„Kommiersant”: Zawiodły służby specjalne

Do 39 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych zamachów, do których doszło w
poniedziałek w moskiewskim metrze. Lekarze podkreślają jednak, że będzie ona
jeszcze rosła. Według „Kommiersanta”, służby specjalne mogły mieć pewne
informacje o planowanych zamachach.

W szpitalach przebywa 73 rannych, przy czym stan wielu z nich lekarze
określają jako niestabilny. Decyzją prezydenta Dmitrija Miedwiediewa wczorajszy
dzień był w Moskwie dniem żałoby narodowej, w związku z czym w stolicy Rosji
odwołano wszystkie imprezy rozrywkowe, a flagi na budynkach państwowych
opuszczono do połowy masztu. Także wczoraj rosyjskie służby poinformowały, że
ustalono już, iż zamachy bombowe przeprowadziły terrorystki-samobójczynie.
Zdaniem Federalnej Służby Bezpieczeństwa, bomby zdetonowały dwie kobiety
pochodzące z północnego Kaukazu.
Według niepotwierdzonych oficjalnie
informacji, na które powołuje się „Kommiersant”, organy ochrony państwa mogły
dysponować danymi o planowanych zamachach bombowych w metrze. Gazeta podaje, że
w poniedziałek rano na różnych stacjach pod pretekstem kontroli dokumentów
zatrzymywano kobiety o kaukaskich rysach. Powołując się na źródło w Federalnej
Służbie Bezpieczeństwa, gazeta przekazuje, że FSB nie wyklucza, iż atak na metro
w Moskwie był odwetem za zastrzelenie na początku tego miesiąca w Inguszetii
przez rosyjskie służby specjalne jednego z liderów kaukaskich terrorystów
Aleksandra Tichomirowa, znanego też jako Said Buriacki.

MBZ, PAP, Reuters

 

———————————————–

Wszystko wskazuje na islamskich
terrorystów

Z Robertem Śmigielskim, ekspertem ds. polityki
bezpieczeństwa na obszarze WNP z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych,
sekretarzem redakcji kwartalnika „Jewropa”, rozmawia Łukasz
Sianożęcki

Która z teorii na temat zamachów w moskiewskim metrze
wydaje się Panu najbardziej prawdopodobna? Z którą gotów byłby się Pan
zgodzić?

– Biorąc pod uwagę sposób działania sprawców – wszystko
wskazuje na to, że
sprawczyniami obu zamachów w moskiewskim metrze były
szahidki, samobójczynie. Najbardziej prawdopodobna jest teza wskazująca na
północnokaukaskich ekstremistów islamskich. Od 2002 r. kilkakrotnie dochodziło w
Rosji do samobójczych ataków terrorystycznych i zawsze ślady prowadziły na
północny Kaukaz. Podczas ostatnich zamachów w moskiewskim metrze w 2004 r. ich
sprawcami byli mieszkańcy północnokaukaskiej Karaczajo-Czerkiesji.

Rosyjskie służby już od jakiegoś czasu ostrzegały przed
możliwością zamachów w metrze. Czy wobec tego nie było możliwości zapobieżenia
tym wydarzeniom?

– Być może rosyjskie służby miały informacje o
szykowanych zamachach, ale zapobiec im było zadaniem bardzo trudnym. Zwykle do
opinii publicznej docierają informację o zamachach, do których doszło. Ostatnie
zamachy w rosyjskim metrze miały miejsce 6 lat temu. Nie wiemy, czy od tego
czasu takich prób nie było, czy też udało się im zapobiec. Metro jest doskonałym
celem dla terrorystów. W godzinach szczytu jest niesamowicie zatłoczone, co
oznacza z jednej strony maksymalizację liczby ofiar, a z drugiej strony
gwarantuje nieporównywalnie łatwiejsze przeniesienie ładunków wybuchowych niż
np. na pokład samolotu. W Moskwie jest 180 stacji metra i zapewnienie pełnej
kontroli nad milionami pasażerów wydaje się niemożliwe.

Jakie mogą być motywy takich zamachów?

Przyjmując najbardziej prawdopodobną hipotezę, że za zamachami stoją islamscy
ekstremiści, należy wiązać je z trwającym ponad 15 lat konfliktem na Północnym
Kaukazie. Trzeba pamiętać, że sytuacja w tym regionie Rosji nadal jest bardzo
napięta i stale dochodzi tam do walk między rosyjską armią i organami
bezpieczeństwa a islamskimi ekstremistami. O ile Czeczenia w dużej mierze
została spacyfikowana przez działania sił podporządkowanych prorosyjskiemu
prezydentowi Ramzanowi Kadyrowowi, to zaostrza się sytuacja w innych
republikach, przede wszystkim w Dagestanie, Inguszetii, Karaczajo-Czerkiesji,
Kabardo-Bałkarii. Islamscy ekstremiści wojnę z rosyjskimi władzami traktują jako
wojnę z niewiernymi, której celem jest utworzenie niezależnego islamskiego
emiratu na Kaukazie. Terrorystyczne metody uważają za usprawiedliwione, a
przeniesienie walki na obszar Rosji jest od lat jednym z ich ważniejszych celów.
Na początku marca Federalna Służba Bezpieczeństwa zlikwidowała jednego z
przywódców terrorystycznego podziemia na Kaukazie Północnym – Saida Buriackiego.
Dzisiejsze zamachy zapewne przygotowywane były od dawna, ale mogą też stanowić
odwet za śmierć Buriackiego. Są też dowodem, iż islamiści nadal dysponują
możliwościami zadania bolesnego ciosu w sercu Moskwy, co nie jest bez znaczenia
przy zdobywaniu finansowego wsparcia. Chyba nieprzypadkowo do pierwszego wybuchu
doszło na stacji metro Łubianka, tuż koło głównej siedziby FSB Rosji.

Czy Moskwa w najbliższym czasie może obawiać się kolejnych
tego typu ataków?
– Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na takie
pytanie. Należy spodziewać się znacznego zwiększenia obecności milicji na
ulicach i w moskiewskim metrze oraz kontroli osób o „kaukaskiej
powierzchowności”. Do kolejnych ataków w Moskwie zapewne w najbliższym czasie
nie dojdzie, ale nie można wykluczyć ataków w innych regionach Rosji, przede
wszystkim na Kaukazie.

Za jakiś czas pojawią się zapewne doniesienia o tzw.
wewnętrznej robocie, iż za zamachami stoi GRU czy FSB. Jakie znaczenie mają
takie doniesienia dla samej Moskwy, a jakie dla opinii
międzynarodowej?

– Wszystko przemawia za tym, że za zamachy
odpowiadają jednak islamscy ekstremiści. Być może plotki tego typu się pojawią,
ale ich wartość będzie bardzo niska.

Możliwe jest, że dzięki zamachom Kreml chce usprawiedliwić
wzmożone działania na Kaukazie? A może chce „uciszać” wewnętrzną
opozycję?

– Dla władz rosyjskich takie zamachy są niewygodne, gdyż
pokazują, że mimo oficjalnie ogłoszonego w ubiegłym roku zakończenia
antyterrostycznej operacji w Czeczenii islamiści bynajmniej nie są rozbici.
Okazuje się, iż władze nie są w stanie zagwarantować bezpieczeństwa obszaru
znajdującego się 200 metrów od centrali FSB. Prezydent Miedwiediew w ubiegłym
roku ogłosił potrzebę wprowadzenia nowej strategii dla Kaukazu Północnego,
zasadzającej się nie tylko na działaniach siłowych, ale i rozwoju gospodarczym
tego regionu. Jak pokazuje doświadczenie wielu innych krajów, pokonanie
terroryzmu tylko z wykorzystaniem metod siłowych jest praktycznie niemożliwe.
Rosja powinna to uwzględnić. Działania prezydenta Inguszetii Junusa-Beka
Jewkurowa zdają się wskazywać, że Rosja jest gotowa prowadzić bardziej
zniuansowaną politykę wobec Kaukazu Południowego, odróżniającą się od polityki
Kadyrowa.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj