Kombatanci pytają: Reagujecie tylko na media?
Zatrzymanie Rajdu im. Stepana Bandery na granicy polsko-ukraińskiej było działaniem oczekiwanym, ale spóźnionym – uważają środowiska kombatanckie. Teraz pytają ministrów, dlaczego dyplomacja nie reagowała do czasu, kiedy sprawą mocno zaczęły interesować się media.
Jak zauważył dr Jerzy Bukowski, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, uniemożliwienie wjazdu ukraińskim cyklistom podążającym „Europejskimi śladami Stepana Bandery” było niewątpliwym sukcesem. Mimo to, w ocenie komentatorów, polskie władze zadziałały zbyt późno, a interwencja miała charakter administracyjny, a nie merytoryczny. Co więcej, reakcja była spowodowana społecznym naciskiem, a nie własną wolą działania. – Słyszałem i czytałem w mediach wypowiedzi wielu polityków z różnych partii, którzy wyrażali spore zdumienie z powodu mocno spóźnionej decyzji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, oraz ich opinie, że to raczej Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinno dużo wcześniej zwrócić swojemu ukraińskiemu odpowiednikowi uwagę na niestosowność promowania przez obywateli Ukrainy ludobójczej ideologii Bandery w Polsce – podkreślił Bukowski. Jak zauważył, polskie władze problem znały od 22 lipca br., a tydzień później rozpoczęta została akcja społecznych protestów. – Niestety, dopóki o rajdzie nie zaczęły informować największe krajowe media, dopóty władza milczała lub zbywała nas lekceważącymi (MSWiA) bądź kłamliwymi (MSZ) komunikatami. Ministerialni urzędnicy opamiętali się dopiero wówczas, gdy sprawa wyszła na czołówki gazet i serwisów radiowych oraz telewizyjnych. Tylko że i wtedy zadziałała nie tak, jak powinna, czyli mało merytorycznie – dodał Bukowski. Rzecznik POKiN domaga się teraz od resortów wyjaśnień dotyczących przyczyn odwlekania załatwienia sprawy rajdu. Pyta m.in., czy normą jest, że głos społeczny pozbawiony poparcia mediów jest lekceważony i czy szefowie MSZ i MSWiA zdają sobie sprawę z błędów, jakie popełnili.
Wczoraj resorty nie zdołały zająć stanowiska w sprawie. Zupełnie inaczej reakcję polskich władz widzą Ukraińcy. Jak podaje portal Kresy.pl, Lew Zacharczyszyn, kierownik działu współpracy międzynarodowej Lwowskiej Obwodowej Administracji, uznał, że decyzja o niewpuszczeniu do Polski uczestników rajdu była decyzją polityczną, podjętą „pod presją pewnych radykalnych sił polskich”. Zacharczyszyn nazwał też obelżywą i niesprawiedliwą lipcową uchwałę Sejmu RP „o tragicznym losie Polaków na Kresach Wschodnich”. Decyzję krytykują także ukraińscy nacjonaliści, którzy coraz mocniej naciskają na prezydenta Wiktora Juszczenkę, by ten z racji 100. rocznicy urodzin i 50. śmierci Stepana Bandery ogłosił go bohaterem Ukrainy.
Marcin Austyn
