Komisję zwołamy jeszcze raz
Z poseł Elżbietą Kruk (PiS) rozmawia Krzysztof Losz
Najpierw dwa posiedzenia komisji kultury trwały po kilka godzin.
Teraz ledwie po kilkunastu minutach obrady zostały przez przewodniczącą Iwonę
Śledzińską-Katarasińską definitywnie zamknięte. Spodziewała się Pani takiego
rozwoju wypadków?
– Liczyłam się z tym. Od początku widać było, że rządząca większość nie chce
prowadzić rzetelnej debaty na temat procesu koncesyjnego i decyzji podejmowanych
przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Dlatego uniemożliwiano nam
prowadzenie normalnej debaty, stawianie pytań przewodniczącemu Janowi Dworakowi.
A wczorajsza decyzja przewodniczącej komisji jest tylko konsekwencją tego, co
wcześniej działo się podczas obrad naszej komisji.
Śledzińska-Katarasińska tłumaczyła, że posłowie dostali ustne i
pisemne odpowiedzi od przewodniczącego KRRiT, i tym samym uznała dyskusję za
zamkniętą…
– Owszem, otrzymaliśmy pisemne odpowiedzi. Ale wielu posłów, w tym ja,
podnosiło, że nie na wszystkie pytania pan przewodniczący odpowiedział. Mało
tego, w tej pisemnej odpowiedzi kilkakrotnie mijał się z prawdą. Normalnie
zawsze było tak, że po wypowiedzi przedstawicieli organów państwa czy innych
instytucji publicznych posłowie mieli prawo dopytać, gdy nie uzyskali odpowiedzi
na swoje pytania. Tymczasem nam tego zabroniono i nie zakończono debaty.
Dezyderat był tylko pretekstem.
Dlaczego?
– Zawsze tak jest, że dezyderat, opinię przyjmuje się na zakończenie prac
komisji. Ich kształt zależy od tego, co się stanie podczas posiedzenia komisji.
Czyli projekt dezyderatu mógłby się zmienić na skutek odpowiedzi
przewodniczącego Dworaka, których wczoraj jednak Państwo nie otrzymali?
– Tak, dlatego szkoda, że od razu doszło do zamknięcia dyskusji, która
wczoraj nawet się nie rozpoczęła.
Przewodnicząca komisji może się czegoś obawiała, dlatego tak szybko
zakończyła posiedzenie…
– Nam udało się i tak już wiele rzeczy ujawnić z tego, co działo się w
trakcie postępowania koncesyjnego, mimo że przewodnicząca utrudniała dyskusję.
Ale pani przewodnicząca nie chce dochodzić prawdy, nie chce jej ujawnić, jest
jej obojętne, czy konstytucyjny organ państwa działa zgodnie z prawem, czy też
nie. Niestety, tak to wygląda, to jest nasz Sejm, to jest stan naszej
demokracji. Przecież już niektóre debaty publiczne przeniosły się na ulice,
choćby w sprawie ACTA. A w Sejmie nam się mówi, że powinniśmy unikać sporów. To
bzdura, bo jak my nie będziemy sie spierać, to ten spór przeniesie się na ulicę.
Komisja kultury może jeszcze wrócić do sprawy koncesji na cyfrowe
nadawanie naziemne?
– Ja już przygotowuję następny wniosek o zwołanie posiedzenia komisji w tej
sprawie na podstawie art. 152 par. 2 regulaminu Sejmu. To będzie ten sam tryb, w
jakim teraz obradowaliśmy. Przewodnicząca musi zwołać to posiedzenie. Oczywiście
ona może znowu je przerwać. Ale cóż, pracujemy w takich warunkach, musimy je
uwzględniać i robić to, co możemy robić. Opozycja może złożyć wniosek o zwołanie
komisji i my to zrobimy.
Ale efekt może być taki sam jak teraz.
– To prawda, ale – panie redaktorze – jeśli zależy nam na tym, aby organy
państwa nie łamały prawa, aby przestrzegały procedur, to przynajmniej nie
pozwólmy im działać w ciszy. Przynajmniej poinformujmy o tym ludzi, aby opinia
publiczna wiedziała, jak organy władzy w Polsce działają.
A w przypadku działań KRRiT jest wiele wątpliwości..
– Tak, i choć komisja dyskutowała głównie o Telewizji Trwam, bo był to jawny
przykład dyskryminacji katolickiego nadawcy, dotyczyło to także innych
wnioskodawców. I o tym wadliwym pod względem prawnym działaniu KRRiT trzeba
właśnie głośno mówić.
Dziękuję za rozmowę.
