Klich przed dymisją
Sejm będzie dziś debatował nad wnioskiem Prawa i Sprawiedliwości o
wyrażenie wotum nieufności wobec ministra obrony narodowej Bogdana Klicha. Przed
jutrzejszym głosowaniem w tej sprawie i dzisiejszą debatą wniosek opozycji
opiniowała sejmowa Komisja Obrony Narodowej, która zarekomendowała Sejmowi, aby
Klicha pozostawić na stanowisku. Już jednak niebawem, tym razem nie pod dyktando
opozycji, lecz wewnątrz koalicyjnych rozmów, zmiana na stanowisku ministra
obrony ma stać się faktem.
Przed niespełna dwoma tygodniami na łamach "Naszego Dziennika" poseł PSL
Eugeniusz Kłopotek stwierdził, iż ludowcy mają problem, jeśli chodzi o
głosowanie w sprawie wotum nieufności wobec ministra Bogdana Klicha i nie ręczy
za to, czy wesprą ministra swojego rządu. Apelował przy tym, aby Klich
"honorowo" podał się do dymisji, zanim nad wnioskiem zagłosują posłowie. Postawa
obecnego szefa MON podczas wczorajszego posiedzenia sejmowej Komisji Obrony
Narodowej wskazuje jednak, iż apel koalicyjnego posła do ministra w ogóle nie
trafił, a "groźba", iż PSL opowie się wraz z opozycją przeciwko szefowi resortu
obrony, została przez Klicha potraktowana co najwyżej jako dobry żart. Jakby
miał pewność, że ludowcy zagłosują tak jak zwykle, czyli jak chce Platforma. Tuż
po złożeniu wniosku przez Prawo i Sprawiedliwość szef klubu PSL Stanisław
Żelichowski zresztą stwierdził, iż jego klub nie poprze wotum nieufności wobec
ministra Klicha. Jutro PSL ministra Klicha jeszcze poprze, jednak cały czas
trwają rozmowy ludowców z premierem Donaldem Tuskiem w sprawie dalszej bytności
i roli Klicha w MON. A do objęcia resortu przygotowuje się już poseł Platformy,
członek komisji obrony, Czesław Mroczek.
Bogdan Klich czuł się na tyle pewnie, iż zamiast odnosić się do zarzutów pod
swoim adresem, od razu przystąpił do ataku. – To bajkopisarstwo można zaliczyć
do literatury science fiction, a nie do faktu i dlatego nie powinienem w ogóle
się do tych bajek odnosić – tak szef MON rozpoczął swoje wystąpienie po
wysłuchaniu wniosku o wotum nieufności, który w imieniu wnioskodawców
prezentował komisji obrony Ludwik Dorn. Zapracował tym na upomnienie ze strony
szefa komisji Stanisława Wziątka (SLD), który zaapelował do ministra o
merytoryczne odniesienie się do zarzutów. – Bardzo proszę nie nazywać tego
bajkopisarstwem, kuriozalnym, by nie wprowadzać takiej atmosfery – zwracał się
do ministra Stanisław Wziątek. – A jak inaczej to nazwać, panie przewodniczący?
– odpowiedział Klich.
Szef MON zaatakował posłów, którzy pod wnioskiem o jego odwołanie się podpisali.
Antoniemu Macierewiczowi zarzucił, iż ten zniszczył polski kontrwywiad wojskowy.
Ludwika Dorna pytał natomiast retorycznie, co takiego zrobił dla weteranów,
wspominając, iż Dorn jako minister spraw wewnętrznych i administracji mógł
przygotować czy wystąpić o ustawę o weteranach, a tego nie zrobił. Krytyczne
uwagi Dorna o sposobie prowadzenia profesjonalizacji armii zbył "diagnozą", iż
"być może niechęć pana posła Dorna do profesjonalizacji bierze się stąd, że już
nigdy żaden polityk nie będzie mógł straszyć Polaków zesłaniem w kamasze".
Nawiązał tym do wypowiedzi Dorna z czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości, który
wobec protestu lekarzy spekulował o możliwości wysłania lekarzy "w kamasze", by
wykluczyć zagrożenie ochrony zdrowotnej obywateli. Dorn zarzucił Klichowi m.in.,
iż skrócenie czasu na profesjonalizację armii do dwóch lat odbiło się
niekorzystnie na budżecie Ministerstwa Obrony Narodowej.
Klich tłumaczył m.in., że pod rządami Donalda Tuska i jego polskie Siły Zbrojne
stały się w pełni zawodowe i dobrowolne. Dzięki temu też lepiej zorganizowane. A
sama profesjonalizacja kosztowała mniej, niż pierwotnie zakładano.
Pod adresem Bogdana Klicha wnioskodawcy wotum nieufności wytoczyli zarzuty
największego kalibru. Ludwik Dorn przekonywał, iż w okresie kierowania resortem
obrony przez Bogdana Klicha doszło do zapaści i osłabienia naszych zdolności
obronnych.
Klich z kolei tłumaczył, że dzięki naszemu zaangażowaniu w Afganistanie wzrosło
znaczenie Polski w NATO. W tym kontekście zarzucono Klichowi, że błędem było
przejęcie przez Polskę odpowiedzialności za prowincję Ghazni w Afganistanie,
gdyż nie mieliśmy odpowiedniego wyposażenia, aby temu zadaniu podołać.
Wnioskodawcy przypisują Klichowi także polityczną współodpowiedzialność za
katastrofę smoleńską, m.in. wskutek niewyciągnięcia wniosków z trzech innych
katastrof lotniczych, do których doszło pod rządami w MON ministra Klicha, w tym
katastrofy wojskowej CASY w Mirosławcu przed dwoma laty. Wśród formułowanych
wobec Klicha zarzutów znalazł się również ten o braku natychmiastowej reakcji
szefa MON, gdy w raporcie Międzynarodowego Komitetu Lotniczego ukazały się słowa
szkalujące dobre imię generała Andrzeja Błasika.
Artur Kowalski
