Otoczmy troską życie
Ostatnie tygodnie przyniosły ożywioną dyskusję na temat aborcji. Niestety, zwolennicy zabijania dzieci poczętych w łonie matki nie pogodzili się z tym, że jest ona w Polsce zabroniona. Niczym kropla skałę cierpliwie próbują drążyć nasze sumienia, by przekonać wszystkich do swoich idei.
Propaganda dotycząca aborcji idzie w dwóch kierunkach. Z jednej strony akcentuje się prawo kobiety do „zdrowia reprodukcyjnego” oraz decydowania o macierzyństwie, z drugiej zaś próbuje się sprowadzić poczęte dziecko do bliżej nieokreślonego „czegoś”, co dopiero na skutek decyzji kobiety matki lub społeczeństwa będzie mogło stać się człowiekiem i uzyskać prawo do życia.
Zabijanie podstawowym prawem człowieka?
Mówi się, że kobieta ma prawo do decydowania o tym, czy chce być matką, czy też nie. Całkowicie się z tym zgadzamy. Nikt nie ma prawa zmusić kobiety do tego, by była matką, ale zwolennicy aborcji zapominają, że decyzję o macierzyństwie podejmuje się przed poczęciem dziecka, a nie, kiedy ono zaczęło już żyć. Kobieta nie może lekkomyślnie podejmować współżycia seksualnego, gdyż z tym wiąże się możliwość zaistnienia nowego człowieka. Zwolennicy aborcji powołują się na prawo do wolności kobiety, ale czy wolność wyrastająca z cmentarzyska poczętych dzieci jest jeszcze wolnością? Gdyby zabijanie bezbronnych było miarą wolności, to jej złotym okresem był czas II wojny światowej, a przestrzenią – obozy koncentracyjne.
Zuchwałe przekonanie o tym, że to człowiek może decydować o życiu bądź śmierci drugiego człowieka, jest przejawem arogancji i postawieniem się w roli Pana Boga. Tymczasem życie jest faktem zastanym, jest darem, który należy przyjąć. Człowiek nie jest panem życia, więc nie ma prawa nikomu go odbierać.
Udawanie, że wszystko jest „w porządku”
W internecie znaleźć można wiele stron proaborcyjnych, których autorki – mające na swoim sumieniu jeden lub kilka „zabiegów” – próbują przekonać innych, że postąpiły szlachetnie i pięknie, zabijając swoje dziecko. Najczęściej mówią o tym, że aborcja była jedynym możliwym wyjściem z sytuacji niechcianego macierzyństwa. Niektóre odkurzają stare slogany ideologii feministycznej, ale – co jest szczególnie perfidnym działaniem – podkreślają swój katolicyzm, a także podpierają się autorytetem księdza. Na jednym z internetowych blogów osoba, która podpisała się jako „Anita”, zwierza się: „Tak, jestem nadal katoliczką, ale tylko ze względu na tego księdza, który przekonał mnie do podjęcia właściwej decyzji. Dzięki niemu nie czuję żadnych wyrzutów sumienia, bo jestem pewna, że niczego złego nie zrobiłam. Wręcz przeciwnie, uważam aborcję w mojej sytuacji za wielkie dobro. Nie urodziłam dziecka niechcianego, nie jestem osobą nieodpowiedzialną, która zgadza się na oddanie własnego dziecka jakimś przypadkowym ludziom, albo, nie daj Boże, na wychowanie u zakonnic lub w domach dziecka (znam niestety takie instytucje). Pewna jestem, że urodzenie zniszczyłoby moją miłość do męża, zagnębilibyśmy się wzajemnymi pretensjami. Tymczasem decyzja o aborcji uczyniła mnie osobą bardziej dojrzałą i odpowiedzialną, zrozumiałam, że każdy powinien sam decydować o sobie. Ta wspólna decyzja wzmocniła też naszą małżeńską więź i wszystko się nam teraz lepiej układa. Chciałabym za 2-3 lata urodzić moje wymarzone, chciane i kochane dziecko”.
Nic tylko pogratulować błogosławionych efektów aborcji i jej wpływu na szczęście rodzinne! Jak to dobrze, że Anita – chciałoby się powiedzieć po przeczytaniu jej zwierzeń – spotkała tak mądrego i kochanego księdza, który oszczędził jej wielu rozterek duchowych i pomógł podjąć decyzję o aborcji. Anita dojrzała w swoim człowieczeństwie dzięki decyzji o aborcji! (sic!). Nic dziwnego zatem, że na kolejnym forum Sara gratuluje innej kobiecie o imieniu Anna tego, że dokonała aborcji. Pisze: „Gratuluję decyzji, Aniu. Nie daj sobie nigdy i nikomu wmówić, że zrobiłaś coś nie tak. Wolność uświęca tę decyzję i wara całemu światu, ze szczególnym uwzględnieniem zakłamanych pseudomoralistów o brudnych rękach i sumieniach od Twoich indywidualnych wyborów. Też wiele myślałam o aborcji – kiedyś, jeszcze jako dziecko – nie byłam tak głęboko przekonana co do słuszności tego rozwiązania. W pewnym momencie jednak opadły wszystkie wątpliwości – sama nie wiem, dlaczego – może to po prostu jakaś forma dojrzałości, głębszego zrozumienia świata? – trudno powiedzieć. W każdym razie mało jest dziś rzeczy, do których słuszności byłabym w większym stopniu przekonana niż do tego, że aborcja jest urzeczywistnieniem dobra – nie tylko w odniesieniu do matki, ale również – a kto wie, czy nie przede wszystkim nawet – w stosunku do dziecka, które pojawia się nie w porę”.
Współczujący lekarz radzi
Możemy znaleźć również wypowiedzi lekarzy dokonujących aborcji, którzy również usprawiedliwiają swe działanie, starając się mu nadać naukowe uzasadnienie. Pewien emerytowany lekarz, który dokonywał aborcji, podpisujący się inicjałami „P.A.” w wywiadzie dla jednej ze stron proaborcyjnych wyznaje: „Aborcja jest jednym ze środków kontroli urodzeń – nie równorzędnym wprawdzie z antykoncepcją – ale zawsze dopuszczalnym i dobroczynnym. Celowo mówię i podkreślam – dobroczynnym – bowiem z mojego doświadczenia wynika, że decyzja o aborcji nigdy nie jest niezasadna. Zawsze istnieją okoliczności, które sprawiają, że dziecko po prostu nie może się urodzić, nie może – bo byłoby to ze szkodą dla wszystkich – a przede wszystkim dla niego samego. Te okoliczności mogą mieć różny charakter – może to być ubóstwo, konieczność zapewnienia godnego bytu starszym dzieciom, poczęcie dziecka w wyniku cudzołóstwa – w czasie trwającego związku małżeńskiego, poczęcie dziecka w wyniku gwałtu, nadto – obciążenie płodu wadą lub nieuleczalną chorobą dziedziczną, uszkodzenie płodu, i wiele, wiele innych. Wszystko to sprawia, że przyjście dziecka na świat byłoby równoznaczne z ufaktycznieniem olbrzymiego zła, a aborcja – jako zabieg, który pozwala temu zapobiec – jest zatem sama w sobie dobra”.
Warto zwrócić uwagę na dobrotliwy ton wypowiedzi lekarza. Jakże jest on daleki od „mowy nienawiści”, którą posługują się obrońcy poczętych dzieci. Ileż w nim (ojcowskiej?) troski o zabijane dziecko.
„Wulgarne” strony antyaborcyjne
Ta sama Sara deklaruje w innym miejscu: „Będziemy starać się, żeby stronek proaborcyjnych było więcej, wiem, że na razie dominują wulgarne strony antyaborcyjne – pełne drastycznej treści, mające na celu upodlenie i wpędzenie w poczucie winy kobiet, które wybrały tę drogę. Pozostaje wierzyć, że ludzie się opamiętają i dojrzą prawdę”. Wulgarne – zdaniem zwolenników aborcji – jest pokazywanie zdjęć zabitych dzieci. Po Polsce krąży wystawa prezentująca skutki aborcji. Spotyka się ona z ich żywym oporem. Wypisano już wiele atramentu, ubolewając nad tym, jak prezentowane zdjęcia ranią wrażliwość tych, którzy na nie patrzą, jak są drastyczne, niesmaczne… Wystawa ta była nawet niszczona. To swoisty paradoks: aborcja jest czymś dobrym, ale pokazywanie, na czym polega i jak wygląda w praktyce – już nie. Zabijanie dzieci w ciszy gabinetów lekarskich nie wykracza poza granice dobrego smaku i nie jest drastyczne. Natomiast uświadomienie, o co właściwie chodzi – już tak.
To tylko kilka przykładów obrazujących, jak poważnie i przebiegle działają zwolennicy aborcji. W sytuacji, gdy życie ludzkie jest zagrożone, nie możemy milczeć i udawać, że nie ma problemu. Musimy cierpliwie tłumaczyć racje, nie tylko natury religijnej, które przemawiają za tym, by otoczyć troską życie na każdym etapie jego rozwoju. Winniśmy również wspierać nauczanie modlitwą za tych, z którymi podejmujemy dyskusję na temat życia. Widzimy, jak bardzo łatwo można zniekształcić osąd sumienia i zatracić zdrowy rozsądek w spojrzeniu na problemy, jakie rodzi choroba, cierpienie, ubóstwo materialne i duchowe. A więc otoczmy troską życie własne i innych. Jest to nasze chrześcijańskie zadanie, wynikające z V przykazania Bożego. Jest to również zadanie, które powierzył nam Chrystus, Pan życia.
Jasny głos Kościoła
Benedykt XVI, zwracając się do uczestników Kongresu Papieskiej Rady „Pro Vita” 27 lutego 2006 r., powiedział: „Miłość Boża nie robi żadnej różnicy między nowo poczętą istotą, będącą jeszcze w łonie matki, a dzieckiem, młodzieńcem, człowiekiem dojrzałym czy starcem. Nie robi, ponieważ w każdym dostrzega odbicie swojego obrazu i podobieństwo (por. Rdz 1, 26). Nie robi różnicy, ponieważ we wszystkich rozpoznaje swojego Jednorodzonego Syna, w którym „wybrał nas przed założeniem świata,(…)przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów(…)według postanowienia swej woli” (Ef 1, 4-5). Ta bezgraniczna i niezrozumiała miłość Boga do człowieka ukazuje, jak bardzo człowiek sam w sobie jest godzien miłości, niezależnie od innych racji – bez względu na swą inteligencję, urodę, zdrowie, młodość, spójność itp. W ostatecznym rozrachunku życie ludzkie jest zawsze dobrem, ponieważ jest objawieniem Boga w świecie, znakiem Jego obecności, śladem Jego chwały (Evangelium vitae nr 34). Człowiek został bowiem obdarzony wielką godnością, wynikającą z bliskiej więzi, jaka łączy go ze Stwórcą. W człowieku, w każdym człowieku, obojętnie na jakim etapie życia i niezależnie od kondycji życiowej, jaśnieje odblask rzeczywistości samego Boga. Dlatego Magisterium Kościoła niezmiennie głosi świętość i nienaruszalność każdego ludzkiego życia, od poczęcia aż do naturalnego kresu (por. tamże 57).
