Klucz do wyzwolenia polityki z korupcji
Tylko prawda wiary i rozumu zawiera w sobie klucz do wyzwolenia polityki z korupcji i wszelkich szkodliwych społecznie partykularyzmów. Kryje w sobie motywację do ożywienia życia społecznego etyką przyjazną człowiekowi.
Ogarniając myślą encyklikę społeczną Benedykta XVI o integralnym rozwoju ludzkim noszącą tytuł „Caritas in veritate”, trudno nie zauważyć, że jest ona wielkim wołaniem o miłość i prawdę w życiu społecznym. Ojciec Święty za wartość nadrzędną wszelkiego postępu uważa osobowy rozwój człowieka. W tej perspektywie postuluje zastąpienie wąsko rozumianej „logiki rynku” logiką solidarności oraz „logiką daru bez rekompensaty” (n. 37). Wedle encykliki solidarność jest bowiem „faktem i dobrodziejstwem, jak również powinnością” (n. 43), zaś wspomniana logika daru wyraża ducha bezinteresowności i komunii (por. n. 39). Papież apeluje więc o etykę „przyjazną osobie” (n. 45), której domaga się nade wszystko zdrowy rozsądek, czyli nie tylko prawda wiary, ale także prawda rozumu. Dzięki takiemu ujęciu encyklika wpisuje się w powszechną troskę o sprawiedliwość i dobro wspólne. Nie jest zatem pozbawiona znaczenia politycznego, o ile uwzględnimy treść etycznej definicji polityki.
Dokument społeczny Benedykta XVI uświadamia nam pewną dynamikę miłości w prawdzie. Przypomina, że miłość jest „królewską drogą nauki społecznej Kościoła” (n. 2). Wszelka odpowiedzialność i zaangażowanie wynikające z tej nauki motywowane są bowiem miłością, która – jak zaznacza Autor encykliki – stanowi „prawdziwą treść osobistej relacji z Bogiem i bliźnim; jest nie tylko zasadą mikrorelacji: więzi przyjacielskich, rodzinnych, małej grupy, ale także makrorelacji: stosunków społecznych, ekonomicznych i politycznych. Dla Kościoła – uformowanego przez Ewangelię – miłość jest wszystkim, ponieważ(…)wszystko wywodzi się z miłości Bożej, dzięki niej wszystko przyjmuje kształt, do niej wszystko zmierza. Miłość jest największym darem, jaki Bóg przekazał ludziom” (n. 2). Takiej właśnie miłości domaga się prawda, albowiem bez niej „nie ma świadomości i odpowiedzialności społecznej, a działalność społeczna zostaje uzależniona od prywatnych interesów i logiki władzy, prowadząc do dzielenia społeczeństwa” (n. 5).
Prawda wiary, prawda rozumu
Katolicka nauka społeczna, mając na względzie ową dynamikę, pragnie pełnić służebną rolę w życiu społecznym, aby ożywić etycznie wszystkie jego dziedziny, nie wyłączając polityki. Zresztą, nauczanie społeczne Kościoła samo w sobie jest posługą miłości w prawdzie. Chodzi o prawdę wiary i rozumu, której – w przekonaniu Benedykta XVI – potrzebują „rozwój, dobrobyt społeczny i właściwe rozwiązywanie trapiących ludzkość poważnych problemów społeczno-ekonomicznych” (n. 5).
W tym miejscu, niejako przy okazji, warto zwrócić szczególną uwagę na pojęcie „dobrobytu” – wszak stanowi on jedną z centralnych kategorii w polityce. Dobrobyt zawsze kojarzy się z wysokim poziomem zaspokojenia potrzeb materialnych i duchowych, bytowych i kulturalnych. Jego przeciwieństwem jest sytuacja biedy, ubóstwa, stanowiąca poważne wyzwanie dla polityki, czyli roztropnej troski o dobro wspólne.
Otóż, wedle myśli papieskiej kwestia dobrobytu – jak zostało to już wspomniane – także uwarunkowana jest prawdą wiary i rozumu. Więcej, szacunek dla tej prawdy warunkuje samo rozumienie dobrobytu, jego identyfikację moralną. Kiedy obserwuje się dziś częste przypadki naiwnego podejścia ludzi do wszechobecnych reklam obiecujących szczęście w świecie złudzeń, to można mieć poważne wątpliwości, czy ukształtowana w takich warunkach idea dobrobytu ma jeszcze coś wspólnego z prawdą rozumu, nie wspominając już o prawdzie płynącej z wiary.
Wydaje się, że tezą wieńczącą przytoczone stwierdzenia jest lapidarna uwaga zawarta we wprowadzeniu do encykliki. Ojciec Święty podkreśla, że „w obecnym kontekście społecznym i kulturowym, w którym rozpowszechniona jest tendencja do relatywizowania prawdy, przeżywanie miłości w prawdzie prowadzi do zrozumienia, że wybór wartości chrześcijańskich jest nie tylko sprawą pożyteczną, ale niezbędną do budowania dobrego społeczeństwa oraz prawdziwego, integralnego rozwoju ludzkiego” (n. 4). W dotychczas pojawiających się komentarzach na temat encykliki jakoś mało uwagi zwraca się na ten właśnie passus. Współczesnemu człowiekowi omamionemu „wszechobecnymi” tezami relatywizmu z trudem przychodzi pojęcie doniosłości Ewangelii, a zwłaszcza to, że jest ona prawdziwą i zarazem jedyną propozycją zbawczą Boga. Jak czytamy w Liście do Galatów: „Innej Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród [nas] zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową” (Ga 1, 7).
Jeśli nasza postawa w życiu ziemskim, także gdy chodzi o rozwój, odgrywa istotną rolę w odpowiedzi na ową propozycję zbawczą, to wybór wartości chrześcijańskich jawi się jako oczywista konieczność. Respekt dla tych wartości w odniesieniu do życia publicznego bynajmniej nie implikuje jakiegoś przymusu aksjologicznego narzucanego ze strony chrześcijan. Owszem, tego rodzaju obawy nierzadko pojawiają się u niechrześcijan, ale wszystko staje się jasne, jeśli uświadomimy sobie, czym są wartości chrześcijańskie (podstawowe).
W tym miejscu warto wymienić najważniejsze z nich – szczególnie te, które niestrudzenie głosił Jan Paweł II. Są to: miłość, sprawiedliwość, prawda, wolność, pokój, odpowiedzialność, solidarność, prawa człowieka, dobro wspólne. Jak widać, każda z tych wartości narzuca się każdemu człowiekowi z racji jego człowieczeństwa. Podyktowana jest nie tylko prawdą wiary, ale nade wszystko prawdą rozumu.
Można więc stwierdzić, że bez prawdy wiary i rozumu, „bez zaufania i miłości do prawdy” (n. 5), bez wyboru wartości chrześcijańskich nie ma autentycznej polityki, czyli takiej, która zatroskana jest o dobro wspólne i sprawiedliwość, zwłaszcza o „prawdziwą sprawiedliwość społeczną” (n. 25) otwierającą drogę do autentycznie ludzkiego rozwoju.
Nie chcą dobrze czynić
Myśli te zdają się niepokoić naszą wyobraźnię społeczną w kontekście aktualnie toczących się w naszym kraju sporów politycznych. Wielu polityków deklarujących chęć starania się o pomyślny rozwój Polski dla dobra wszystkich jej obywateli zachowuje się tak, jak gdyby w polu ich widzenia zabrakło nie tylko horyzontu wiary, ale także horyzontu rozumu. Podobni są do ludzi, o których z bólem w sercu napisał kiedyś prorok Jeremiasz: „Mądrzy są w popełnianiu nieprawości, lecz dobrze czynić nie umieją” (Jr 4, 22).
Cóż z tego, że przy obejmowaniu odpowiedzialnych stanowisk państwowych w imię Boże wypowiadają rotę ślubowania? Ich postawa etyczna niekiedy wydaje się zasługiwać na kwalifikację znacznie surowszą aniżeli postępowanie karconego przez proroka ludu biblijnego. O członkach narodu sprzeniewierzających się prawdziwemu Bogu Jeremiasz napisał, że „nie umieją dobrze czynić”. Natomiast współcześni politycy uczynić coś dobrego nie tyle nie potrafią, co nie chcą, bo żądza korzyści materialnych podpowiada im rozwiązania zgoła przeciwne. Owszem, uważają się za ludzi religijnych, przyjmują do wiadomości fakt istnienia Boga, lecz skazują się na duchowy bezsens, gdyż – posługując się wyrażeniem św. Pawła – „przez swoją nieprawość nakładają prawdzie pęta” (Rz 1, 18). Innymi słowy – zadają gwałt prawdzie, usiłują pogrążyć ją w nieprawości.
Praktyczne zanegowanie prawdy wiary i rozumu wygląda na paradoks, do którego jednak wielu z nas zdążyło się przyzwyczaić. Może dlatego życie społeczne, polityczne, a także gospodarcze jest coraz bardziej nieznośne, niekiedy nawet nieludzkie. Albowiem miłość bez prawdy może wyrządzać krzywdę, zaś prawda bez miłości może być okrucieństwem. Rodzi się więc pytanie o to, jak w tej sytuacji powinna wyglądać postawa chrześcijanina? Chyba miał rację wielki Gilbert Keith Chesterton, gdy przekonywał: „Miłość do tego, co ludzkie, nie wyklucza nienawiści do tego, co nieludzkie”. Czyż nie nadszedł czas, który domaga się wyjątkowo klarownego świadectwa? Miłość w prawdzie kocha to, co ludzkie, prawdziwe, zaś „nienawidzi” tego, co nieludzkie i urągające prawdzie.
Brońmy prawdy rozumu
Oby lektura encykliki „Caritas in veritate” wyzwoliła w nas wolę kroczenia drogą prawdy wiary i rozumu! Pod tym względem wystarczy, że nie będziemy bezkrytycznie przyjmować podawanych nam w mediach treści, ale zastosujemy doń kryteria rozumu i wiary, które – niestety – są dziś lekceważone. Niekiedy wystarczającą rolę mogłaby pełnić argumentacja odwołująca się do samej prawdy racjonalnej. Bo czyż ma coś wspólnego z rozumnością to, gdy za przestępstwo uznaje się wykrycie przestępstwa, zaś jako przestępcę traktuje się tego, który w imię sprawiedliwości i dobra wspólnego usiłuje obezwładnić prawdziwego przestępcę? Oto przykład tego, co nieludzkie; tego, co urąga prawdzie rozumu!
Naszą powinnością jest obrona prawdy rozumu, o ile chcemy obronić człowieczeństwo przed umniejszeniem jego godności. Pod tym względem niejako w sukurs przychodzi umiłowanie prawdy wiary, która chroni człowieczeństwo przed profanacją jego nadprzyrodzonego sensu. Tak więc miłość tego, co ludzkie, każe „nienawidzić” to, co nieludzkie, by ocalić człowieka, rodzinę i społeczeństwo, naród i państwo, by zapewnić ład społeczny, polityczny i gospodarczy. Jest to miłość pełna prawdy rozumu i wiary, którą należy wybrać, o ile chcemy zbudować dobre społeczeństwo i zadbać o integralny i solidarny rozwój naszej Ojczyzny i całej rodziny ludzkiej. W praktyce oznacza to odrzucenie tego, co nieludzkie, by obronić to, co ludzkie.
Trzeba więc „znienawidzić” taką politykę, która nie liczy się z prawem moralnym, gdyż nie daje ona szans na osiągnięcie ani sprawiedliwości, ani dobrobytu. Encyklika „Caritas in veritate” utwierdza nas w przekonaniu, że prawda wiary i rozumu zawiera w sobie klucz do wyzwolenia polityki z korupcji i wszelkich szkodliwych społecznie partykularyzmów. Kryje w sobie motywację do ożywienia życia społecznego etyką przyjazną człowiekowi. Oby starczyło nam odwagi, by taką właśnie prawdę umiłować! Chodzi wszakże o miłość konkretną, która oznacza przylgnięcie sercem do wartości chrześcijańskich.
