Kolejna odsłona matriksu
Poziom propagandy serwowanej przez rząd Donalda Tuska już dawno dorównał
"sukcesom" ekipy Edwarda Gierka. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby premier wraz z
ministrem finansów zaprosili ministrów z Unii Europejskiej po to, by ogłosić, że
osiągnięciem polskiej prezydencji jest uruchomienie Gazociągu Bałtyckiego
łączącego Niemcy i Rosję. Bo przecież w ten sposób "pogłębiana" jest europejska
integracja. Jak to się ma do polskiego interesu – ano tak samo, jak wprowadzanie
rządu gospodarczego w UE.
Na wrocławskim spotkaniu ministrów finansów Unii minister Jacek Rostowski
dowodził, że lekarstwem na unijne problemy finansowe ma być tzw. sześciopak,
czyli zbiór sześciu aktów prawnych, które mają koordynować politykę UE w sferze
gospodarczej. Chodzi o "wzmocnienie procesu decyzyjnego Rady Unii w tzw.
prewencyjnej części Paktu Stabilności i Wzrostu oraz objęcie nadzorem, w ramach
procedury nadmiernej nierównowagi, zarówno krajów z deficytem, jak i nadwyżką na
rachunku obrotów bieżących". Normalnymi słowy – sześciopak ma otworzyć drogę do
stworzenia rządu gospodarczego w Unii. Dzięki tym rozwiązaniom możliwe będzie
wprowadzenie sankcji dla tych krajów, które nie będą przestrzegać dyscypliny
finansowej. Perspektywa rządu gospodarczego oznacza też nowe podatki, opłaty,
czyli utratę kontroli nad własnymi finansami w wielu innych kwestiach.
Dlaczego więc Rostowski ogłosił sześciopak jako "wielki sukces polskiej
prezydencji w Unii"? Pomijając nawet fakt, że Polska w procesach decyzyjnych w
tym zakresie była zasadniczo pozostawiona na boku, trudno nie zauważyć, że
głównymi inicjatorami owych rozwiązań są wielcy gracze europejscy, czyli Niemcy
i Francja. Najbardziej jednak boli fakt kompletnego niebrania pod uwagę interesu
polskiego w konstruowaniu sześciopaku. Niech ktoś udowodni, że pozbywanie się
kolejnych, olbrzymich prerogatyw decyzyjności (suwerenności) w zakresie
kreowania własnego budżetu jest na naszą korzyść! Forsowany przez unijną
biurokrację rząd gospodarczy, który ma w przyszłości powstać w UE, bezwzględnie
będzie pozostawać pod dominacją Berlina i Paryża, głównych dysponentów środków
finansowych na "ratowanie" zadłużonych krajów europejskich. Jeśli ktoś łudzi
się, że Komisja Europejska w równy sposób będzie traktować w sferze dyscypliny
finansowej kraje małe i wielkie, niech sobie przypomni, jak reagowano na łamanie
zasad dotyczących deficytu finansów w strefie euro. Niemcy i Francja
kilkakrotnie przekraczały ustalone progi, nie ponosząc żadnych konsekwencji.
Wykorzystując zatem kryzys strefy euro, Paryż i Berlin wymuszają na innych
członkach UE "przyspieszanie integracji" (czytaj: budowanie superpaństwa
europejskiego). Polska zaś zamiast twardo występować w obronie interesu krajów
mniejszych, wykorzystuje swoją prezydencję do żałosnego płaszczenia się przed
wielkimi graczami UE.
Minister finansów kompromituje się w oczach Europy, najpierw grożąc na forum
Parlamentu Europejskiego wojną (aż dziw, że minister Radosław Sikorski nie
wystosował noty dyplomatycznej, żeby "bronić dobrego imienia Polski"), a potem
równie mocno obnaża swoją słabość, podpinając się pod pomysły Berlina. Cały ten
propagandowy kicz jest możliwy tylko dlatego, że tak mało jest w Polsce mediów
niezależnych, które mogłyby obnażyć absurdalność tej sytuacji. Bo dzisiejszy
kryzys w Europie to przecież nic innego, jak bankructwo utopijnych założeń
polityków, którzy wprowadzali wspólną walutę. Cel był prosty – wspólna waluta
musi doprowadzić do rządu gospodarczego UE, bo inaczej motywowany politycznie
pomysł integracji się zawali. No i dzisiaj się wszystko wali. Nasz rząd z kolei
jeszcze kilkanaście miesięcy temu ogłaszał, że Polska wejdzie do strefy euro w
2012 roku. Miało to być panaceum na wszystkie niemal nasze bolączki. Dziś
okazuje się, że tylko dlatego, że celu tego nie udało się zrealizować, nie
popadliśmy w katastrofę gospodarczą. Czy ktoś to ocenia, analizuje, wyciąga
wnioski? Nie, mamy tylko kolejną odsłonę matriksu.
Prof. Mieczysław Ryba
Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i
Medialnej w Toruniu
