Europie i spowodują, że skutki dla środowiska będą mniej
dotkliwe, a dostawcy gazu nie będą mieli możliwości stosowania gazowego
szantażu. Dlatego trzeba przemyśleć wszystkie "za" i
"przeciw" – stwierdził w swoim wystąpieniu w Londynie Komorowski.
Marszałek tłumaczył, że metoda odkrywkowa powoduje niszczenie bardzo dużych
obszarów przyrody, a co za tym idzie – grozi zniszczeniem szerokich połaci
krajobrazu Polski. Tradycyjna kopalnia odkrywkowa zajmuje bowiem teren o
obszarze tysięcy hektarów, gdzie wycinane są drzewa, a w ziemi po wydobyciu węgla
zostają ogromne dziury. Ale wiedza marszałka na temat gazu łupkowego jest więcej
niż skromna, gdyż nie wie on najwyraźniej, iż obecnie najbardziej
rozpowszechnioną metodą wydobycia gazów łupkowych, znaną także w Polsce,
jest proces "otwierania" skał nazywany szczelinowaniem hydraulicznym
(hydraulic fracture). Polega on na wtłoczeniu wody pod ciśnieniem 600
atmosfer, a następnie drobnoziarnistego piasku wciskającego się w powstałe w
skale pęknięcia, który uniemożliwia ich ponowne zamknięcie. Jak podkreślali
wielokrotnie eksperci, również na łamach "Naszego Dziennika", nie
jest to technologia obca naszym naukowcom i z powodzeniem mogłaby być
stosowana w Polsce. Wtedy taka kopalnia zajmuje niewielki obszar, więc o żadnej
dewastacji przyrody nie może być mowy.
Jak stwierdził marszałek Bronisław Komorowski, inną kwestią dotyczącą
gazu łupkowego jest czas wykorzystania tych złóż. Zdaniem marszałka,
obecnie, jeśli chodzi o dostawy gazu, Polska jest bezpieczna i uzależniona od
dostaw rosyjskiego gazu dużo mniej niż inne państwa. Komorowskiemu nie
przeszkadza nawet fakt, że wciąż negocjowana umowa gazowa z Rosją ma obowiązywać
aż do 2037 roku. W jego opinii, nie powinniśmy z tego powodu żywić żadnych
obaw, ponieważ "zarówno dostawcy, jak i odbiorcy muszą planować długofalowo".
Jak podkreślił Komorowski, także poprzednia umowa gazowa wymagała takiej
zmiany, gdyż była wyjątkowo źle skonstruowana, m.in. dlatego że Polska
musiała kupować więcej gazu, niż potrzebowała. Wobec tak długoletniego
"zabezpieczenia" dostaw surowca ze strony Gazpromu, marszałek
zasugerował, aby nasze zasoby łupków traktować jako swoistą rezerwę na
czarną godzinę. – Pytanie sprowadza się do tego, czy bardziej nam zależy na
szybkim uruchomieniu rezerwy eksploatacji, czy też na zatrzymaniu złóż na
wypadek nieprzewidzianych wydarzeń, np. gazowego szantażu. To jest kwestia
kalkulacji i takie kalkulacje są robione – powiedział. Trzeba jednak pamiętać,
że gaz łupkowy jest dużym zagrożeniem dla monopolistycznej pozycji Gazpromu.
Dlatego wypowiedzi marszałka Komorowskiego są swoistym prezentem dla Rosjan.

Atrybut Palikota prezentem dla marszałka
Swoje nowatorskie metody wydobycia gazu łupkowego Bronisław Komorowski głosił
w ramach prezentacji swojej wizji prezydentury. Wyspiarskiej Polonii sugerował,
że jego prezydentura będzie urzędowaniem otwierającym Polskę na nowe możliwości
modernizacji państwa [być może i wydobycie gazu koparką – przyp. red.] i
wspierającym reformy. Jednocześnie oskarżył prezydenta Lecha Kaczyńskiego o
całościowe wetowanie reform, podając jako przykład jego zastrzeżenia do
reformy zdrowia i zwłokę w podpisaniu traktatu lizbońskiego.
Jeden z uczestników spotkania, pytając Komorowskiego, czy odcina się on od
polityki Janusza Palikota, postawił na stół, przy którym obok marszałka
siedzieli minister finansów Jacek Rostowski oraz europosłanka Lena
Kolarska-Bobińska, sztuczny atrybut męskości podobny do tego, którym posługiwał
się poseł PO z Lublina w czasie jednego ze swoich happeningów. Marszałek nie
odpowiedział na to pytanie, stwierdzając jedynie, że poziom debaty w Polsce
uległ poprawie. – Ale do was chyba te nowinki jeszcze nie dotarły – dodał. Mężczyzna,
który podarował Bronisławowi Komorowskiemu ten nietypowy przedmiot, pytał
jeszcze, jak to się stało, że do sejmowej komisji sportu w ostatnich dniach
wrócił były minister sportu Mirosław Drzewiecki. Także i na to pytanie nie
usłyszał odpowiedzi. Po chwili mężczyznę poruszającego nieprzyjemne dla
Komorowskiego tematy wyprowadzono z sali.
Głównym celem wizyty marszałka na Wyspach było zabieganie o głosy mieszkających
tam Polaków. W czasie spotkań podkreślał, że nie zamierza namawiać
polskich imigrantów do powrotu, ale zależy mu na tym, by utrzymali kontakt z
polską kulturą i językiem. – Jeśli polska gospodarka będzie się rozwijać
w dotychczasowym tempie, to wielu Polaków wróci – zaznaczył. Zdaniem
Komorowskiego, rozwój naszego kraju jest tak wysoki, że wkrótce pozwoli on
Polsce dogonić "europejski peleton".

Łukasz Sianożęcki

drukuj